Reklama

Rage - Cowell 1:0

6 czerwca wielkim darmowym koncertem w londyńskim Finsbury Park amerykańska legenda rocka Rage Against The Machine uczciła swoje zwycięstwo nad programem "The X Factor".

A wszystko zaczęło się w grudniu zeszłego roku. Dzięki kampanii fanów grupy urządzonej w serwisie Facebook udało się zmienić tradycyjny, coroczny bieg muzycznej historii w Wielkiej Brytanii. Już od wielu lat zwycięzca programu "The X Factor" wydaje na święta Bożego Narodzenia singla, a on nakręcony machiną promocyjną, staje się świątecznym Numerem Jeden na brytyjskiej liście przebojów. Tak też miało być w ostatnie święta. "The X Factor" wygrał Joe McElderry, szybko też wydał singla "The Climb" - cover przeboju Miley Cyrus. Dalej wszystko potoczyłoby się w sposób bardzo przewidywalny.

Reklama

Ale fani zjednoczyli siły, założyli specjalna grupę na Facebooku, której przyświecał jeden cel - sprzeciw wobec obezwładniających gust i niezależną sztukę mechanizmów show biznesu. Na swój symbol wybrali klasyczny utwór RATM - "Killing in the Name", który poprzez masowe kupowanie go w internecie chcieli uczynić świątecznym Numerem Jeden w Wielkiej Brytanii. Niemożliwe? A jednak udało się. Brytyjscy fani rocka oraz Rage Against The Machine zrobili coś zupełnie bez precedensu. A zespół postanowił im za to podziękować organizując darmowy koncert w londyńskim Finsbury Park.

Bilety można było zdobyć tylko poprzez specjalne losowanie, a wszystkie wejściówki rozdano w trzy godziny w specjalnej internetowej rejestracji. W niedzielę (6 czerwca) fani spotkali się w Londynie, by celebrować swoje wspólne wielkie zwycięstwo.

Przed najważniejszym koncertem wieczoru na scenie pojawili się w roli supportu Gallows, Roots Manuva oraz grupa Gogol Bordello. Ale nikt nie miał wątpliwości że Finsbury Park wypełniło się ponad 40 tysiącami fanów tylko po to, żeby kilka minut po 21 zobaczyć Rage Against The Machine.

Na początek koncertu ujrzeliśmy zabawną kreskówkę, w której jeden z jurorów "The X Factor" i jego faktyczny opiekun, mityczny Simon Cowell, zaprasza na show "rewelacyjnej grupy" RATM. Wychodzili na scenę przy ogłuszających dźwiękach syren alarmowych, a scenę rozświetliła wielka czerwona gwiazda. To, co działo się później, było wielkim rockowym szaleństwem. Dawno nie widziałem tak wspaniałej i szalonej reakcji fanów. Energia wprost rozsadzała wypełniony po brzegi londyński park.

Zagrali wszystko, co najważniejsze. Począwszy od miażdżących "Testify" oraz "Bombtrack" przez wszystkie klasyki, jakich mógłby spodziewać się fan. Wymienić muszę tutaj przede wszystkim genialne "Know Your Enemy", "Bulls on Parade" oraz "Guerilla Radio".

W połowie koncertu zaprosili na scenę organizatorów całej akcji - Jona oraz Tracy Morter, który założyli słynna grupę na Facebooku. Wyjaśnili też, że cały dochód ze sprzedaży singla, który stał się świątecznym Numerem Jeden, przekazują na cale dobroczynne. Zack de La Rocha raz jeszcze podziękował Brytyjczykom za akcję i w ramach hołdu dla Wielkiej Brytanii grupa zagrała znakomity cover klasyka The Clash "White Riot". Zasadniczą część koncertu zakończyło brawurowe, bardzo rozbudowane wykonanie "Freedom", a potem grupa szybko zniknęła ze sceny.

Nikt nie miał jednak wątpliwości, że wrócą, bo brakowało tego wieczoru jeszcze jednego utworu, tego najważniejszego. Wyjście na bis poprzedziła wyświetlana na telebimach historia akcji fanów, ułożona z cytatów z gazet, a także z wypowiedzi głównych zainteresowanych, w tym tak znienawidzonego Simona Cowella. Jako podkład usłyszeliśmy piosenkę konkurentkę, czyli "The Climb" Joe McElderriego. Jako ostatni na telebimach wyświetlił się wielki napis "YOU MADE HISTORY". I dokładnie wtedy z głośników dobiegły pierwsze dźwięki "Killing in the Name". Tak zaangażowanego wykonania tego utworu chyba jeszcze fani nie doświadczyli. Energia i moc płynące ze sceny sprawiły, że tłum oszalał, śpiewając tak głośno, że momentami nawet zagłuszał Zacka de La Rocha.

W wielkim finale 40 tysięcy gardeł wykrzyczały symboliczne "Fuck you I won't do what you tell me". Tych już nie tylko muzycznych emocji jakie na te kilkadziesiąt sekund wyzwoliły się w Finsbury Park nie da się porównać do żadnego innego koncertowego doświadczenia.

Po "Killing in the Name" było jasne, że to idealne zakończenie tego muzycznego święta. Zespół podziękował raz jeszcze i nisko pokłonił się ludziom, którzy internetową akcją pokazali, że nie ma takich mechanizmów w show biznesie muzycznym, z którymi nie można by powalczyć, a często nawet je zwyciężyć. Idealnie streszcza to napis na koszulkach, które fani kupowali na Finsbury. Rage - Cowell 1:0. Ten mecz wygrał rock.

Mateusz Smółka, Londyn

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Rage Against The Machine | show | święta | The X Factor | park

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje