Reklama

Reklama

Sepultura: Dwie dekady z "Arise"

Według wielu krytyków i fanów, wraz z wydaniem tego albumu Metallica i Slayer poczuli na swych karkach gorący oddech czterech 20-paroletnich chłopaków z Brazylii. W 20. rocznicę wydania "Arise" przypominamy jeden z najważniejszych rozdziałów w karierze Sepultury.

Warto wspomnieć, że w tym samym 1991 roku konkurencja była naprawdę ostra. Światło dzienne ujrzał wówczas przełomowy (pod względem komercyjnym) "Czarny album" Metalliki, chwilę wcześniej na rynek trafiły "Seasons In The Abyss" Slayera i "Cowboys From Hell" Pantery. Młodym muzykom z Belo Horizonte przyszło się też mierzyć z kanonicznymi wręcz działami death metalu: "Blessed Are The Sick" Morbid Angel, "Human" Death czy wypuszczonymi kilka miesięcy przed nimi, debiutami Deicide i Entombed. Ze stylistyki znajdującej się gdzieś na przecięciu ustępującego thrashu i szturmującego death metalu, bracia Max i Igor Cavalera, Andreas Kisser i Paulo Jr., potrafili jednak, jak mało kto, wydobyć wartość dodaną.

Reklama

Amazonka zalewa Zatokę

"W przypadku Sepultury było to jeszcze łatwiejsze" - wspomina Kevin Sharp, wtedy świeżo upieczony wokalista amerykańskiej grupy Brutal Truth, a w latach 90. także dziennikarz m.in. "CMJ Music Monthly".

"(Muzyka Sepultury) stała się rynkowym przebojem, bo wszyscy mieli już dość słuchania miernego thrashu z Zatoki (San Francisco Bay Area). Ta muzyka straciła swój pazur. Ludzie poszukiwali czegoś bardziej ekstremalnego" - zauważa frontman jednej z najbardziej cenionych death / grindowych formacji z USA.

Podobnego zdania jest Monte Conner z raczkującej wówczas, nowojorskiej Roadrunner Records, która obok fenomenu Sepultury nie mogła przejść obojętnie, podpisując z nimi kontrakt już w 1988 roku.

"Szczerze mówiąc w tamtym czasie było to dość łatwe, gdyż Sepultura miała w sobie to coś zadziwiającego, coś, co przyciągało. Już na samo hasło 'Sepultura jest z Brazylii', ludzie dostawali świra i chcieli o nich pisać" - przywraca w pamięci początek światowej kariery Brazylijczyków słynny łowca talentów.

Podwoje brazylijskiego Grobowca (z portugalskiego "sepultura") otworzyły się na szeroki świat, o czym świadczyły owacyjne recenzje "Arise" w najważniejszych branżowych periodykach, od niemieckiego "Rock Harda", przez brytyjskie "Kerrang!" i "Metal Forces", po poczytne tygodniki i magazyny muzyczne, nie wyłączając "Melody Makera", "NME" czy "Q". Z zespołu mniej lub bardziej podziemnego, Sepultura stała się gwiazdą metalu światowego formatu.

Stylistyczna szarada

Do dziś pamiętam beztroski czas podstawówki, w którym wypowiedzenie sakramentalnego "Czy będziesz ze mną chodziła?" było wyzwaniem równie wielkim, co rozkminienie - na drodze "poważnych" debat nad zdartą do bólu kasetą z Taktu - czy "Arise" należy traktować jako thrash, czy może jednak uznać za death metal.

Jak napisał w swej książce "Wybierając śmierć" Albert Mudrian, choć sposób ich gry wyraźnie odzwierciedlał tradycyjne pojmowany thrash metal, niski wokal frontmana Maksa Cavalery sugerował, że zespół może być zbyt ekstremalny dla typowego zwolennika Anthrax czy Megadeth. Co więcej, w narożniku Sepultury zasiadł - już po raz drugi - Scott Burns, producent, którego nazwisko na początku lat 90. stało się synonimem deathmetalowego brzmienia.

"Dla wielu było to coś nowego, niemniej istniały już wcześniej inne deathmetalowe formacje. Nawet w tamtym okresie, kiedy ukazywały się (w USA) płyty Sepultury, nie było wcale tak, że przecierali zupełnie nowy szlak. Sepultura inspirowała się Slayerem. Nie było więc do końca tak, że oto nagle coś wymyśliliśmy. Ale należy zdecydowanie przyznać, że wprowadzili metal w nowy wymiar. Poza tym nie wydaję mi się, by te wszystkie wczesne nazwy, typu Possessed czy Death, miał tak naprawdę możliwość porządnego dotarcia do ludzi" - twierdzi Conner.

Ten sam kłopot z zaszufladkowaniem "Arise" mieli również dziennikarze. "'Arise' pozostaje thrashem najwyższej próby, brzmiącym niczym furiat wrzucający narzędzia do pisuaru, podczas czytania Apokalipsy Świętego Jana" - pisano w "Q". Z kolei opiniotwórczy serwis Allmusic uważa czwartą płytę Sepultury za "klasyka w dziedzinie death metalu".

"Sepultura to metalowy zespół z Brazylii, który jest na najlepszej drodze, by za chwilę stać się wielkim - może nawet większym od Slayera, ich jedynego, prawdziwego rywala" - prorokował "Melody Maker".

Kwestia oprawienia "Arise" w konkretne stylistyczne ramy do dziś pozostaje tematem ożywionych dyskusji. Może właśnie dlatego stała się nie tylko kamieniem milowym w historii Sepultury, ale i jedną z najważniejszych płyt metalowych schyłku XXI wieku?

Na skróty

Dziewięć utworów, 42 minuty i 33 sekundy - tak w telegraficznym skrócie przedstawia się "Arise". Album opatrzono okładką autorstwa amerykańskiego artysty Michaela Whelana, który już na poprzedniej płycie Sepultury, "Beneath The Remains" (1989), rozpoczął długoletnią współpracę z podopiecznymi Roadrunner Records, w tym także z Obituary ("Cause Of Death"). Na kopercie "Arise" widnieje postać bóstwa Yog-Sothoth z panteonu dobrze znanego miłośnikom twórczości H.P. Lovecrafta, do których zaliczał się także Max Cavalera. Istota ta uważana jest również za klucz i bramę do podróży w czasie i przestrzeni. Otwierające płytę, mechanicznie i złowieszczo brzmiące intro zdaje się ją otwierać.

O ile na "Beneath The Remains" Roadrunner wysupłał marne osiem tysięcy dolarów, o tyle przy "Arise" budżet sięgnął już kwoty pięć razy większej. Różnica polegała też na tym, że tym razem to nie Scott Burnes przyleciał do Brazylii, tylko muzycy Sepultury zjawili się słynnym studiu "Morrisound" na Florydzie. Na samo testowanie mikrofonów i ustawianie brzmienia perkusji poświęcono tydzień. To słychać.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że w 1997 roku ukazała się zremasterowana wersja "Arise" na tzw. "złotym dysku", wzbogaconym m.in. o przeróbkę "Orgasmatron" Motörhead.

Dźwięki Apokalipsy

"Obliteration of mankind / Under a pale gray sky / We shall arise..." ("Unicestwienie ludzkości / Pod jasno-szarym niebem / Powstaniemy...") - kto nie śpiewał tych słów z rozpoczynającego album utworu tytułowego, niech pierwszy rzuci kamień. Apokaliptyczny cios, bez zabawy w zwrotkę i refren, był niczym nokdaun w pierwszej z dziewięciu rund. Nie bez przyczyny to właśnie do niego powstał jeden z dwu teledysków promujących "Arise".

Sepultura i "Arise":

Uwielbienia dla wywodzącego się bezpośrednio z hardcore / punka thrashu daje o sobie znać w "Murder" i "Substraction", w których charakterystyczne solówki Kissera i gitarowe ozdobniki balansowane są raz kanonadą podwójnych stóp i szybkością, gdzie indziej większą dynamiką, czystymi partiami i łamaniem rytmu przechodzącego w średnie tempa. Dobrym przykładem chwytliwego połączenia zwolnień, na tle których pojawiają się osobliwe partie solowe, i dobrze znanej brutalności na zwiększonych obrotach, jest drugi z singli, "Desperate Cry", gdzie po melodyjnym, nibyakustycznym wprowadzeniu zalewa nas kaskada zabójczych riffów.

Sepultura na żywo w "Krzyku rozpaczy" z 1991 roku:


Zdecydowanie mrocznie brzmiące gitary i bogato inkrustowane apreggio solówki stanowiące kontrapunkt dla nieustannie zmieniających się partii, przypominających ciężarem Celtic Frost, znajdziemy w "Under Siege (Regnum Irae)". Zauważalną dominację średnich temp (co w pewnej mierze było dla tej płyty cechą tyleż charakterystyczną, co profetyczną) niechybnie zwiastuje również "Meaningless Movements", który z perspektywy czas jawi się faktycznie "chybionym posunięciem", pełniącym rolę typowego wypełniacza. Mimo to trzeba przyznać, że w każdym utworze pojawia się przynajmniej jeden riff, który wyraźnie zmienia tempo kompozycji.

Klasycznym utworem okazał się za to "Dead Embryonic Cells", którego tekst - zwłaszcza w dobie in vitro - zdaje się zyskiwać na aktualności. "Laboratoryjna choroba / Dosięga człowieka / Bez nadziei na lek / Giń od technologii... / Jesteśmy martwymi zarodkami" - grzmi Cavalera w jednym z najbardziej chwytliwych numerów na płycie, stworzonym do headbengingu w otchłani mosh pitu.

Sepultura w teledysku do "Dead Embryonic Cells":


Zamykającym "Arise" utworem "Infected Voice" wracamy z kolei do lat 80., albumów "Schizophrenia" (1987) i "Beneath The Remains" - pamiętając przy tym, że brzmienie jest tu już znacznie czystsze. Tnące z chirurgiczną precyzją solówki i frontalny atak na pełnej szybkości - podobnie jak w tytułowym "Arise" - pozostają jednak bez zmian. Omenem tychże miało być coś innego.

Plemienne zapowiedzi

Choć "Arise" uważany jest za jeden z najdoskonalszych przykładów mariażu thrashowych riffów z brutalnością i ciężarem death metalu, zwiastował też nadchodzące zmiany, które - ku rozpaczy purystów - ujawniły się pełnią barw pulsującego groove metalu na "Chaos A.D." (1993), a dalej plemiennym kolorytem indiańskiego ethno metalu "Roots" (1996).

Odzwierciedleniem nieśmiałych chęci eksperymentowania jest już "Substraction", a ich pełnym ujawnieniem przede wszystkim następujący po nim numer o adekwatnym w tym kontekście tytule "Altered State". To właśnie w nim słyszymy po raz pierwszy latynoskie inklinacje i "plemienną" pracę perkusji, które później w pełnej krasie (a dla niektórych w pełnym koszmarze) dały o sobie znać w takich kompozycjach, jak "Kaiowas" "Itsári" czy "Ratamahatta". We wciąż jeszcze śladowym wykorzystaniu sampli i efektów dźwiękowych, można z kolei odnaleźć - bynajmniej nieskrywaną - fascynację The Young Gods i Ministry.

Na koniec wspomnijmy jeszcze, że już w 1993 roku liczba nabywców "Arise" przekroczyła milion, a w 2001 roku album doczekał się statusu srebrnej płyty w Wielkiej Brytanii, sprzedając się w nakładzie 60 tysięcy sztuk. Był to też pierwszy longplay Sepultury, który zadebiutował w zestawieniu magazynu "Billboard" (na miejscu 119).

Promując "Arise" Sepultura zawitała też po raz pierwszy do Polski, występując w poznańskiej "Arenie" wraz z Sacred Reich, Heathen i Turbo. W relacji z tego koncertu w pierwszym numerze magazynu "Tylko Rock" dowiadujemy się, że zagrali 20 numerów, w tym cały "Arise", a scenę opuścili dopiero po kilku bisach.

Miejsce wśród "1001 albumów, które musisz usłyszeć przed śmiercią" pióra Roberta Dimery'ego, trudno uznać za przesadę. "Arise" wiecznie żywy!

Bartosz Donarski

(Część wypowiedzi pochodzi z przełożonej przez mnie na język polski książki "Wybierając śmierć", wydawnictwo Kagra 2007)

Zobacz teledyski Sepultury na stronach INTERIA.PL.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje