Reklama

Reklama

Phil Spector: ekscentryk, geniusz i bezwzględny morderca

Przez wielu uważany za jednego z najwybitniejszych producentów. Muzycznego znawcę, który wyznaczał trendy, a swoją atystyczną intuicją mógłby obdzielić wiele osób. Świat zapamięta go jednak jako nie tylko producenta kultowych nagrań The Beatles czy The Ronettes, ale też mordercę, który ostatnie chwile swojego życia spędził w więzieniu coraz bardziej tracąc kontakt z rzeczywistością. Teraz będzie główną postacią filmu dokumentalnego, który opowie o zabójstwie Lany Clarkson.

Przez wielu uważany za jednego z najwybitniejszych producentów. Muzycznego znawcę, który wyznaczał trendy, a swoją atystyczną intuicją mógłby obdzielić wiele osób. Świat zapamięta go jednak jako nie tylko producenta kultowych nagrań The Beatles czy The Ronettes, ale też mordercę, który ostatnie chwile swojego życia spędził w więzieniu coraz bardziej tracąc kontakt z rzeczywistością. Teraz będzie główną postacią filmu dokumentalnego, który opowie o zabójstwie Lany Clarkson.
Phil Spector był uznawany za muzycznego geniusza. Świat zapamięta go jako mordercę /Handout / Handout /Getty Images

W produkcji muzycznej Phil Spector nie miał sobie równych. Na początku marzył jednak, by przewodzić muzycznemu zespołowi - tak narodziło się Teddy Bears, które wylansowało przebój "To Know Him Is To Love Him" (posłuchaj!). Producent, który od początku miał wielkie marzenia, w wieku zaledwie 21 lat (w 1961 roku) założył wytwórnię muzyczną Philles Records, która stała się przystankiem wielu wschodzących gwiazd muzyki - m.in. The Righteous Brothers (posłuchaj!) czy Ike'a i Tiny Turnerów oraz The Ronettes.

Reklama

Na czym polegała wyjątkowość jego pracy? To on spopularyzował tzw. "ścianę dźwięku" (wall of sound), którą stworzył wraz z Larrym Levinem. Wielokrotne nagrywanie instrumentów, nakładanie ich na siebie i zwielokrotnianie ich brzmienia dawało niespotykany nigdy wcześniej mocny, "mięsisty" dźwięk. Poza tym jego aranżacje były dość surowe, często pełne przestrzeni. Dzięki temu każda piosenka brzmiała monumentalnie.

Efekt ten można usłyszeć w kultowych piosenkach jak "Be My Baby", "Ebb Tide" czy też "River Deep" Ike i Tiny Turnerów.

Spector był bardzo ceniony, a zarazem w muzycznym światku znany jako wyjątkowy ekscentryk. To on podczas sesji nagraniowych miał przychodzić do studia z naładowanym rewolwerem. Pewnego razu pistolet wystrzelił w trakcie sesji nagraniowej z Johnem Lennonem. Innego dnia producent miał grozić bronią Leonardowi Cohenowi. Wszyscy wiedzieli, jak bardzo jest nieobliczalny. 

Mimo to lgnęli do niego niczym ćmy do światła, bo to on zapewniał wizjonerskie ucho, które gwarantowało hit za hitem. Do osiągnięć Phila Spectora należy w końcu także produkcja albumów "Imagine" wspomnianego już Lennona, "All Things Must Pass" George'a Harrisona, czy wreszcie "Let It Be" The Beatles. W 1989 roku Spector został wprowadzony do Rock And Roll Hall Of Fame. W 1971 roku muzyk zdobył swoją jedyną nagrodę Grammy za współpracę przy płycie Harrisona "Concert In Bangladesh".

Największym sukcesem komercyjnym, który wyszedł pod jego nazwiskiem, okazał się niezwykle popularny w USA album świąteczny, "A Christmas Gift For You From Philles Records", który magazyn "Rolling Stone" w 2003 roku umieścił w zestawieniu 500 albumów wszech czasów. 

Wielka osobowość - wielki kłopot

Przede wszystkim Phil Spector był egocentrykiem i megalomanem - to tylko potęgowało jego agresywne nastawienie do ludzi, którzy nie robili tego, czego pragnął. Ronnie Spector, jedna z wokalistek w The Ronettes, a przez sześć lat (1968-1974) żona producenta, po latach przyznawała, że mąż stosował wobec niej techniki manipulacyjne, a także umniejszał jej dokonaniom tylko po to, by czuła się gorzej. Jednym ze sposób znęcania się nad nią było zmuszanie do oglądania w kółko filmu "Obywatel Kane". Miał wtedy dodawać, że bez udziału Spectora byłaby nikim. Poza tym zabierał jej buty (po to, by nie wychodziła z domu), zamykał ją w nim, a także groził śmiercią.

Gdy przyszły lata 70., Spectorowi coraz bardziej doskwierała samotność. W 1974 roku miał bardzo poważny wypadek samochodowy, który - według biografa Dave'a Thompsona - przeżył jedynie dlatego, że policjant na miejscu zdarzenia wyczuł u niego nieznaczny puls. Producent wówczas wyleciał przez przednią szybę samochodu, a obrażenia głowy wymagały natychmiastowej operacji. Liczne szwy (mówiło się o nawet 300 na twarzy i 400 z tyłu głowy) spowodowały, że coraz bardziej starał się je ukryć zakładając dziwaczne peruki, obecne w jego życiu już do końca. 

To on wyprodukował album Cohena "Death of A Ladies' Man", a u schyłku lat 70. również krążek Ramones "End Of The Century". Po śmierci Johna Lennona pomógł Yoko Ono wyprodukować album "Season of Glass" (1981) i usunął się w cień. Dosłownie, bo przez niemal całe lata 80. i 90. niemal w ogóle nie udzielał się - ani artystycznie, ani specjalnie nie pokazywał publicznie. 

Kiedy w 1989 roku Tina Turner wprowadziła go do "Rock and Roll Hall of Fame" zachowywał się dziwnie opowiadając ze sceny historie o George'u HW Bushu, a także podskakując w rytm "Be My Baby". Później interweniowała ochrona, która zabrała go ze sceny. Kilka lat później optował za tym, by nie pozwalać grupie The Ronettes dołączyć do zasłużonego grona wyróżnionych zespołów z powodu - jego zdaniem - "nie wnoszenia zbyt wiele swoją twórczością". 

Phil Spector tłumaczył parokrotnie swoje zachowanie chorobą dwubiegunową. "Brak snu, depresja, zmiany, wahania nastroju, trudno z tym żyć, trudno się skoncentrować, po prostu ciężko - ciężko jest przejść przez życie, gdy zostałem nazwany geniuszem i myślę, że geniusz nie istnieje tu przez cały czas i jest gdzieś na granicy szaleństwa" - mówił. 

Było nowe tysiąclecie i wydawałoby się, że świat zapomniał o Philu Spectorze na dobre. 63-letni wówczas producent cieszył się sławą dziwnego, ekscentrycznego człowieka, a zarazem geniusza. Nie robił jednak nic, co mogłoby na nowo przywrócić go do pierwszej ligi producentów. W 2003 roku wyprodukował część albumu brytyjskiej grupy Starsailor. Zanim płyta zdążyła się ukazać, Spector stał się podejrzanym w sprawie o morderstwo.

Phil Spector: Muzyczny geniusz i bezwzględny morderca

3 lutego 2003 roku Stanami Zjednoczonymi wstrząsnęła afera dotycząca morderstwa 40-letniej aktorki Lany Clarkson. Jej ciało znaleziono w domu producenta w Los Angeles. Przyczyną śmierci był postrzał w usta. W lipcu tego samego roku Spector tłumaczył, że Clarkson chciała "pocałować broń" i przypadkowo zastrzeliła się sama. 

Tymczasem z domu producenta na telefon alarmowy zadzwonił jego kierowca, Adriano de Souza, który wyznał, że Spector mówił: "Chyba kogoś zabiłem". Miał widzieć go także wychodzącego z domu z bronią w ręku. Później lekarze i technicy policyjni uznali jednak, że było to morderstwo.

Sprawą żyły całe Stany Zjednoczone, a w oczekiwaniu na proces Spector został zwolniony za kaucją w wysokości miliona dolarów. Starał się wtedy powrócić do pracy i wyprodukował piosenkę Hargo Khalsy'ego. W końcu w 2007 roku artysta trafił przed sąd. Uzyskano zgodę na transmisję telewizyjną procesu, przez co całe wydarzenie było bardzo medialne, a każdy krok komentowano w amerykańskich domach. Niedługo potem ława przysięgłych została zawieszona, a proces unieważniono. 

Mimo wszystko sprawiedliwość przyszła do genialnego producenta całkiem szybko. Między jednym a drugim procesem, zdążył jeszcze pożegnać przyjaciela z dawnych lat, Ike'a Turnera, który został zapamiętany jako ten, który znęcał się nad żoną, Tiną Turner - podobnie jak Spector znęcał się nad swoją, Ronnie. Muzyk zdążył jeszcze oskarżyć Tinę, że ta wypacza obraz dobrego męża, jakbym był Ike. "Ike uczynił Tinę klejnotem, którym była. Kiedy poszedłem zobaczyć Ike'a grającego w Cinegrill w latach 90., na scenie wystąpiło co najmniej pięć 'Tin Turner', każda z nich mógła być Tiną Turner" - umniejszał jej, jak zwykle miał w zwyczaju.

W 2008 roku udzielił ostatniego wywiadu telewizyjnego, gdy stał się gwiazdą programu dokumentalnego "Phil Spector: The Agony and the Ecstasy". Podzielono go na części - w jednej mówiono o jego dokonaniach artystycznych, a w drugiej o sprawie morderstwa, które - wówczas - wciąż pozostało bez wyroku. 

Sprawiedliwości stało się zadość

20 października 2008 roku ruszył nowy proces, który jednak nie trafił na ekrany telewizorów. Rozegrany w zaciszu sądowej sali zakończył się 13 kwietnia 2009 roku - Phil Spector został skazany na dożywocie z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe po 19 latach odsiadki. W 2011, 2012 oraz 2016 roku próbował je uzyskać, lecz bezskutecznie.

Phil Spector zmarł 16 stycznia 2021 roku w szpitalu w San Joaquin we French Camp w Kalifornii. Przyczyną zgonu było zakażenie koronawirusem. 

Historia Spectora była wielokrotnie przypominana w mediach. Powstał nawet film, w którym w rolę producenta wcielił się Al Pacino. Dawał on wejście do hermetycznego świata artysty, który żył w trochę innej rzeczywistości. 

4 listopada ukaże się dokument "Spector", nie będzie on jednak fabularyzowany. Czteroodcinkowy serial ma pokazać, jak doszło do "jednej z najtragiczniejszych zbrodni w Hollywood", a także "stworzyć bardziej ludzki portret Lany Clarkson i głęboko zaburzonego człowieka skazanego za jej zabójstwo".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy