Reklama

Amy bez koka

Ania Teliczan "Ania Teliczan", Sony Music

Ania Teliczan ma to szczęście, że jako jedna z niewielu bohaterek muzycznych programów trafiła pod właściwe skrzydła.

Reklama

Najpierw ustalmy, skąd te wszechobecne porównania do Amy Winehouse. Pierwsza przesłanka, najbardziej oczywista: Ania w drugiej edycji "Mam talent" zabłysnęła świetnym wykonaniem przeboju "Rehab" Brytyjki. Oprócz tego Teliczan również dysponuje bardzo oryginalną barwą głosu - coś pomiędzy Tatianą Okupnik a Amy Winehouse właśnie. Wreszcie lubuje się młoda wokalistka w brzmieniach retro spod znaku lat 60., podobnie jak jej zmarła idolka. No i jak by tego było mało, płytę zrobił jej (produkcja, aranżacje, muzyka) Troy Miller, perkusista Winehouse. Tak więc w kategorii porównań nieuprawnionych "Amy Teliczan" znajduje się na dalekiej pozycji, gdzieś w czwartej setce.

Miller przygotował dla 20-letniej wokalistki kompozycje zupełnie smaczne, napisane pod jej gust, i trudno nie połączyć tego z działalnością w zespole słynnej Brytyjki. Jest bardzo retro, soulowo, piosenki spowija gęsty, papierosowy dym prosto z jazzowego klubu sprzed tych kilku dekad, utwory płyną wartko, zakręcają, pienią się, podmywają brzeg...

Aranżacje i produkcja Millera nie zbliżają się może do tego, co zrobił Mark Ronson na "Back To Black", ale i tak niewiele można im zarzucić, poza niewykorzystaniem sekcji dętej. Utwory aż się proszą o porywające dęciaki, a mamy jedynie raz głośniejsze, innym razem cichsze dopowiedzenia. Wielka szkoda!

Ponieważ nazwisko Winehouse padło już kilkukrotnie w tej recenzji, nie mogę już tchórzliwie uciec od zestawienia jednej i drugiej. Nie ma wyjścia, to pytanie musi paść: Czy Ania Teliczan jest polskim talentem na miarę Amy Winehouse?

Otóż nie jest. Brakuje mi u Teliczan wokalnego rozpychania się, nutki brawury, kreatywnego interpretowania (choćby dwóch bardzo udanych tekstów Andrzeja Piasecznego, które tu się znalazły). Ania śpiewa momentami bojaźliwie, asekurancko, emocje nie walą po uszach. Nie dociera Ania do trzewi, nie wierci dziur, nie gryzie, nie drapie, nie porywa z kanapy. Natomiast jej album broni się, również dzięki frapującej barwie i dużym umiejętnościom technicznym młodej wokalistki, a przede wszystkim dzięki zręcznie utkanym kompozycjom Troya Millera.

6/10

Warto posłuchać: "Miłość albo śmierć", "Był taki ktoś" (z repertuaru Katarzyny Sobczyk), "Tomorrow"

Zobacz teledysk do singla "One True Lover":


Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: koki | Ania Teliczan | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje