Reklama

Recenzja Backstreet Boys "DNA": Nie tylko dla nastolatek

Na nowej płycie legendarnego boysbandu, stare i doskonale znane "Backstreet's back, alright" sprawdza się znakomicie.

Okładka płyty "DNA" grupy Backstreet Boys

W ciągu kilku ostatnich miesięcy na sklepowych półkach i w serwisach streamingowych pojawiły się albumy, które powinny mocno podziałać na dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków. Największe zaskoczenie przyszło jednak z najdziwniejszej strony, bo chyba nikt się nie spodziewał, że o "DNA" Backstreet Boys będzie można pisać w pozytywnym tonie.

Reklama

Najwięksi idole wszystkich nastolatek lat 90. powrócili po sześciu latach przerwy. Co ciekawe, to okazało się, że zapotrzebowanie na ich album było duże, bo najnowsza studyjna płyta Nicka Cartera i spółki świetnie poradziła sobie na listach sprzedaży na całym świecie. O ile można było być pewnym przyzwoitych miejsc w notowaniach w Wielkiej Brytanii czy nawet Polsce, to już jedynka na liście Billboardu szokuje, nawet w tak nudnym okresie wydawniczym.

Dziewiąty studyjny album Backstreet Boys oferuje o wiele więcej niż początkowo mogłoby się wydawać. To ciągle są dość proste, chwytliwe piosenki, których tematyka w głównej mierze skupia się na relacjach damsko-męskich. Są to również doskonale zrealizowane i świetnie wyprodukowane utwory wśród których można znaleźć kilka ciekawych rozwiązań.

Wystarczy posłuchać "Passionate", które w ciągu niecałych czterech minut spina klamrą współczesne nagrania, które najlepiej sprawdzają się w sklepach odzieżowych (tak, tak, aż od razu milej robi się zakupy) oraz czysty funk. Jakby tego było mało, to znalazło się tam jeszcze miejsce na talkbox, którego ostatnio słychać coraz więcej i w tym konkretnym przypadku dobrze ubarwił całą kompozycję.

Samo rozwinięcie tytułu jest dwuznaczne. To nie tylko przekrój fascynacji każdego z muzyków (a już bardziej producentów, tym razem bez Maxa Martina, ale za to z The Stereotypes), ale i sensownie rozwinięcie "digital and analogue", które całkiem nieźle się tu odnajduje. Pomijając fatalne "Chances", które przywołuje najgorsze momenty zespołu z przełomu wieków, nie można mieć zastrzeżeń do "New Love", które jeszcze bardziej zyskuje na wspólnych partiach wokalnych.

Trzeba zaznaczyć, że przy utworach z "DNA" nie da się poszaleć na dyskotece, co wyszło tylko na dobre. Zdecydowana większość numerów to ballady, a na dodatkową wzmiankę zasługuje mocne "Just Like You Like It", które spokojnie mogłyby stać się hitem dwie dekady temu. Warto też docenić "Is It Just Me", które brzmi niczym zaginiony numer sprzed lat. I to jest naprawdę dobry pop.

Backstreet Boys zdali egzamin, co jest dużym osiągnięciem mając wcześniej obawy przed pierwszym naciśnięciem przycisku "play". Ich dawne fanki od dawna są już mężatkami i matkami. Pracują, robią kariery i... ciągle mogą cieszyć się z niezłych nagrań dawnych idoli. Pozostali bez uprzedzeń mogą sięgać po "DNA", bo to solidny mainstreamowy album pozbawiony szczeniackiej maniery, prostackich melodii i banalnych miłosnych wyznań. A to już naprawdę sporo.

Backstreet Boys "DNA", Sony Music

7/10

PS Grupa Backstreet Boys w ramach promocji płyty "DNA" wystąpi 24 czerwca w COS Torwar w Warszawie.



INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Backstreet Boys | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje