Reklama

Mrożące krew w żyłach chwile!

Brytyjska wokalistka Leona Lewis była świadkiem pościgu policji za kryminalistami. Gwiazda o mały włos nie padła ofiarą strzelaniny.

Artystka śpieszyła się na samolot odlatujący z międzynarodowego lotniska w Los Angeles, gdy pędzącą autostradą limuzynę Leony zajechał nagle samochód. Z auta wysiadło dwóch mężczyzn, którzy z bronią w ręku zaczęli biec w stronę samochodu gwiazdy.

Reklama

Później Lewis była świadkiem scen żywcem wyjętych z amerykańskiego filmu sensacyjnego. Policjanci, którzy ścigali mężczyzn, dla bezpieczeństwa powalili na ziemię Nicolę Carson, menedżer piosenkarki. Opiekunka gwiazdy postanowiła wysiąść z samochodu, co o mało nie zakończyło się tragedią.

W tym czasie ochroniarze Leony kazali jej zablokować drzwi w samochodzie i przygotowywali się do konfrontacji z przestępcami. Na szczęście nie doszło do strzelaniny, gdyż policji udało się zmusić kryminalistów do poddania się.

"Dwóch mężczyzn z bronią palną wyskoczyło z samochodu tuż obok limuzyny Leony. Ścigający ich policjanci byli jednak na miejscu i otoczyli ich" - komentuje świadek zdarzenia.

"Zamknięta w samochodzie otoczonym przez ochronę Leona mogła tylko zza szyby oglądać, jak jej opiekunka została przewrócona na ziemię przez jednego z policjantów. Już po całym incydencie Leona i Nicola były wstrząśnięte i w głębokim szoku" - dodał świadek.

Przypomnijmy, że niedawno Leona Lewis została zaatakowana przez fana podczas promowania w jednej z londyńskich księgarń autobiografii. Napastnik uderzył wtedy piosenkarkę w twarz.

Przeczytaj również:

Lewis rozbita, napastnik ukarany

Pobita gwiazda: Mogło być gorzej

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: napastnik | Nie | Lewis | krew | Leona Lewis

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje