Reklama

Reklama

Lady Pank: Wokalista skazany

Wyrok 13 tys. zł grzywny i 3 tys. zł nawiązki orzekł w środę gdański sąd wobec wokalisty Lady Pank, Janusza Panasewicza, który podczas koncertu rzucił ze sceny w publiczność plastikową butelką z wodą. Butelka trafiła w głowę 24-letnią kobietę.

Wyrok 13 tys. zł grzywny i 3 tys. zł nawiązki orzekł w środę gdański sąd wobec wokalisty Lady Pank, Jana Panasewicza, który podczas koncertu rzucił ze sceny w publiczność plastikową butelką z wodą. Butelka trafiła w głowę 24-letnią kobietę.

Ogłaszając w środę wyrok sędzia Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe, Joanna Łaguna-Popieniuk podkreśliła, że w opinii sądu Panasewicz dopuścił się czynu chuligańskiego. Poza grzywną i nawiązką (tą ostatnią otrzyma poszkodowana) wokalista ma zapłacić niemal 2 tysiące zł kosztów i opłat sądowych.

Reklama

Do incydentu z udziałem wokalisty Lady Pank doszło w czerwcu 2007 r. podczas koncertu grupy w ramach obchodów Dni Pruszcza Gdańskiego. W czasie występu Panasewicz rzucił w ludzi stojących przed sceną butelkę wody. Trafiła ona 24-letnią Monikę K., która robiła zdjęcia. Kobieta upadła, ale nie odniosła obrażeń. Badanie krwi po zdarzeniu wykazało u Panasewicza ok. 1,8 promila alkoholu.

Wokalisty nie było w środę w sądzie na ogłoszeniu wyroku. Na wcześniejszych rozprawach zaprzeczył, jakoby był pod wpływem alkoholu w momencie zdarzenia, wyjaśniał, że napił się alkoholu już po koncercie.Panasewicz tłumaczył też, że rzucił butelką w tłum, bo było gorąco i publiczność domagała się wody.

"Nie miałem zamiaru nikogo trafić, a tym bardziej skrzywdzić" - mówił oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej Panasewicz. Wokalista kilkakrotnie przepraszał pokrzywdzoną, wysłał jej też kosz kwiatów.

Zarówno wokalista, jak i jego koledzy z zespołu, którzy wystąpili w procesie jako świadkowie, podkreślali, że silne reflektory skierowane w stronę sceny w czasie koncertów, oślepiają na tyle, że muzycy i wokaliści nie widzą publiczności.

Opinie tą potwierdził zeznający w środę pracownik firmy, która zapewniła oświetlenie koncertu w Pruszczu Gdańskim.

Ogłaszając wyrok sędzia Joanna Łaguna-Popieniuk pokreśliła, że sąd dał wiarę zeznaniom Moniki K. i dwóch innych świadków twierdzących, że słyszeli, jak Panasewicz przed rzutem butelką zapytał: "Przyszliście tu na koncert czy robić zdjęcia?". Zdaniem sądu wokalista był podirytowany obecnością fotografów i rzut butelką mógł być wynikiem tej irytacji.

"Na filmie, na którym zarejestrowano zdarzenie, widać, że pan Panasewicz wyraźnie bierze zamach i wykonuje rzut butelką w dół. Gdyby chciał rzucić w publiczność, rzucałby z dołu do góry" - powiedziała sędzia dodając, że wykonując taki rzut wokalista musiał się liczyć z ewentualnością, że kogoś trafi.

Sędzia nie dała też wiary, by Panasewicz pił alkohol dopiero po koncercie. "Opinia biegłego jednoznacznie mówi, że alkohol musiał być spożyty wcześniej" - stwierdziła sędzia.

Pokrzywdzona Monika K. powiedziała po ogłoszeniu wyroku, że jest usatysfakcjonowana jego treścią. Obrońca Jana Panasewicza, adwokat Mikołaj Pietrzak, zapowiedział apelację.

Zobacz teledyski Lady Pank na stronach INTERIA.PL.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje