Reklama

Pink na PGE Narodowym: Podniebne harce Pink [RELACJA Z KONCERTU, ZDJĘCIA]

Podniebne akrobacje, choreografie niczym wyjęte z "Dirty Dancing" i szalone kostiumy. Takich atrakcji podczas zaledwie jednego wieczoru Stadion Narodowy dawno nie widział. W sobotni wieczór na scenie wystąpiła Pink, dając pewnie jeden z najlepszych, a przynajmniej najbardziej widowiskowych koncertów tego roku.

W Warszawie polscy fani Pink zobaczyli jej podniebne popisy

"Widzisz, żebym zmieniała swoje ciało? - Nie, mamo. - Widzisz, żebym zmieniała sposób, w jaki prezentuje się przed światem? - Nie, mamo. - Widzisz, że wyprzedaje areny na całym świecie? - Tak, mamo". Taki dialog pojawił się na filmowym przerywniku w trakcie koncertu. Pink opowiadała w nim o wątpliwościach swojej kilkuletniej córki, która pewnego dnia oświadczyła, że jest najbrzydszą dziewczynką jaką zna.

Reklama

"Wyglądam jak chłopak" - powiedziała swojej mamie. Pink przygotowała dla niej prezentację w Power Poincie, opowiadającą o słynnych wpływowych artystach o androgynicznej urodzie, którzy nie zważali na to, co mówią o nich inni. Wśród wymienionych pojawili się m.in. David Bovie, Annie Lennox, Prince oraz... Michael Jackson. Jak widać, artystka nie zważa na oskarżenia ciążące nad artystą i stawia go jako wzór do naśladowania dla swojej córki. Poza tym jednym wątpliwym momentem, Pink przemycała pomiędzy kolejnymi piosenkami treści niezwykle ważne, dotyczące prawa do równości oraz tolerancji. Zgromadzeni na Narodowym obejrzeli także filmik mówiący o działaniach społecznych, które od lat podejmuje artystka. 

Abstrahując jednak od przesłania, które niósł ze sobą koncert Pink - nie tylko społecznym zaangażowaniem artystka przyciąga do siebie od lat rzesze fanów. Jej dyskografia pełna jest świetnych popowych przebojów, które oczywiście można było usłyszeć na Narodowym (i to w całkiem niezłej jak na ten obiekt jakości - przynajmniej w miejscu, z którego ja obserwowałam koncert).

Wśród nich rzecz jasna "Get the Party Started", od którego wszystko się zaczęło. Zarówno tego wieczoru, bowiem był to pierwszy numer na setliście, jak i kilkanaście lat temu, gdy kariera Pink wywindowała na szczyt. Artystka pojawiła się na scenie uwieszona na wielkim żyrandolu, pokazując z miejsca, że nie będzie to zbyt statyczny show. W trakcie wieczoru Pink wiele razy popisywała się tanecznym i akrobatycznym przygotowaniem. M.in. podczas wielkiego finału koncertu, gdy przyczepiona do elastycznych lin "szybowała" nad zgromadzoną publicznością. Moment, gdy na chwilę zawisła tuż pod samą iglicą, by po chwili opaść ze sporą prędkością w dół, był chyba najbardziej spektakularnym momentem tego widowiska. 

Oprócz wspomnianego hitu "Get the Party Started", Pink i jej świetnie przygotowana świta zagrali m.in. nieco starsze "Just Like a Pill", "Just Give Me a Reason", "Raise Your Glass", cover utworu "River" Bishop Briggs czy akustyczną wersję "Time After Time" z repertuaru Cyndii Lauper. Dźwiękowe doznania byłyby oczywiście pełniejsze, gdyby nie słynna słaba akustyka Narodowego, ale jak na możliwości tego miejsca było całkiem znośnie. Do tego dynamika koncertu i mocne akcenty były świetnie rozłożone. Od szybkiej, głośnej części, przez tę nieco bardziej wyciszoną i kameralną, aż po wielki, hałaśliwy finał. Reżyserowi tego spektaklu należą się ukłony.

Pink rozpoznała w pewnym momencie grupę wiernych fanek zgromadzonych pod sceną. Wielokrotnie dziękowała zgromadzonej publiczności, kilka razy nawet po polsku. Jej epickie (bo to chyba najlepsze słowo dla opisania tego wydarzenia) show stawia wysoko poprzeczkę innym gwiazdom muzyki pop.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: PGE Narodowy | Pink

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje