Reklama

Brian May: Koronawirus doprowadził do mojego zawału

Lider Queen Brian May w ostatnim wywiadzie zasugerował, że przyczyną jego zawału serca mogło być zakażenie koronawirusem.

Brian May podzielił się zaskakującym wyznaniem

Na początku maja w sieci pojawiły się informacje, że Brian May trafił do szpitala w związku z kontuzją mięśnia, której nabawił się podczas prac w ogrodzie.

Reklama

Jak się okazuje, 72-letni muzyk sam nie był świadomy tego, w jak niebezpiecznej sytuacji się znalazł.

"Mówiłem wam, że to naderwany mięsień i tak właśnie mnie zdiagnozowano. Myśleliśmy, że to był taki dziwny wypadek w ogrodzie" - tłumaczył gitarzysta grupy Queen (sprawdź!).

"Wszyscy mówią, że mam świetne ciśnienie krwi i utrzymuję dobrą formę, jeżdżę na rowerze, pilnuję dobrej diety. W trakcie całej sagi o bólu tyłka miałem mały zawał serca. Mówię 'mały', bo nie odczuwałem tego jakoś strasznie. To było około 40 minut bólu w klatce piersiowej. To uczucie drętwienia w ramionach i pocenie się. Mój wspaniały lekarz zawiózł mnie do szpitala i miałem zrobione prześwietlenie" - opowiadał dalej muzyk.

We wrześniu Brian May przyznał, że podczas rekonwalescencji doszło u niego do poważnych komplikacji związanych z przyjmowaniem leków, które prawie doprowadziły go do śmierci. Dodał też, że według niego zawał serca wywołała choroba tętnic.

W najnowszym wywiadzie dla "Daily Express" przyznał jednak, że przyczyny jego zawału są jednak nadal "nieco tajemnicze".

"Mam teorię: Przez większość ostatniej trasy miałem bardzo silny kaszel. Czułem się fatalnie i myślałem, że jestem po prostu przemęczony. Myślę, że możliwe jest, że złapałem wtedy koronawirusa" - wyznał. To powikłania po COVID-19 miały doprowadzić do zawału według gitarzysty.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Queen | brian may

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje