Reklama

Recenzja Daria Zawiałow "Helsinki": Czasami warto zaryzykować

Wszyscy wokół mówią o syndromie drugiej płyty. Są też tacy artyści, którzy nic sobie z tego nie robią. Piszą, komponują, intrygują i wyrażają siebie.

Daria Zawiałow na okładce płyty "Helsinki"

Fajnie się u nas rozwinął alternatywny pop w ostatnich latach, zwłaszcza ten w kobiecym wykonaniu. Oczywiście najlepszym przykładem jest Mela Koteluk, która zawładnęła praktycznie wszystkimi, ale nie wolno zapominać o tych odrobinę mniejszych. Wśród nich bardzo ważną postacią jest Daria Zawiałow.

Reklama

Jej debiutanckie "A kysz!" było dobrą płytą, z mocnymi kompozycjami i nośnymi singlami, których powinni zazdrościć inni - taki "Malinowy Chruśniak" to jeden z najważniejszych utworów tej dekady. Całość zdradzała olbrzymi potencjał i otwarcie sugerowała, że warto czekać na kolejne ruchy artystki. Po dwóch latach przyszedł czas na weryfikację umiejętności.

Jak najlepiej to zrobić? Kolejną płytą. Idealnie by było, gdyby ta była inna od debiutu i zaprezentowała zupełnie nową twarz autorki. I na szczęście "Helsinki" w znacznym stopniu spełniają te życzenia i udowadniają, że Daria Zawiałow nie cierpi na słynny syndrom drugiej płyty, dla wielu tak ciężki do uniesienia.

Tutaj wspomniany problem nie istnieje, bo najnowsza produkcja nie ustępuje "A kysz!". Wręcz przeciwnie. Nie dość, że w kilku elementach bije poprzednika na głowę, również imponuje potężnymi singlami (promocja idealna - "Nie dobiję się do ciebie" i "Szarówka" to jednocześnie najlepsze i najbardziej reprezentatywne utwory na płycie), to w dodatku pokazuje wokalistkę w nowym, artystycznym ujęciu. Zawiałow jest znacznie dojrzalsza. Kombinuje (w pozytywnym znaczeniu tego słowa!), a jej twórczość jest ciekawsza i bardziej intrygująca.

Sprawdź tekst utworu "Szarówka" w serwisie Teksciory.pl!

Jest inaczej, lepiej. Nic tu też nie jest przypadkowe, nawet analogia do stolicy Finlandii wydaje się jak najbardziej trafna. Miasto nie należy do najcieplejszych miejsc w Europie i taka też jest muzyka na "Helsinkach". Chłodna, pełna tajemnic, zaskakująca. Jednocześnie bardzo przebojowa i chwytliwa. Kompozycje autorstwa samej Zawiałow, Michała Kusha i Piotra Rubika (nie, nie tego od klaskania, bez obaw) są jednym, wielkim hołdem dla skandynawskiego popu, a także kłaniają się muzyce lat 80.

Pełno tu syntezatorów i elektroniki wspomaganych gitarowymi riffami. Artyści zdradzają swoje fascynacje nową falą ("Kryzys wieku naszego" to Maanam w najczystszej postaci), ale spoglądają też w bardziej taneczną stronę w "Nie dobiję się do ciebie". Jeszcze jedno, Foals z pocałowaniem ręki wzięliby "Saloniki" na swój album.

Sprawdź tekst utworu "Nie dobiję się do ciebie" w serwisie Teksciory.pl!

Kilka problemów rodzi się natomiast w tekstach, bo te wymagają znacznie większego skupienia. Płyta jest manifestem niezależnej kobiety (świetne "Gdybym miała serce"), która ma swoje cele do zrealizowania, ma też pełno marzeń, o których nie boi się otwarcie mówić. Można tu znaleźć kilka świetnych metafor (halo, ponownie muszę wspomnieć o tytule albumu, który daje wielkie pole manewru) i porównań, a piosenki często zmuszają do snucia domysłów i interpretacji. "W Helsinkach zaszyje się / To daleko jest" śpiewa artystka w tytułowym utworze. Płyta jest tajemnicą, nieodkrytym lądem, zbitkiem marzeń, co dobitnie udowadnia wieńczący dzieło "Freddie".

Daria Zawiałow zaryzykowała. I zwyciężyła, bo "Helsinki" są skazane przynajmniej na "mały" sukces. Najważniejsze w tym przypadku jest to, że wokalistka pokazała coś innego. Nie podążyła utartym szlakiem, nie poszła na łatwiznę. Album spokojnie można skrócić o kilka numerów, na pewno nie ucierpiałby na stracie "Winter Is Coming", ale i tak warto czekać na kolejną produkcję. Pytanie tylko, czy znowu postara się zaryzykować?

Daria Zawiałow "Helsinki", Sony Music

7/10


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Daria Zawiałow | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje