Reklama

Duet-orkiestra

The White Stripes "Under The Great White Northern Lights", XL/Sonic

Duet to skład wystarczająco liczny, by grać świetną muzykę. MGMT, Handsome Furs, The Ting Tings - długo można by mnożyć przykłady na to, że dwoje to orkiestra. Trudno jednak stwierdzić czy byłoby to takie oczywiste, gdyby Meg i Jack White w 1999 roku nie zaczęli nagrywać tylko we dwoje.

Reklama

Dzisiaj płytę nagrać może i jeden człowiek-orkiestra. Tysiące elektronicznych zabawek, przystawek, modulatorów dźwięku, magicy od produkcji - to wszystko może sprawić, że nawet nielot lata. Ale gdy w 2005 roku The White Stripes wychodzili na dużą scenę festiwalu Open'er, zastanawialiśmy się jak to będzie. Zagrają w większym składzie czy będą mieli elektroniczne przystawki, które zrekompensują brak innych instrumentów? A może posłuchamy nastrojowego bluesowego koncertu? Pamiętałem scenę z pewnego amerykańskiego filmu, gdzie grupa nastolatków zastanawia się jaki koncert zobaczyć. Ktoś rzuca, że może White Stripes, ale pozostali wyśmiewają go, twierdząc, że nie ma sensu iść na koncert zespołu, który nie ma basisty.

Dzisiaj sam śmieję się z tych wątpliwości. O tym jak bardzo były nieuzasadnione, przekonał mnie współczesny bóg gitary - mr Jack White - pierwszym akordem zagranym tamtego dnia. Potężne brzmienie postawiło 15 tysiącom fanów włosy dęba na głowie, a gdy Meg walnęła w stopę, przez Skwer Kościuszki przeszedł ekstatyczny ryk widzów. To jeden z najlepszych koncertów, jakie widziałem w życiu, a że minęło od niego prawie pięć lat, z wielkim zadowoleniem przyjąłem informację o filmie dokumentującym ich kanadyjską trasę. I oczywiście o soundtracku do niego.

"Under The Great White Northern Lights" to piękne podsumowanie ponad 10-letniej kariery The White Stripes. Na płycie koncertowej znalazły się utwory z pięciu studyjnych albumów zespołu, brakuje jedynie reprezentanta drugiego krążka "The Stijl". Zmieściły się na szczęście wszystkie największe przeboje - od punkowego "Fell In Love With A Girl", poprzez folkowy "Little Ghost", rockowy hymn "Seven Nation Army", alternatywny "Icky Thump", aż po bluesową balladę "Jolene".

Jacka White umiejętnie nawiązuje kontakt z publicznością, której niejednokrotnie daje pośpiewać, jak choćby w "I Just Don't Know What To Do With Myself", przede wszystkim liczy się jednak energia, która muzycy dzielą się z tłumem. Na szczęście producenci albumu nie podczyścili dźwięku. Czasem Jack nierówno wchodzi z wokalem, kilka razy gra brudne, nie do końca zaplanowane dźwięki, ale to właśnie jest prawdziwe The White Stripes. Jack gra tak, jak mu w duszy gra. Nie ma tu mowy o wirtuozerskich, efekciarskich popisach. Jest czysta energia przekazana za pomocą głosu i gitary tego spadkobiercy Jimiego Hendriksa. Fenomenalnie spisuje się też charyzmatyczna Meg White, chyba najbardziej prostolinijna w sposobie gry perkusistka wszech czasów. Przy czym słuchając jej gry ma się pewność, że tyle dźwięków w zupełności wystarczy.

Projekt "Under The Great White Northern Lights" to film, płyta, super box, album winylowy z dodatkowym siedmiocalowym singlem - do wyboru, do koloru. Piękne podsumowanie dotychczasowej kariery duetu. Jakże piękniejszym by się stało, gdyby po tej przystawce zgotowali nam danie główne, w postaci kolejnego koncertu w Polsce? Jacku i Meg White, idźcie tą drogą!

9/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje