Reklama

Reklama

James Kottak pogrąża się w nałogu. Katastrofalny występ byłego muzyka Scorpions

Przyjaciele martwią się stanem Jamesa Kottaka, który w 2016 r. został zwolniony z grupy Scorpions. Ostatnio media obiegły jego katastrofalny występ w składzie formacji Kingdom Come na festiwalu w Szwecji. Perkusista pogrąża się w alkoholowym nałogu. "Nikt poza nim nie jest w stanie go uratować" - podkreślają znajomi 59-letniego muzyka.

Przyjaciele martwią się stanem Jamesa Kottaka, który w 2016 r. został zwolniony z grupy Scorpions. Ostatnio media obiegły jego katastrofalny występ w składzie formacji Kingdom Come na festiwalu w Szwecji. Perkusista pogrąża się w alkoholowym nałogu. "Nikt poza nim nie jest w stanie go uratować" - podkreślają znajomi 59-letniego muzyka.
James Kottak w barwach Scorpions podczas koncertu w Krakowie w 2016 r. /fot. Bartosz Nowicki

Przed dołączeniem do grupy Scorpions James Kottak występował w takich zespołach, jak m.in. Kingdom Come, Montrose, Warrant czy McAuley Schenker Group.

W składzie Scorpions pojawił się w 1996 r., pozostając w niemieckiej formacji przez kolejne 20 lat. Z grupą nagrał pięć studyjnych płyt, a także kilka koncertowych wydawnictw.

W maju 2016 r. stan perkusisty okazał się na tyle słaby, że na amerykańskiej części trasy "Return to Forever" zastąpił go pochodzący ze Szwecji Mikkey Dee (ostatni bębniarz Motorhead). Początkowo muzycy zapowiadali, że nieobecność Kottaka jest czasowa.

Reklama

"Chcielibyśmy kontynuować trasę z Jamesem, ale zdaliśmy sobie sprawę, że jego zdrowie jest priorytetem. Życzymy Jamesowi szybkiego wyleczenia - powróci do nas jesienią" - komentował wówczas Klaus Meine, wokalista Scorpions.

Okazało się, że Dee dołączył na stałe, co oznaczało, że Kottak po 20 latach został zwolniony. Na tę decyzję na pewno wpłynęły historie z nadużywaniem alkoholu przez perkusistę (m.in. w 2014 r. na miesiąc trafił do aresztu w Dubaju, gdy po pijaku obrażał muzułmanów na tamtejszym lotnisku).

"Ten incydent sprawił, że zdałem sobie sprawę z tego, że to właśnie czas, by w końcu przestać pić, dzięki czemu będę mógł stać się takim ojcem, muzykiem i przyjacielem, jakim potrafię być" - komentował wtedy James Kottak.

W 2018 r. perkusista po latach powrócił do reaktywowanej amerykańskiej grupy Kingdom Come. To z nią wystąpił podczas Sweden Rock Festival. Zapis katastrofalnego występu trafił do sieci - widać na nim, że muzyk jest w kiepskiej formie: gubi rytm i zwalnia tempo. Kottak został skrytykowany nie tylko przez internautów, ale też dziennikarzy i innych muzyków, którzy piszą o "totalnej katastrofie".

"Prawda jest taka, że tylko on sam jest w stanie się uratować. Na pewno zespoły, żona, dzieci, menedżerowie, rodzina i przyjaciele próbowali, tak jak to było z Jani Lane'em [wokalista Warrant, który w 2011 r. zmarł w wieku 47 lat z powodu przepicia], ale James Kottak wciąż żyje" - podkreśla Stevie Rachelle, frontman glammetalowej grupy Tuff i założyciel serwisu Metal Sludge.

Podobnego zdania jest Robbie Crane, basista Black Star Riders, wcześniej występujący w Ratt, Lynch Mob i zespole Vince'a Neila.

"Jak wielu przed nim, jest w szponach nałogu... Nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie szkody sobie robi. Czy gdybyśmy mu próbowali pomóc, to by nas usłyszał? Nie wiem, oby ta sytuacja była dla niego dzwonkiem alarmowym... Możemy się tylko za niego modlić" - mówi Crane.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL