Reklama

Queen + Adam Lambert w Krakowie: Relacja z koncertu

"God Save the Queen" czyli "Boże, chroń królową" - usłyszeliśmy już z taśmy na koniec koncertu Queen + Adam Lambert w wypełnionej Kraków Arenie. Amerykański wokalista nawet nie próbuje zajmować tronu opuszczonego przez Freddiego Mercury'ego.

"Można i wręcz należy się spierać czy to jeszcze Queen, czy też nie, ale jedno jest pewne - to wielka SZTUKA" - napisał na Facebooku po koncercie Grzegorz Kupczyk, wokalista grupy CETI i były długoletni frontman Turbo.

Reklama

No właśnie, cały występ Queen + Adam Lambert w Kraków Arenie to jeden wielki hołd złożony Freddiemu Mercury'emu. Dla wielu fanów to jedyna szansa, żeby usłyszeć wielkie przeboje Queen na żywo grane przez dwóch muzyków oryginalnego składu. Charyzmatyczny frontman nie żyje od 1991 roku, a teraźniejsza działalność Briana Maya (gitara, wokal) i Rogera Taylora (perkusja, wokal) polega na prezentowaniu jego dorobku kolejnym pokoleniom. Przed sobotnim koncertem "odświeżyłem" sobie z DVD występy Queen z Wembley i Budapesztu (oba z 1986 roku), pokazujące zespół w chwilach największych triumfów. Tym większy smutek, że Freddiego z nami już nie ma.

"Kraków jest piękny! Jestem podekscytowany, że tu jestem - po raz pierwszy. Ale bardziej tym, że jutro zagram tu po raz pierwszy!" - napisał na Twitterze Brian May dzień przed koncertem (grupa do Krakowa przyleciała wcześniej z Zurychu). Polscy fani mogą czuć się w pewnym sensie wyróżnieni, bo przecież zespół z Lambertem grał w naszym kraju nie tak dawno - w lipcu 2012 r. we Wrocławiu.

Jak dla mnie, korona na głowie Adama Lamberta założona pod koniec występu była gestem na wyrost, ale jeśli przyjmie się założenie, że Freddie był niezastąpiony, to łatwiej można pogodzić się z tym, że momentami Amerykanin nie pasuje do niektórych piosenek Queen. Lambert bez problemu odnajduje się za to w teatralnej przegiętości, z której słynął Freddie - te przebieranki w kolejne skrzące kolorami stroje, ciemne okulary, buty na obcasie, wymalowane paznokcie i mocny makijaż.

Najlepszy moment koncertu? Bez wątpienia ballada "Love of My Life" początkowo zaśpiewana tylko przez samego Briana Maya, od którego palmę pierwszeństwa po chwili przejął Freddie odtworzony z taśmy na telebimie. Całość oświetlona migoczącymi telefonami komórkowymi sprawiła, że przenieśliśmy się w czasie. "Może magia się pojawi?" - zapowiadał w sumie retorycznie May. Wzruszony gitarzysta szybko otarł oczy, a u niejednego słuchacza w tym momencie pojawiły się łzy. To właśnie May dla mnie był najważniejszą osobą na scenie w Krakowie, a brzmienie jego gitary decyduje o niepowtarzalności Queen chyba w równym stopniu, co wokal Freddiego.


"Dziękuję za danie mi szansy występu z Queen" - powiedział ze sceny Adam Lambert, który tego wieczoru wielokrotnie składał hołdy Freddiemu. Choć gdy Amerykanin chował się za kulisami (podczas solowych partii, czy utworów wykonywanych przez Maya), magia wcale nie znikała, a ja nawet za nim nie tęskniłem ("Kind of Magic" całkiem stylowo zaśpiewał Roger Taylor; świetnie wypadł też "Under Pressure", w którym duet stworzyli perkusista z Adamem).

Roger miał też znakomite wsparcie od swojego syna, obsługującego instrumenty perkusyjne Rufusa Tigera Taylora (momentami przejmował stery za bębnami od taty). Ten niespełna 24-latek, który na świat przyszedł kilka miesięcy przed śmiercią Freddiego, to żywy dowód na ponadczasowość muzyki Queen. Roger i Rufus mieli też swoje pięć minut podczas perkusyjnego pojedynku i "młody" pokazał, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Na scenie obok liderów Queen mieliśmy okazję zobaczyć także współpracującego z tym zespołem od połowy lat 80. (a także z The Cross Taylora i zespołem Maya) klawiszowca Spike'a Edneya oraz sprawnego basistę Neila Fairclough.

Lambert najlepiej poradził sobie w takich utworach, jak "Another One Bites the Dust", "Killer Queen" (ta teatralność!), "Save Me", podniosły "Who Wants to Live Forever" czy "Crazy Little Thing Called Love" ("kaczy kuper" wokalisty idealnie spasował do presleyowskiego rock'n'rolla), w których starał się nie szarżować, a dodawanie nowych elementów nie burzyło spójności z muzyką Queen. Słabiej zagrało to za to w takich klasykach, jak "Show Must Go On" i "Bohemian Rhapsody" (choć tu w dużej mierze "wyręczył" Lamberta Freddie). I dla mnie Mercury na zawsze pozostanie niezastąpiony, choć wiem, że "show musi trwać dalej". A czy "+" w nazwie po Queen, to jakaś wartość dodana, to każdy z fanów musi odpowiedzieć sobie sam.

Oto setlista Queen + Adam Lambert w Krakowie:

"One Vision"
"Stone Cold Crazy"
"Another One Bites the Dust"
"Fat Bottomed Girls"
"In the Lap of the Gods... Revisited"
"Seven Seas of Rhye"
"Killer Queen"
"I Want to Break Free"
"Somebody to Love"
"Love of My Life"
"'39"
"A Kind of Magic"
basowe solo
drum battle - Roger i Rufus Taylorowie
"Under Pressure"
"Save Me"
"Who Wants to Live Forever"
"Last Horizon"
gitarowe solo
"Tie Your Mother Down"
"Dragon Attack"
"I Want It All"
"Radio Ga Ga"
"Crazy Little Thing Called Love"
"Show Must Go On"
"Bohemian Rhapsody"
bis:
"We Will Rock You"
"We Are the Champions".

Zobacz teledyski Queen na stronach Interii!

Michał Boroń, Kraków

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Queen | Adam Lambert | koncert w Polsce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje