Reklama

Recenzja Jacek Sienkiewicz "9702": Początek legendy

Jacek Sienkiewicz rozpieszcza ostatnimi czasy fanów swojej twórczości. Chyba nikt jednak nie spodziewał się, że postanowi wydać krążek z materiałem, którego początki sięgają 20 lat wstecz. Ze względu na swój eksperymentalny charakter nie jest to pozycja dla każdego, ale warto dowiedzieć się, jak zaczynała legenda polskiego techno.

Na płycie "9702" Jacek Sienkiewicz umieścił nagrania sprzed lat

Oj, techno w ostatnich latach nie miało najlepszej prasy. Problemu nie należy jednak doszukiwać się w słabej jakości albumów, a raczej w niedoinformowaniu. Bo wiecie jak to jest - Tokio Hotel nazywano niegdyś emo, ale każdy może sobie sam odpowiedzieć, ile ma to wspólnego z muzyką tworzoną przez legendarne At The Drive-In. Podobnie było z techno, kiedy to w pierwszej połowie poprzedniej dekady zaczęto mylić ten gatunek o dość rozległej historii ze świętującymi wówczas triumfy takimi gatunkami jak Dance czy UK Hard House.

Reklama

Na szczęście postrzeganie techno zaczęło się w końcu prostować wraz z wypłynięciem na wierzch takich eksperymentatorów tego gatunku jak Zamilska czy We Will Fail. Powoli do szerszej świadomości dostaje się również berlińska scena, z której na swoim ostatnim albumie czerpał chociażby A_GIM, a wśród której to szlifował swoje umiejętności Jacek Sienkiewicz.

Co ciekawe, enigmatyczna liczba "9702" niepozornie zdradza, że materiał składa się głównie z archiwalnych utworów nagranych między 1997 a 2002 rokiem, kiedy to producent stawiał jeszcze pierwsze kroki w swojej karierze. Warto dodać, że to kroki wyjątkowo pewne. "9702" nie jest tak mocno osadzone w rytmice jak chociażby klasycznie podchodzące do materii berlińskiej sceny techno "Drifting" czy nieco bardziej eksperymentujące "Hideland". Ba, to zapewne najbardziej nieoczywista rzecz, jaką będzie w stanie usłyszeć od muzyka.

Kogo więc najbardziej zadowoli nowy-stary album Jacka Sienkiewicza? Na pewno fanów bardziej minimalistycznych, eksperymentalnych pozycji z katalogu Warp Records. "9702" zdecydowanie bliżej bowiem do IDM-u aniżeli tradycyjnie postrzeganej muzyki klubowej. Przy czym to spore uproszczenie, bo jest tu naprawdę różnorodnie, choć jednocześnie nigdy nie w pełni przystępnie.

Weźmy na przykład takie "Rekognize u", w których wybijany w tle rytm stowarzyszony z prostym, analogowym motywem zakłócany jest przez chaotyczne, twarde glitche. Bardziej tradycyjnie próbuje nas podejść "Step!" ze swoją bezsilnie wybrzmiewającą stopą prowadzoną nieustannie przez monotonną melodię z syntezatora, do którego czasami dochodzą 8-bitowe dźwięki oraz skaczące w panoramie hałasy. Od połowy do stopy dochodzi mocno matowy werbel i synkopowane hi-haty, które wprowadzają do całości mocy, a pod koniec utwór zupełnie niemal ulega rytmiczności. A i tak to rzecz zdecydowanie bardziej do odtwarzania w strefie chilloutu niż na głównej scenie klubu.

Z kolei napędzane przez nisko osadzoną, twardą stopę "Overlooked" swoim mrocznym, przestrzennym klimatem i nawarstwianiem struktury utworu już otwarcie romansuje z berlińskimi klimatami. "George" niby też wydaje się numerem rytmicznym, ale zza tradycyjnych, czwórkowych kicków wysuwa się tradycyjna ambientowa kompozycja oparta na rozległych plamach dźwiękowych.

Ciekawie prezentuje się też oddychające, powolne "Ky lie", w którym dubowy motyw stanowi tylko pretekst do kolejnych zabaw glitchowanymi perkusjonaliami, a od połowy przedziera się z próbującymi wyjść zza tła samplami wokalnymi. O klimaty dub-techno zahacza również "Dziunia", ale umieszczony tu orgazmiczny sampel wyłącznie irytuje, nie stanowiąc satysfakcjonującego rozwiązania i tak monotonnego utworu. Nie można zapomnieć również o dusznym jak diabli, wręcz przytłaczającym "Down at Heel" czy klaustrofobicznym "Ost at nim", który wydaje się zagubioną częścią ścieżki dźwiękowej do pierwszego Quake'a.

Skrajnością w eksperymentach jest z kolei "MM 95 (Sad)", który z początku wychodzi od jamajskiego motywu, ale ostatecznie ze swoimi noise'ami, glitchami i "mlaskami" okazuje się najbardziej awangardową kompozycją na całym albumie. Jednocześnie mimo jej ascetycznego kształtu, dzieje się tu naprawdę sporo.

No właśnie - z jednej strony mamy do czynienia z pozycją bardzo eksperymentalną i różnorodną, co podyktowane jest sporym okresem, jakim została objęta selekcja na płytę. Z drugiej, różnorodność opiera się na przeskakiwaniu między pomysłami pomiędzy poszczególnymi utworami. Aranżacja w ramach jednego tracka jest bowiem na ogół bardzo oszczędna, przez co zdarzają się momenty wyjątkowo monotonne. Być może wynikało to z ograniczeń sprzętowych, których w trakcie nagrywania doświadczał Jacek Sienkiewicz - zresztą producent nie ukrywa nawet faktu, że możliwości realizacji pomysłów w latach 1997-2002 były o wiele mniejsze niż dziś. Ale cóż, mówi się, że miarą muzyka jest to, w jaki sposób potrafi wykorzystać ograniczone środki, a z tej batalii Sienkiewicz ostatecznie wyszedł zwycięsko. Zresztą to zawsze ciekawie obserwować, jak swoją przygodę z muzyką rozpoczynała legenda polskiej elektroniki.

"9702" ostatecznie jest więc pozycją przede wszystkim dla słuchaczy szukających wyzwań i nowych środków wyrazu w muzyce, dla których nawet hałas czy pozornie nieprzyjemne przeszkadzajki mogą stanowić nośnik emocji. Osoby oczekujące przyjemnej w odsłuchu i zupełnie niezobowiązującej pozycji Jacek Sienkiewicz w tym archiwalnym materiale odrzuci momentalnie.  

Jacek Sienkiewicz "9702", Universal Music Polska

7/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jacek Sienkiewicz | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje