Recenzja Rysy "Traveler": Szczytowanie po polsku

Jeszcze Polska nie zginęła, póki tak tańczymy.

Na naszych oczach, i naszym podwórku, narodził się projekt o światowym brzmieniu

W maju 2015 roku większość mediów parających się muzyką elektroniczną przebierała niecierpliwie nogami oczekując płytowej premiery od Jamiego xx. Kilka tygodni później dziennikarzy i słuchaczy elektryzowały nowe albumowe produkcje od Julio Bashmore'a i Major Lazer, które miała stanowić miły przedsmak przed najważniejszą tegoroczną nowością z kręgu tanecznych brzmień - zapowiadanym na drugą połowę roku, drugim krążkiem duetu Disclosure. Wytwórnie podgrzewały atmosferę, kolejne single pobudzały apetyt, z takimi wydawnictwami pod pachą zapowiadała się klubowa złota jesień.

Reklama

I taka też będzie. Bez wątpienia. Ale żadna z wyżej wymienionych premier nie musi mieć w niej wcale udziału. Zamiast trzech wspomnianych tytułów, wystarczy do tego tylko jeden krążek. I to ten, o którym jeszcze kilka miesięcy temu mówiło jedynie wąskie grono słuchaczy. Żeby było ciekawiej, chodzi o krążek z Polski. Wydany na początku września przez niezależny label U Know Me Records, idealnie podpadający pod termin "rodzima muzyka eksportowa" - "Traveler" duetu Rysy.

Zresztą napisać, że to polska produkcja, która pachnie zagranicą, najłatwiej. Albo, że to "polski Moderat". I OK, nawet jest w tym sporo racji, tylko po co w ogóle wychodzić od tych polskich kompleksów? Postawmy sprawę jasno: na naszych oczach, i naszym podwórku, narodził się projekt o światowym brzmieniu. Taki, który - przynajmniej dla mnie - przyćmiewa inne tegoroczne wydawnictwa z gatunku popowej muzyki tanecznej. Niezależnie nawet od tego, czym za kilka tygodni spróbują zaskoczyć Disclosure. Ukrywający się za tą nazwą Wojtek Urbański i Łukasz Stachurko zmontowali w końcu album, na którym dzieją się rzeczy tak dobre, że dalsze poszukiwanie idealnego podkładu pod pierwsze (i ciężkie) tygodnie jesieni zdaje się już nie mieć sensu. "Traveler", choć trwa niewiele ponad pół godziny, ma w sobie wystarczającą ilość mocy, by nie tylko bić się na elektronicznej scenie z największymi, ale przede wszystkim zaspokoić oczekiwania najbardziej wymagających (nie tylko o tej porze roku) słuchaczy. Zwłaszcza że świetne klubowe produkcje współgrają na nim z kapitalnymi, wokalnymi występami gości: Justyny Święs, Piotra Zioła i Baascha. Nic, tylko szczytować.

Mnie co prawda najbardziej na "Traveler" kręcą momenty w pełni instrumentalne ("The Fib" i "Brat"), albo te, które najmniej przypominają klasyczną piosenkę ("Night Sleep", "Shimmer"), bo cierpię na deficyt tego rodzaju brzmień na polskim podwórku. Przyznaję jednak, że jestem pod równie wielkim wrażeniem radiowego i wykonywanego po polsku (brawa!) przeboju "Przyjmij brak", który robi tutaj za typową wisienkę na bogato przygotowanym, muzycznym torcie.

On, jak i reszta materiału, to jak najbardziej rozrywkowa muzyka użytkowa i wskazane jest korzystanie z niej przy każdej możliwej okazji oraz w dowolnym miejscu, jednak jeśli tylko macie ku temu sposobność - zgodnie zresztą z sugestią samych autorów - słuchajcie jej na dobrym sprzęcie i słuchawkach. Szczególnie wspomnianego już wcześniej numeru "Night Sleep" - "jednego z najmocniejszych, bitowych i technicznych numerów na albumie". Uwierzcie na słowo, ta płyta da wam wtedy jeszcze więcej przyjemności.

Zachęceni zaś jakością "Traveler", ufajcie bardziej polskim debiutantom. Zaglądajcie nie tylko na dyskoteki, ale doceńcie wreszcie i korzystajcie z imprez pokroju Spring Break, na której - co warto odnotować - Rysy prezentowały próbkę swojego znakomitego debiutanckiego materiału już w kwietniu. Wystarczy tylko odrobina wysiłku - dobra muzyka, o którą powinniśmy dbać dzisiaj równie mocno co o swój profil na Instagramie, robi się i jest do złapania tuż za rogiem. Nie czekajcie, aż powiedzą wam o niej w DDTVN.

Rysy "Traveler", U Know Me

9/10

Dowiedz się więcej na temat: recenzja | Rysy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje