Reklama

Najsłynniejsza czupryna rocka. Brian May świętuje 75. urodziny

Brian May jest uznawany za jednego z najwybitniejszych gitarzystów w historii rocka /Michael Putland / Contributor /Getty Images

Astrofizyk, legendarny gitarzysta i twórca wielu przebojów, które śpiewał cały świat. I śpiewa nadal, bo po sukcesie produkcji "Bohemian Rhapsody" trwa renesans grupy Queen. Współzałożyciel jednego z najsłynniejszych zespołów w historii muzyki, Brian May, kończy dziś 75 lat.

Mało kto może pochwalić się takim życiorysem - zafascynowany gitarą i muzyką rock'n'rollową zamarzył, by grać na gitarze. Choć na początku mógł to być dla niego powód do wstydu, to tata sam zbudował mu gitarę (powstała z drewnianego kominka), która wkrótce nadała jego grze niepowtarzalnego brzmienia. Kochał Beatlesów, ale nigdy nie mógł iść na ich koncert, bo rodzice bali się, że będzie to miało na niego zły wpływ.

Brian May kończy 75 lat

Jakie musiało być ich zdziwienie, gdy kilka lat później sam stanął u boku m.in. Freddiego Mercury'ego, uznawanego za największego showmana, który kradł show każdemu innemu zespołowi. Razem byli niepokonani, a Brian May pomimo że kochał muzykę, to uwielbiał też astrofizykę. W 2007 roku w wieku 60 lat, po długiej przerwie od nauki, udało mu się zwieńczyć swoją drogę - uzyskał wtedy doktorat. 

Reklama

W Queen wydawał muzykę od 1973 do 1997 roku. W ciągu zaledwie 24 lat nagrał wiele niezapomnianych przebojów, a sporo z nich napisał sam.

"Too Much Love Will Kill You" [1988-1992]

Początkowo miała znaleźć się na albumie "The Miracle", ale niedokończona poczekała jeszcze trzy lata na premierę, która nastąpiła na albumie solowym Briana "Back To The Light"

Niezwykle osobista historia dotyczyła rozterek muzyka odnośnie do uczuć - May żył w miłosnym trójkącie i nie wiedział, którą z kobiet ma wybrać. Wspominał później, że piosenka powstała w "czarnym okresie jego życia". W komponowaniu pomógł mu Frank Musker i jego przyjaciółka. "To było dla mnie jak sesja terapeutyczna. Po prostu wylewałem te wszystkie słowa, bo czułem się jak w pułapce. Byłem w miejscu, z którego nigdy, przenigdy nie mogłem się wydostać. Jedyne, co mogłem zrobić, to napisać o tym. To jest jedyna piosenka, którą napisałem w tym prawdopodobnie dziewięciomiesięcznym lub rocznym okresie" - opowiadał. 

Wersja Briana przeszła jednak bez echa - nie to, co ta Queen z 1995 roku. Stała się radiowym hitem i jedną z najsłynniejszych piosenek grupy. Otrzymała cenioną Novello Award 1996 w kategorii "Piosenka najlepsza muzycznie i lirycznie".

"Fat Bottomed Girls" [1978]

Jeden z najbardziej zapadających w pamięć wstępów w historii rocka. Opowieść o "dziewczynach z grubymi tyłkami" miała być dowodem na heteroseksualność Freddiego. Po latach Brian May, który stworzył piosenkę z pomocą wokalisty, mówił, że Freddie po prostu chciał zaśpiewać tę wybitną piosenkę. "Napisałem to z myślą o Fredzie, zwłaszcza jeśli miałem tak świetnego piosenkarza, który lubi dziewczyny z grubymi tyłkami... lub chłopców" - mówił w 2008 roku w magazynie "MOJO" May. W tekście pojawiają się nawiązania do innego utworu z albumu "Jazz", "Bicycle Race", przez co obie łączy się ze sobą.

"Z pozoru jest to piosenka heteroseksualna, bo nosi tytuł 'Fat Bottomed Girls', ale byłem całkowicie świadomy skłonności Freddiego i tego, że będzie ją śpiewał. Ponadto, część inspiracji do piosenki pochodziła z tego, co widziałem w życiu Freddiego, ale też w moim własnym. Więc właściwie to nie jest tak bardzo heteroseksualna piosenka, jak mogłoby się wydawać. Jest to piosenka w pewnym sensie panseksualna. Jest tak wiele sposobów, na które możesz ją rozumieć" - wspominał May.

"Who Wants To Live Forever" [1986]

Kultowy utwór z filmu "Nieśmiertelny" został napisany nie przez Mercury'ego, jak się często błędnie myśli, ale przez Maya. Wzruszająca opowieść o wiecznej miłości i ulotności życia jest jednym z najpiękniejszych utworów w repertuarze Queen, ale też całej muzyki lat 80. W wersji filmowej słyszymy pierwszą zwrotkę śpiewa Freddie Mercury, w przeciwieństwie do tej studyjnej. May napisał ją oglądając taśmę z filmem jeszcze bez muzyki. Zainspirował się sceną, w której Connor Macleod (Christopher Lambert) bierze w ramiona swoją umierającą żonę Heather (Biettie Edney) w chwili jej śmierci. W tej też scenie pojawia się wspomniany utwór.

W późniejszych latach wydano także piękną wersję instrumentalną, "Forever", w której słyszymy jedynie pianino, na którym zagrał Brian May.

"Teo Torriatte (Let Us Cling Together)" [1977]

W kręgach fanów rocka wszyscy znają miłośników Queen, którzy są bardzo lojalni - od samego początku działa ich fanklub, a zespół przez lata wysyłał im specjalne życzenia, spotykał się z nimi, a nawet nagrał teledysk z jego udziałem ("Friends Will Be Friends"). Gdy grupa przyjechała do Japonii miała już status mega gwiazdy - szczególnie tam. May wpadł na pomysł, jak podziękować japońskim fanom za wsparcie. W ten sposób powstało "Teo Torriate". Utwór, w którym dwie zwrotki śpiewane są po japońsku, a reszta po angielsku, był i nadal pozostaje ewenementem. 

Zawsze, gdy grupa powracała do Japonii na koncerty zespół wykonywał tę piosenkę - z Freddiem, później Paulem Rodgersem, a teraz z Adamem Lambertem.

"Stone Cold Crazy" [1974]

Ale że niby Queen prekursorem speed metalu? Słuchając "I Want To Break Free" można z tej tezy się pośmiać, ale już pochylając się nad pierwszymi płytami, a szczególnie utworem z "Sheer Heart Attack" nie można mieć wątpliwości. Tempo szybsze od najbardziej pospiesznego pociągu, mocny riff i zniekształcona gitara - w dodatku to naprawdę wyróżniające się brzmienie Red Special zdefiniowało brzmienie Queen na początku lat 70. Wielka w tym rola Maya.

Już na koncercie ku pamięci Freddiego w 1992 roku piosenkę wykonywał James Hettfield z Metalliki, która po niemal 20 latach od premiery piosenki przypomniała o niej światu. Kolejna ikoniczna kompozycja w repertuarze Briana.

"We Will Rock You" [1977]

Grzech nie wspomnieć o jednej z najważniejszych kompozycji w historii muzyki i popkultury. Utwór, który miał zagrzewać fanów do zabawy na koncertach za sprawą wydarzeń sportowych i reklam telewizyjnych stał się pomnikiem. Już nie chodzi o to, że to piosenka Queen - to nieodłączny element każdej wielkiej imprezy, której towarzyszą sportowe lub muzyczne emocje. I tutaj mamy jedynie klaskanie i tupanie, choć na ostatnie 30 sekund wlatuje energiczna solówka, którą cały świat potrafi zanucić bez zastanowienia.

Koncepcja piosenki narodziła się po jednym z koncertów w Anglii, gdy na pożegnanie publiczność odśpiewała muzykom "You'll Never Walk Alone". Queen chciało znaleźć inny sposób, mieć swój własny hymn. "To było bardzo emocjonalne doświadczenie i myślę, że ma jakiś związek z tym [powstaniem "We Will Rock You"] - wspominał May. Tak narodził się kultowy utwór, który publiczność mogła "odgrywać" całym ciałem - od stóp, przez ręce, aż po głowę. 

"Is This The World We Created...?" [1985]

Queen nie został zaproszony do udziału w projekcie Band Aid, choć najsłynniejszy koncert dało właśnie na Live Aid w 1985 roku. Czytając coraz więcej o głodzie w Afryce, Mercury i May stworzyli wzruszającą balladę. Mimo że tekst napisał Mercury, to warto wspomnieć o niej ze względu na śliczną melodię i tematykę - Queen śpiewało już o "grubych tyłkach", miłości, przyjaźni, Jezusie, a jest to jeden z nielicznych w ich repertuarze poruszających ważny społeczny temat. "Is This the World We Created...?" powstało w Monachium, gdzie grupa nagrywała album "The Works". Piosenka została wykonana jedynie z udziałem Maya i Mercury'ego podczas wieczornego setu na Live Aid. 

"The Show Must Go On" [1991]

Gdy Freddie Mercury usłyszał śmiertelną diagnozę chciał działać, by pozostawić po sobie jak najwięcej. Wraz z kolegami zaczęli pieczołowite prace nad kolejnymi materiałami. Brian May napisał wtedy "The Show Must Go On", które często jest uznawane za pożegnalny utwór Mercury'ego. W rzeczywistości jeszcze później nagrano kilka utworów, m.in. "Mother Love", ostatnią piosenkę wyśpiewaną przez Freddiego (też autorstwa Maya). Nie uzyskała ona jednak takiego rozgłosu jak "The Show Must Go On", które po dziś jest grane w radio na całym świecie. Widmo choroby i śmierci, które wisiało nad całym procesem kreatywnym odbiło się na jej brzmieniu i nadało patosu, ciężkości, który nadal słychać szczególnie, gdy odsłucha się całego albumu "Innuendo". Zapętlone "go on, go on, go on..." mocno uderza w słuchacza.

May miał wątpliwości, czy Freddie Mercury w ogóle zdoła nagrać ten trudny utwór. Wspominał po latach, że odbył z wokalistą rozmowę na ten temat. "Zrobię to, k***a, skarbie" - miał usłyszeć z ust Mercury'ego. "Wypił kieliszek wódki i wszedł ze swoim wokalem - dosłownie zabił to, kompletnie rozłożył swoim wokalem" - opowiadał May. "Przedstawienie musi trwać/ Wewnątrz moje serce pęka/ Mój makijaż spływa, ale na twarzy uśmiech trwa" - brzmi przejmujący tekst utworu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL