Reklama

Reklama

25 lat od śmierci Jeffa Buckleya. Wypadek zabrał "najwspanialszego kompozytora dekady"

Kiedy wydawało się, że Jeff Buckley dołączy do grona najwybitniejszych wokalistów muzyki rockowej, artysta zginął w nieszczęśliwym wypadku, mając zaledwie 30 lat. Równie młodo odszedł jego ojciec, legendarny pieśniarz Tim Buckley.

Kiedy wydawało się, że Jeff Buckley dołączy do grona najwybitniejszych wokalistów muzyki rockowej, artysta zginął w nieszczęśliwym wypadku, mając zaledwie 30 lat. Równie młodo odszedł jego ojciec, legendarny pieśniarz Tim Buckley.
Jeff Buckley w dniu śmierci miał 30 lat i całą karierę przed sobą /Michel Linssen /Getty Images

Jeff Buckley (posłuchaj!) 29 maja 1997 roku oczekujący w Memphis na przybycie swojego zespołu i rozpoczęcie sesji nagraniowej Jeff Buckley postanowił popływać w rzece Wolf, dopływie Mississippi, co zresztą czynił wielokrotnie wcześniej. Artysta wszedł do wody w ubraniu i wysokich skórzanych butach, śpiewając refren "Whole Lotta Love" Led Zeppelin (posłuchaj!).

Reklama

Muzykowi towarzyszył Keith Foti, techniczny zespołu Jeffa Buckleya, który pozostał na brzegu. Gdy mężczyzna zauważył płynącą barkę, postanowił odsunąć od brzegu radio i gitarę, by ewentualna fala nie zalała sprzętu. Chwilę później Foti zaczął szukać wzrokiem pływającego w rzece Jeffa Buckleya. Bezskutecznie. Pomimo akcji ratunkowej, artysta nie został odnaleziony. Ciało muzyka odszukano dopiero 4 czerwca.

Przedstawiciele Buckleya szybko zdementowali pogłoski na temat jego śmierci, sugerujące że artysta utopił się będąc pod wpływem alkoholu i narkotyków albo popełnił samobójstwo.

Sprawdź tekst do utworu "Hallelujah" w serwisie Tekściory.pl

"Śmierć Jeffa Buckleya nie jest owiana żadną tajemnicą, alkohol i narkotyki nie mają z nią związku, nie było to również samobójstwo. Raport policji, sekcja zwłok i zeznania naocznego świadka dowodzą, że był to nieszczęśliwy wypadek" - oświadczono.

Muzyk, który zachwycił największe gwiazdy

Trzy lata przed śmiercią muzyk zachwycił krytykę i słuchaczy na całym świecie debiutanckim albumem "Grace", który okazał się być jego jedyną płytą w dorobku.

Sam David Bowie stwierdził, że jeśli miałby zabrać na bezludną wyspę jeden jedyny album, byłby to właśnie "Grace". Wielki Bob Dylan skomplementował Jeffa Buckleya słowami "najwspanialszy kompozytor dekady". Legendarny Jimmy Page zadeklarował natomiast, że "Grace" to "jego ulubiony album dziesięciolecia".

Sprawdź tekst do utworu "So Real" w serwisie Tekściory.pl

Kolejna tragiczna śmierć w rodzinie

Tragiczną śmiercią zmarł również ojciec Jeffa, słynny Tim Buckley. Niestety, w przypadku Buckleya seniora w grę wchodziły narkotyki. 28 czerwca 1975 roku muzyk przedawkował heroinę i alkohol. Przywiezionym do domu artystą zaopiekowała się żona Judy. Po pewnym czasie kobieta stwierdziła, że Tim Buckley nie oddycha. Przybyli na miejsce ratownicy pogotowia bezskutecznie próbowali reanimować artystę. Ojciec Jeffa Buckleya miał 28 lat, dwa lata mniej niż jego syn w dniu swojej śmierci.

Wiele lat po śmierci menedżer Buckleya, Dave Lory, udzielił wywiadu radiostacji NPR, w którym zdradził, że zachowanie artysty na dwa tygodnie przed śmiercią "było nieobliczalne".

"Próbował kupić dom, który nie był na sprzedaż. Próbował kupić samochód, który nie był na sprzedaż. Oświadczył się Joan (Wasser, ówczesna dziewczyna Buckleya - przyp. red.). Starał się nawet o pracę w zoo w Memphis - to było dużo dziwnych rzeczy, nietypowych dla niego. Myślę, że było w nim pragnienie ustatkowania się. Chciał normalnego życia" - zdradził.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama