Reklama

Orange Warsaw Festival 2019

Orange Warsaw Festival 2019: Intymna Solange i ekscentryczny Marshmello [RELACJA, ZDJĘCIA]

Pierwszy dzień Orange Warsaw Festival 2019 za nami. Największą widownią mógł pochwalić się bez wątpienia DJ Marshmello. Świetny koncert dała Solange, natomiast niespodziankę dla fanów przygotowała Rita Ora. Co jeszcze działo się podczas piątku na Orange Warsaw Festival.

Marshmello pierwszego dnia Orange Warsaw Festival przyciągnął największe tłumy

Brawurowa Solange i poprawna Ora

Lubię, gdy artyści mają pomysł na siebie i nie idą na kompromisy, kiedy chodzi o ich twórczość. I co tu dużo mówić Solange ze swoimi dwoma ostatnimi płytami na żadne ustępstwa nie poszła. Siostra dużo popularniejszej Beyonce (ale niekoniecznie bardziej utalentowanej) jeńców nie bierze również na koncertach.

Reklama

W trakcie jej show (chociaż równie dobrze pasuje słowo performance) można odnieść wrażenie, że nie ma tam miejsca na żaden przypadek. Że każdy, nawet najdrobniejszy ruch muzyków znajdujących się na scenie oraz samej gwiazdy, został zaplanowany dużo wcześniej. Że wszystko czemuś służy, ma swój cel i jest częścią większej opowieści.

Amerykańska wokalistka już dawno wymknęła się ramom klasycznego koncertu i prezentuje widzom coś w rodzaju spektaklu teatralnego. Jeśli ktoś przyszedł pod scenę, aby po prostu posłuchać piosenek i potańczyć, to mógł się srogo rozczarować.

Występ Solange swoją formą przypomina to, co na scenie robi David Byrne w ramach "American Utopia Tour". Jednolite stroje, przemyślana scenografia i opowieść zaszyta w utworach. Solange idzie jednak w stronę intymności, na co pozwalają jej neosoulowe kompozycje, które znalazły się na "A Seat at the Table" i "When I Get Home".

"Zeszły rok był pełen strasznych rzeczy i wątpliwości, ale teraz jestem szczęśliwa" - opowiadała podczas koncertu wokalistka. I trudno jej nie wierzyć. Druga z sióstr Knowles odnalazła swoją drogę i dzięki niej skutecznie odkleja od siebie łatkę tej mniej ciekawej i pozostającej ciągle w cieniu.

Intymny koncert Solange nie znalazł jednak uznania zbyt okazałej publiczności. Brak prostych, radiowych hitów sprawił, że zainteresowanie jej występem było zdecydowanie mniejsze niż innymi wykonawcami ze sceny głównej.

Na frekwencję nie narzekała raczej Rita Ora, jednak jej występ wypadł zaledwie poprawnie. Wokalistka wyśpiewała wszystkie swoje największe hity na czele z przebojem z "For You" (posłuchaj!) i "Lonely Together" (sprawdź!) na tle ogromnych wizualizacji, jednak czegoś w tym brakowało.

Brytyjce o albańskich korzeniach na pewno nie można zarzucić, że nie nawiązywała interakcji z publiką. Wokalistka nie mogła nachwalić się polskich fanów, a w pewnym momencie stwierdziła, że poczuła zapach marihuany. "Warszawo, wiesz jak się bawić" - stwierdziła i wybuchła śmiechem.

Niespodzianką przygotowaną dla polskiej publiczności było premierowe wykonanie numeru "Ritual" (posłuchaj!) nagranego wraz z Tiesto oraz Jonasem Blue, który ma być nowym hitem tegorocznego lata.

Pianka zaprasza do tańca

Największe tłumy pierwszego dnia Orange Warsaw bezsprzecznie przyciągnął jednak Marshmello ze swoim pokręconym, prawie 1,5 godzinnym setem. Nie wiecie, kim jest DJ, który na głowie nosi ogromny hełm w kształcie pianki?

To obecnie jeden z najpopularniejszych twórców muzyki klubowej na świecie, który chorobliwie stara się ukrywać swoją tożsamość. Trudno przyłapać go bez maski, a jego imię i nazwisko (Chris Comstock) ujawnili dopiero dziennikarze "Forbesa" po własnym śledztwie.

Marshmello, który w trakcie pierwszego pobytu w Polsce oprócz prezentowania fragmentów swoich numerów i miksowania największych klasyków ostatnich lat, przyciągnął na festiwal zaskakująco sporą grupę najmłodszych fanów. Na terenie imprezy trudno było nie wpaść na 10 lub 11-latków w koszulkach z podobizną DJ-a. Skąd taka widownia? Prawdopodobnie dzięki Youtube'owi, gdzie można oglądać jego popisy m.in. w grze "Fortnite" (dał też w jej wirtualnym środowisku koncert, a zobaczyło go ponad 10 mln internautów).

W trakcie setu, oprócz narkotycznych wizualizacji i popkulturowych nawiązań, publiczność otrzymała też małą niespodziankę w postaci występu polskiego producenta Skidope'a u boku Marshmello.

Orange hip hopem stoi

Oprócz popisów elektro oraz występów żeńskich gwiazd, pierwszego dnia Orange Warsaw Festival dokonano przeglądu rodzimej sceny rapowej. Pierwszy dzień wydarzenia rozpoczął Quebonafide, w nowym - jak sugerują plotkarskie serwisy - ugrzecznionym wizerunkiem (raper po prostu wrócił do ciemnych włosów). Zmiana wizerunku nie sprawiła jednak, że Quebo nagle stracił swoją charyzmę.

Raper na scenę wszedł z balonami, następnie jeździł po niej elektryczną hulajnogą i oblewał tłum wodą. Ten wraz ze swoim idolem chóralnie odśpiewywał kolejne linijki "Tamagotchi", "Art-b", "Madagaskaru" i kilka innych pozycji obowiązkowych.

"Mam nadzieję, że wkrótce wrócimy tu z czymś nowym" - zakończył raper swój godzinny występ.

W zupełnie innym stylu swój koncert poprowadzili Łona, Webber i The Pimps. Szczeciński duet wraz z live bandem to od lat marka sama w sobie. I ich koncerty wciąż wywołują uśmiech na twarzy, mimo że jest to materiał znany i wyciśnięty jak cytryna. Zasługa w tym świetnie przemyślanych aranżacji, wywracających niektóre numery do góry nogami, ale i Łony, którego nadal  słucha się ze sporym zainteresowaniem.

W repertuarze pojawiły się numery z ostatniej płyty "Nawiasem mówiąc" (posłuchaj!), było trochę klasyki, Rymkowe przerywniki, w który stopniowo przedstawiano cały zespół i medley numerów z albumu "Nic Dziwnego" (w tym roku minęło od 15 lat jej wydania), na które złożyły się "Helmut, rura", "Nie ufajcie Jarząbkowi" oraz "Nie jest dobrze".

Teraz tylko pozostaje wyczekiwać na nowy album, o którym na razie Łona z Webberem opowiadają na razie w bardzo wymijający sposób.

Hiphopowy wieczór uzupełnili członkowie Bitaminy oraz Otsochodzi.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Marshmello | Solange | Rita Ora | Łona | quebonafide | Orange Warsaw