Reklama

Mandaryna w wielkim kłopocie?

Nadchodzą trudne czasy dla Mandaryny, Kombii, Natalii Lesz i innych. Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu pracuje nad ustawą, która ureguluje kwestię playbacku.

Wstępny projekt zabrania wykonawcom śpiewania z taśmy, jeśli na bilecie bądź ekranie telewizora nie znajdzie się stosowna informacja. Odpowiedzialność mają ponosić zarówno organizatorzy jak i wykonawcy.

Reklama

Jeżeli wykonawca będzie chciał śpiewać z playbacku, jego obowiązkiem będzie poinformowanie o tym organizatora koncertu. Ten z kolei będzie musiał wydrukować na bilecie dużą, czytelną informację (czy wręcz ostrzeżenie) o tym, że część występu lub jego całość zostanie zaprezentowana w formie playbacku.

Podobnie sprawa będzie się miała z programami telewizyjnymi. Tajemnicą poliszynela jest, że większość występów w tv to ruszanie ustami do taśmy. Po wejściu w życie ustawy na dole ekranu będzie widniał napis o podobnej treści jak w przypadku biletów na koncerty.

Jak podkreślają posłowie komisji, przepisy mają na celu ochronę widza przed oszustwem (widz jako konsument ma prawo wiedzieć na co wydaje nawet kilkaset złotych w przypadku koncertu) oraz podniesienie standardów w polskiej muzyce rozrywkowej tak, by artyści, którzy nie radzą sobie ze śpiewem, byli odsuwani.

Projekt ustawy powstał po konsultacjach ze środowiskami artystycznymi. Dużą rolę odgrywała tutaj akcja "Stop playbackowi!" zainicjowana przez Ireneusza Dudka. To właśnie bluesman zaproponował niektóre z rozwiązań zawartych w projekcie.

Posłowie zapowiadają, że organizatorzy i wykonawcy, którzy złamią nowe przepisy, będą karani wysokimi grzywnami. Dodatkowo na wykonawcę będzie nakładany kilkumiesięczny zakaz publicznych występów.

Czy popieracie anty-playbackową ustawę? Czekamy na Wasze komentarze!

Zobacz playbackową wpadkę Ryszarda Rynkowskiego:

A tak to się robi za granicą:

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kłopot | taśmy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama