Reklama

Dokładka

Tede "Elliminati", Wielkie Joł

"Elliminati" jest dziesiątym solowym albumem Tedego z czego w ostatnim czasie większość składała się z dwóch CD. Nowa płyta warszawskiej gwiazdy to aż trzydzieści cztery numery przy czym autor informuje, że wybrano je z dużo większej puli. Po męczącym "Mefistotedesie" jest to przyjemny zwrot w jego karierze. Nie przełomowy, ale wart uważnego sprawdzenia.

Reklama

Tedego trzeba cenić za szczerość, odwagę w formułowaniu swoich poglądów i olbrzymi dystans do obowiązujących trendów, utartych schematów zarówno muzycznych jak i myślowych, które piętnuje i wyśmiewa. Można się z nim zgadzać lub nie, ale duża część jego wniosków jest warta uwagi i refleksji. Od wielu lat jest uważnym obserwatorem polskiej rzeczywistości z różnych punktów widzenia i tak też jest na tej płycie - od środowiska mediów i ich stosunku do rapu (z uwzględnieniem wydarzeń bieżących), po pejzaż nowobogackiego mikroklimatu południowej Warszawy (z uwzględnieniem typowej dla niego uszczypliwości). Nie brakuje tu szybkich samochodów i kobiet, ale zarazem znalazło się miejsce, żeby poruszyć temat metanolu na rynku. Ugryziono go dowcipnie, ale formułując konkretny przekaz, który wydaje się być potrzebny.

"Elliminati" to kolejny materiał zrealizowany we współpracy z Sir Michem, który jest nie tylko najważniejszym muzycznym współpracownikiem Tedzika w całej jego karierze, ale też jednym z najbardziej wszechstronnych i obiektywnie najlepszych producentów w kraju. Płyta nie ma spójnego brzmienia, a klimat zmienia się co chwila, ale zarówno w stylistyce współczesnego mainstreamu jak i tego sprzed dwudziestu lat Michu pokazuje bardzo wysokie umiejętności.

Z jednej strony "To ja twój syn" kojarzące się z pierwszym albumem A$AP Rocky'ego, z drugiej "Jest rap", które buja stylem rodem z Brooklynu A.D. 1996. Przekrój stylistyczny nie jest na płytach TDF'a niczym nowym, ale tym razem zakres inspiracji jest chyba jeszcze szerszy, a wykonanie z całą pewnością znacznie lepsze niż na "Mefistotedesie".

Jest lepiej, ale nie idealnie. Etos pracy w studio i tworzenie numerów tuż przed ich zarejestrowaniem ma wiele zalet, ale też sporo tu momentów przy których solidny realizator powiedziałby "jeszcze raz". Tede płynie, ale zgrzyty psują zabawę stanowiąc rysy na zwrotkach nawiniętych w naprawdę fajny sposób. Michu też miewa gorsze momenty - dla przykładu rzewne "Preludium w metrze" czy piszczące "Lamba Doorsy", które puszczone kilka razy z rzędu mogą spowodować ostrą migrenę. Jako odbiorca postulowałbym trochę więcej koncentracji i trochę mniej spontanu. Owszem, jest cenny, ale wyeksploatowany w ostatnich latach twórczości warszawiaka tak, że myśl "co by było gdyby podeszli do tego starannie i z lepszym pomysłem" nasuwa się coraz częściej.

Nie można nie docenić tego, że Tede wciąż wprowadza nowe pomysły. Nie tylko muzyczne, ale też rapowe - przeciągnięcia na początku drugiej zwrotki "MTF 2013" czy świetne dowcipne wejście w "Metanolu" to coś świeżego i naturalnego zarazem. Pełno tu numerów, które chce się włączyć jeszcze raz. Dużo treści, która zwraca uwagę i zapada w pamięć. Wreszcie ogrom znakomitych bitów, zarówno tych nowatorskich jak i tych klasycznych. Brakuje w tym trochę porządku, logicznego ułożenia, spójności, pomysłu na całość. Nie każda płyta musi być koncept-albumem, ale coraz częściej pojawia się refleksja, że gdyby wymieszać kawałki z trzech ostatnich produkcji to nikt nie zauważyłby różnicy. Tylko te z "Elliminati" są trochę lepsze np. od tych "Notesu 3D".

Płyta budzi mieszane uczucia, jednak z wyraźną przewagą pozytywnych. Tede jest na tej płycie gościem, którego ciężko nie lubić i nie można nie doceniać, ale dużo też rzeczy, które mogą i będą irytować. Miewa świetne, inspirujące flow, ale też momenty, kiedy ma się wrażenie, że coś zrobiono na pół gwizdka. Michu jest wzorowym producentem, ale jego umiejętności nie zawsze wykorzystane są w przemyślany sposób. Jest znacznie lepiej, ale od ludzi tak uzdolnionych chciałoby się czasem czegoś więcej. Album warto mieć na półce dla takich tracków jak "ROY", "BMW Radio", "Blokk", "Cały ten hajs" czy "KBT Reprezent" i wielu wielu innych. Jeśli ktoś nie oczekuje albumu jako całości, a raczej dokładki bardzo dobrych kawałków Tedego na pewno się nie zawiedzie.

7/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Tede | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje