Reklama

Reklama

Kukon "Rough n' gentle": narkotyki? Panie, jakie narkotyki?! [RECENZJA]

Gdyby jeszcze jakiś czas temu ktoś powiedział, że płyta Kukona będzie jedną z tych najbardziej wyczekiwanych, w rewanżu mógłby liczyć na trochę uśmiechów. Również tych politowania. Teraz brzmi to trochę abstrakcyjnie, ale w końcu jest 2022 rok, inna pozycja w branży, powolne docieranie do większego grona słuchaczy z różnych środowisk i… coraz wyższy poziom. W skrócie - za oknem deszcz, a Kukon słucha techno.

Gdyby jeszcze jakiś czas temu ktoś powiedział, że płyta Kukona będzie jedną z tych najbardziej wyczekiwanych, w rewanżu mógłby liczyć na trochę uśmiechów. Również tych politowania. Teraz brzmi to trochę abstrakcyjnie, ale w końcu jest 2022 rok, inna pozycja w branży, powolne docieranie do większego grona słuchaczy z różnych środowisk i… coraz wyższy poziom. W skrócie - za oknem deszcz, a Kukon słucha techno.
Okładka albumu Kukona "Rough n' Gentle" /materiały prasowe

Różnie to bywało z produkcjami rapera z Biłgoraja, jednak nie można odmówić mu jednego - pomysłów na całe albumy. I rzeczywiście jak u mało kogo w Polsce, przynajmniej w tym rapowym kręgu, koncepty sprawdzały się co najmniej dobrze. "Rough n' gentle" to nie tylko kontynuacja niezłej passy, ale i szerszy wachlarz skilli, który docenia się jeszcze bardziej po pierwszym pełnym odsłuchu.

"Rough n' gentle" rozpoczyna się jednak dość dziwnie. Otwarcie jest nie tylko problematyczne, głównie przez refren, ale i pro8l3mowe. "4 am in Metawers" to zaginione zwrotki Oskara, które dzięki Bogu nie znalazły się na żadnych longplayu, a i bardziej kwasowy Steez. Jednak dalej jest ciekawiej i śmiem twierdzić, że najlepiej w karierze Kukona.

Reklama

Nocne życie idzie w parze z używkami, to wiadomo. Ale piękne wille z zapyziałymi melinami? Niekoniecznie, chociaż "Rough n' gentle" to próba opisu szybkich tripów między lokacjami, autobiograficzna doza (mistrzowskie "Stoimy nocą pod klubem znajomych, co puszczają moje piosenki / Patrzą się łebki na furę albo twoją pupę, albo moje felgi / Jestem zarobionym s***, więc płacę za ciebie, nie za swoje błędy" z "Tango Argentino") i ban na mocniejsze używki. Aha, bym zapomniał, ale i miejsce na relacje też się znalazło, chociażby w "Miss Pleasure" - "Jesteś moją Miss Pleasure / Dzisiaj nic nie robię i cały dzień z Tobą leżę". Rym do rymu, ale jaki!

To wszystko podane wysokim, charakterystycznym głosem, który sprawdza się zwłaszcza w poważniejszych momentach, gdy potrzeba więcej uwagi - "Dużo czasu kosztowało mnie, abym się tu pojawił / Siedziałem na bazie, testowaliśmy odmiany / Siedem różnych twarzy i każda widzi, że kłamiesz / Nigdy nie spodziewałem się, że można się tak bawić". To tak à propos wcześniej przywołanego PRO8L3M-u, który w całości pojawia się w "HARD FLEX DRIVE". I to jest tu udane, a nie udawane.

Rap rapem, ale Kukon nieźle spisuje się także, kiedy śpiewa. Znów zacznę od narzekania, bo nijaki refren "only&one" można pominąć, a i lepiej wyjdzie dla niego samego, jednak kilka numerów później jest świetne "Czarne Subaru". Dopełnieniem tego jest "Batman", w którym z wizytą wpada Daria Zawiałow, dogadująca się z gospodarzem na tracku tak samo dobrze, jak z Quebonafide.

Będę chwalił rozwój Kukona i umiejętność utrzymywania na słuchawkach, co wcale nie oznacza, że facetowi przybyło sporo charyzmy. Olbrzymim plusem jest przede wszystkim ucho do podkładów. Na "Rough n' gentle" nie ma rozmytych syntezatorów, dozy pogłosów, tempa dyktowanego ilością wypitego purpurowego syropu czy klasycznych hip-hopowych bębnów, które łamią karki. Są klubowe dźwięki, które wydają się jego najbardziej naturalnym środowiskiem. Casus podobny do Tymka, jednak miejscami bliższy swojskości niż wielkiego świata, jak np. w "Nowym domu", które atakuje prostotą i jednostajnym rytmem.

Prawdziwa jazda jest jednak w innych numerach. Taneczne rytmy "only&one""Algrorytmu" uderzają każdego smutnego nerda, nocny cruisin z "Funny GAMES", "35mm" i "Castingem" sprawia, że rozmazują się znaki drogowe, a młócka "Prawniczki" tylko pozornie jest soundtrackiem bitwy na sztachety. "ELECTRA" zaskakuje za to na samym końcu, gdzie prym zaczynają wieść drum'n'basowe bębny. Mało? Taki Kizo dałby się pokroić za "Tango Argentino" przemycające trochę latynoskiego vibe'u do klubów w centrach miast. Pomysł bez tandetnego plastiku, który docenia się równie mocno, kiedy liczba BPM-ów spada i można na chwilę odsapnąć, jak w "Miss Pleasure" czy "Wyjedźmy do Oslo".

Menago nagrywa mu temat za tematem, cyferki na streamingach ciągle są większe, a sam raper robi trochę za narratora, który już nie pudruje nosa. Tym razem obyło się bez covidowych smętów, smutnych linijek z koleżanką-wokalistką, jest za to tona obserwacji i autorefleksja przed wejściem do klubu. I całościowo jest naprawdę nieźle, bo z "Rough n' gentle" jest trochę jak z "wydawcą" - piękny syf.

Kukon "Rough n' gentle", Piękny syf

7/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL