Reklama

Co łączy Kaczyńskiego z Dodą?

Grzegorz Schetyna porównał Platformę Obywatelską do zespołu U2, co oburzyło fanów irlandzkiej grupy. Przewodniczącemu trzeba jednak oddać, że wytyczył nowy szlak w politycznej retoryce. Podążmy tym szlakiem i przekonajmy się, które gwiazdy muzyki odpowiadają asom świata polityki.

Donald Tusk jak Bono: Jeżeli Platforma to U2, w roli Bono siłą rzeczy musimy obsadzić premiera. Takie porównanie doskonale oddaje tezy o wodzowskim stylu prowadzenia partii. Bono tak kiedyś opisywał proces twórczy w U2 (cytuję z pamięci): "Wszyscy razem siadamy, dyskutujemy, zastanawiamy się, próbujemy, a potem robimy - tak jak ja powiem".

Reklama

Tuska z Bono łączy jeszcze dobry kontakt z publicznością czyli dobry PR. Czasami jednak można się i na tym poślizgnąć. Ilustruje to wymyślona na potrzeby dowcipu sytuacja: Koncert U2. Kulminacyjny moment. Bono klaszcze. Raz, drugi, trzeci. Regularnie, w odstępach co kilka sekund. "Za każdym klaśnięciem w Afryce ginie z głodu jedno dziecko" - mówi rozemocjonowany Bono. "Więc przestań klaskać, morderco!" - krzyknął ktoś z tłumu.

Jarosław Kaczyński jak Doda: Łączy ich więcej, niż się z pozoru wydaje: indywidualizm, charyzma, erudycja, przebojowość, determinacja, niespożyte siły. On jest kawalerem, ona rozwódką. Każde wypowiedziane przez nich słowo elektryzuje opinię publiczną, stanowią punkt odniesienia dla każdego, kto uważa się za ich alternatywę, praktycznie nie wychodzą z gazet i telewizora. Słupki twierdzą, że większość Polaków ich nie lubi. Złośliwi dodają, że posiedli talent do irytowania opinii publicznej w stopniu nieznanym pozostałym śmiertelnikom. Ich cele są jednak znacznie poważniejsze niż poklask gawiedzi. Ona chce być drugą Madonną, on - drugim Piłsudskim.

Przemysław Gosiewski jak Mandaryna: Oboje stanowią przykład kariery wbrew predyspozycjom. Mandaryna nagrywa kolejne płyty, choć fałszuje jak zarzynany bawół, on ma ponoć parcie na szkło, choć ani nie wygląda jak krzyżówka Brada Pitta z Johnnym Deppem, ani nie błyszczy intelektem Dody / Kaczyńskiego. Oboje mogą się jednak pochwalić sporymi sukcesami: Gosiewski był wicepremierem, a Mandaryna ma na koncie Złotą Płytę. Choć banalna to konkluzja - chcieć znaczy móc.

Józef Oleksy jak Britney Spears: Tonęli, mieli już kończyć kariery i nigdy nie wrócić, a jednak wrócili i mają się świetnie. Oleksy, jak wiemy, dużo czyta i będzie jak brzytwa, jeśli już nie jest. Spears wydała płytę "Circus", która okazała się sukcesem, jeździ z koncertami po świecie i z wielkim zapałem rusza ustami do swoich piosenek. Brit i Oleksego łączy jeszcze to, że mieli niegdyś identyczne uczesanie.

Jolanta Szczypińska jak Dominika Gawęda: Zawodowa działalność wymienionych dam opiera się przede wszystkim na wierności i fascynacji władczym mężczyzną. Wierna Jolanta-Penelopa jest dla prezesa tym, czym Gawęda dla Pawła Ruraka-Sokala (Blue Cafe), czym Penelope Cruz dla Pedro Almodovara, czym Robin dla Batmana, Scottie Pippen dla Michaela Jordana, Watson dla Holmesa, Ron Weasley dla Harry'ego Pottera czy Carlos Queiroz dla Alexa Fergusona.

Tadeusz Cymański jak Robbie Williams: Cymański i Williams dowodzą, że showmanem trzeba się urodzić. Wyćwiczyć grację, z jaką Cymański wywija słowem, argumentami, anegdotami, dowcipami, smyczą na klucze, nie sposób. Świeżo upieczony europoseł pewnie dobrotliwie pokręciłby swoją konserwatywną głową, widząc jak ozdobiony tatuażami Robbie całuje się z fankami na scenie. I pewnie zdziwiłby się, gdyby ktoś go zapytał, czy przypadkiem nie są braćmi. Bo krew w nich płynie bliźniacza. I gorąca.

Sebastian Karpiniuk jak Mariah Carey: Piękni, zadbani, wysportowani, młodzi duchem, o promiennym uśmiechu. Publiczność nie traktuje ich jednak do końca poważnie. Są dwie teorie tłumaczące, dlaczego tak się dzieje. Pierwsza - to z zazdrości. Druga - Karpiniuk i Carey myślą bardzo powoli, a jak już coś wymyślą i powiedzą, czar pryska.

Janusz Palikot jak Marilyn Manson: Prowokują, bulwersują, drażnią, niepokoją. Dla jednych stanowią ilustrację moralnej zagłady, dla innych kumulację błazenady, jeszcze inni zachwycają się ich inteligencją i na każdy świński łeb przyniesiony przez Palikota do telewizji mają gotową głęboką interpretację uwzględniającą drugie i trzecie dno ekscesu. Niesforny poseł pochwalił się kiedyś, że Wisława Szymborska jest jego wielką fanką. O fanach Mansona wśród literatów wiedzy nie mam. Może J.K.Rowling? Tu satanizm i tam satanizm.

Ryszard Kalisz jak Beth Ditto: Łączy ich tak wiele! Pogoda ducha, żywiołowość, lewicowe kręgosłupy, zamiłowanie do dobrej zabawy. Oboje są również fanami żeberek z grilla, panierowanej piersi z kurczaka, kotletów de volaille, polędwicy wołowej z cebulką i rozmarynem, pulpecików z cielęciny, kiełbasek z ogniska, parówek z indyka, klopsików, schabowego, mielonego, steków wołowych i dzika na patyku.

Nelli Rokita jak Katy Perry: Ludzie je kochają. Zawsze zrobią coś głupiego.

Michał Michalak

Czytaj blog "Język elit" Michała Michalaka!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: dodaj | cymański | U2 | bono

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje