Reklama

Amerykańskie juwenalia

Różni wykonawcy "Spring Breakers", Warner

"Spring Breakers" Harmony'ego Korine'a (reżysera m.in. "Dzieciaków"), oniryczna fantazja na temat amerykańskiej popkultury (a może nawet duchowości?), 5 kwietnia wchodzi do polskich kin. W tym sugestywnym obrazie ważną rolę pełni muzyka.

Reklama

Akcja filmu dzieje się w czasie szalonych studenckich ferii wiosennych - swoistego rytuału przejścia. Cztery studentki (w głównych rolach m.in. Selena Gomez i Vanessa Hudgens) po napadzie na restaurację zdobywają gotówkę na upragnione wakacje i przyjeżdżają do imprezowego raju na Florydzie. Imprezy, w których biorą udział, okazują się chaotycznymi orgietkami, piwo i szampan leją się wiadrami, a trawę inhaluje się z ogromnych, fantazyjnie skonstruowanych fajek wodnych. Nie brakuje też mocniejszych używek, za które eksdziewczyna Justina Biebera i koleżanki trafiają w końcu do więzienia.

Historii o zdemoralizowanych małolatach wprawdzie trochę już w historii kina było, jednak efekt osiągnięty przez Korine'a to coś w rodzaju trashowej poezji, hipnotyczne dzieło, niepozwalające o sobie zapomnieć długo po wyjściu z kina. W tym sugestywnym obrazie ważną rolę pełni muzyka. Słychać ją niemal przez cały czas trwania filmu. Widowiskowym scenom imprez - plątaninie młodych, seksownych ciał, skąpych strojów w kolorach różu i seledynu oraz niemal pornograficznym sekwencjom - towarzyszą dance'owa łupanka, dubstep, electro i wszelkie podgatunki gangsta-rapu.

Za większą część soundtracku odpowiadają król amerykańskich raverów, Skrillex oraz kompozytor muzyki filmowej, Cliff Martinez. Płyta (tak jak i film) zaczyna się zresztą brostepowym hitem Skrillexa z 2010 roku, "Scary Monsters And Nice Sprites". Niewątpliwy klasyk nurtu electronic dance music (EDM) łączy melancholijną urodę syntezatorów i wokalnych sampli z brzydotą metalicznych, dubstepowych dropów.

Drugi z głównych twórców tego soundtracku, Cliff Martinez jest m.in. autorem klimatycznej ścieżki dźwiękowej do "Drive". Oba filmy łączy perfekcjonizm wizualny i dźwiękowy, na granicy przeestetyzowania. Kompozycje Martineza w "Spring Breakers" podkreślają najbardziej oniryczne sceny filmu - frazy-klucze powtarzane do znudzenia przez główne bohaterki (hasło "spring break forever" pada w nim jakieś kilkadziesiąt razy), odrealnione ujęcia imprez, boleśnie kiczowate zachody słońca i archetypiczne sceny rodem z kina akcji w rodzaju ucieczki głównych bohaterek czerwonym kabrioletem z Florydy.

Instrumentalne miniatury Martineza kapitalnie wypadają nie tylko w kontekście filmu. Funkcjonują na własnych prawach. Są niepokojące, zmysłowe i jednocześnie melancholijne - tak jak klimat całego "Spring Breakers".

Kilka utworów Martinez i Skrillex skomponowali wspólnie. Obaj panowie podpisali się np. pod "Bikini & Big Booties Y'all". To wbrew pozorom nie imprezowy banger a śliczny ambientowy pasaż. Jego kontynuacją jest "Son of Scary Monsters". "Pretend It's a Video Game" Martineza to ambientowy utwór, który przeradza się w złowrogi electro-pop, kojarzący się z ostatnią płytą Chromatics. Z kolei "Smell This Money" Skrillexa to trzymająca w napięciu futurystyczna kompozycja z obowiązkowym ciężkim dubstepowym wobblem.

Oprócz Skrillexa i Martineza na ścieżce dźwiękowej pojawiają się artyści kojarzeni z najnowszą odmianą gangsta-rapu, muzyką trap, raperzy Wacka Flocka Flame i Gucci Mane (występuje w filmie jako główny "zły" bohater). Korine odkrył też dla filmu gwiazdę YouTube'a, wydającego własnym sumptem rapera Dangerussa, z którym gościnnie występuje James Franco, grający w filmie przerysowanego gangstera, Aliena.

Może to kwestia zmęczenia taką estetyką, ale rapowe fragmenty soundtracku moim zdaniem akurat niespecjalnie się bronią. Ich użycie w filmie jest uzasadnione - takiej muzyki słucha się po prostu na amerykańskich juwenaliach. Na samej płycie kontrast w porównaniu do uwodzicielskich kompozycji Cliffa Martineza i Skrillexa jest jednak zbyt duży. Mimo wszystko kawałki takie jak banger "Young N****s" Gucciego Mane'a (ponad 6 milionów odtworzeń na YouTubie), dają niezły wgląd w najbardziej nowoczesne i bezkompromisowe rejony amerykańskiego rapu. .

Nie wiem, czy "Spring Breakers" okaże się być klasykiem na miarę "Drive", ani czy James Franco ze swoją kreacją Aliena ma szansę być nowym Ryanem Goslingiem (podejrzewam, że jednak nie). Jeśli ktoś jednak chce zetknąć się z estetyczną petardą i przy okazji poznać, nieco przerysowany, fragment współczesnej amerykańskiej kultury popularnej, powinien sprawdzić zarówno sam film, jak i soundtrack do "Spring Breakers". Spring Break 4 EVER <3

8/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: wykonawcy | Spring Breakers | ścieżka dźwiękowa | Skrillex

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama