Reklama

Reklama

Co się działo w Węgorzewie?

"Union Of Rock" - tegoroczny festiwal w Węgorzewie za nami.

Pierwszy dzień festiwalu w Węgorzewie (czwartek, 12 lipca) to dwa genialne wręcz koncerty.

Słuchając Brygady Kryzys można stwierdzić, że zespół jest obecnie w świetnej formie. Chłopaki zaprezentowali potężną dawkę dobrego grania - wierni fani na pewno byli zadowoleni.

Nie obyło się bez takich kawałków jak "Centrala" czy "Wojna" Co zaskoczyło, to nowe aranże dobrze znanych utworów.

Nikt jednak nie potrafił zrozumieć dlaczego zespół takiej rangi występował jako pierwszy - otwierał cały festiwal. Szkoda i to wielka, że ich występ nie odbył się po zmroku. Choć jak mi się później udało dowiedzieć od Tomka Lipińskiego, Brygada chciała pomóc młodym zespołom.

Reklama

Tuż po pierwszym koncercie rozpoczynała się część konkursowa festiwalu, a taka gwiazda jak Brygada Kryzys miała przyciągnąć publiczność. Tak się jednak nie stało. Niską frekwencję w pierwszy dzień festiwalu można tłumaczyć kapryśną pogodą.

Fenomenalnie zagrała grupa Pogodno. Można powiedzieć, że był to cały spektakl artystyczny. Absolutnie rewelacyjne aranżacje takich kawałków jak "Pani w obuwniczym" czy "Jak ty się czujesz" rozruszały publiczność.

Przekorny jak zwykle zespół pokazał jak łatwo można manipulować tłumem, efektem czego było na przykład uklęknięcie prawie wszystkich zebranych pod sceną ludzi. Formacja nie powstrzymała się i tym razem i wykonała krótki pastiszowy set złożony z utworów George'a Michaela czy zespołu Sistars. To jeden z najbardziej udanych koncertów festiwalu.

Festiwalowa publiczność to w przeważającej części młodzież około dwudziestoletnia. Znaczy to, że muzyka grana na festiwalu trafia do coraz to młodszego pokolenia. Poparciem tej teorii był występ Happysad. Koncert wypadł dobrze mimo problemów technicznych.

Gwiazda wieczoru Dog Eat Dog nie zaświeciła tak jasno, jak się tego wszyscy spodziewali. Wokalista John Connor ubrany był w koszulkę polskiego hokeisty z numerem 4. Koncert można podzielić na dwie części: pierwszą - hardcore'ową i drugą, hiphopowo-reaggową.

Kontakt z publicznością był świetny, jednak muzycznie koncert nie wypadł rewelacyjnie. A Brygada Kryzys i Pogodno to niekwestionowane perełki pierwszego dnia festiwalu.

Piątkowy (13 lipca) maraton koncertowy rozpoczął zespół T.Love. Koncert udany, ale bez rewelacji.

Zaskoczył natomiast Homo Twist, w którym obok Maćka Maleńczuka pojawił się ponownie Olaf Deriglasoff. Koncert zagrany bardzo mocno i energetycznie. Zespół ewoluuje: w porównaniu do koncertu chociażby w krakowskim klubie Studio w 2005 roku, widać, że chłopcy idą w kierunku ciężkiego brzemienia.

Jak to określił lider zespołu Maciek Maleńczuk "teraz będzie już tylko ciężej". A artysta bez Pudelsów radzi sobie naprawdę dobrze.

Równie dobrze ma się projekt NOT. Muzyka z pogranicza zimnej fali i elektronicznych brzmień znakomicie zabrzmiała na wielkiej scenie, co tu dużo mówić - uwiodła publiczność. NOT to znakomity przykład na to, że da się stworzyć zespół grający dobra muzykę z polskimi tekstami.

Cały koncert nieprzesiąknięty był nutką łódzkiej atmosfery (muzycy podkreślają swoją zażyłość z miastem Łódź i przekazują specyficzny klimat tego miasta w swojej twórczości).

Wszyscy zastanawiali się jak zagra zwycięzca konkursu w Węgorzewie z roku 2003 czyli Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach. Zespół owszem zagrał, lecz nie był to udany występ. Być może było to spowodowane brakiem gitarzysty, który tuż przed koncertem zaniemógł.

Dzień trzeci (sobota, 14 lipca) to pożegnalny koncert Pidżamy Porno. Grabaż ogłosił tymczasowe zawieszenie działalności zespołu. Jak na ostatni występ, chłopaki nie popisali się. Zaczęło się od "Outsidera" i "Twojej generacji".

Tempo koncertu było ślamazarne. Grabaż zapowiadał następne utwory takimi oto słowami: "A teraz kolejne g**no z naszej strony".

Wokalista wyraził się bardzo trafnie, nie będę się w tym wypadku kłócić. Jak na koncert kończący pewien etap działalności zabrakło mi kawałków ze starszych płyt. Za to pojawiło się sporo reaggowych aranżacji, które rozbujały licznie zgromadzonych fanów.

Grabaż ma teraz w planach nagranie płyty z piosenkami Jacka Kaczmarskiego. Jesteśmy ciekawi efektów.

Złego słowa nie da się powiedzieć o koncercie Voo Voo. Zespół znany z tego, że każdy ich koncert wygląda inaczej - nie zawiódł i tym razem. Ekspresja, pozytywny przekaz i świetna technika grania to jest to, co "tygryski lubią najbardziej". Fenomenalny koncert przyjęty bardzo życzliwie przez publiczność.

Jeśli chodzi o zagraniczne gwiazdy, to była tylko jedna. Anathema. Ten występ zgromadził pod sceną prawdziwe tłumy. Zespół odrobił pracę domową w postaci nauki kilku zwrotów w języku polskim, co bardzo pomogło przełamać pierwsze lody (mimo, że były to słowa powszechnie uważane za obraźliwe).

Anathema zagrała dwa nowe utwory z płyty, która ukaże się w przyszłym roku. Zespół zakończył koncert coverem Pink Floyd, a publiczność żywiołowo przyłączyła się do tego finału.

Podsumowując - festiwal dobry, choć bez większych odkryć. Nadzieje można powierzyć dwóm zespołom konkursowym: Radiu Bagdag (nagroda jury) i Manchesterowi (dobrze brzmiące gitarowe granie).

Pod względem techniczno-organizacyjnym festiwal na najwyższym poziomie. Czołowi polscy artyści plus prześliczne okolice sprawiają, że ludzie z całej Polski zjeżdżają się na ten festiwal, który jakby nie patrzeć jest bardzo ważnym punktem w wakacyjnym rozkładzie festiwalowym.

Chcesz dowiedzieć się więcej na temat tegorocznego festiwalu w Węgorzwie? Już wkrótce na antenie Radia Bez Kitu obszerna relacja z tego wydarzenia. A w niej wywiady m.in. z Brygadą Kryzys, Pogodno, Not, Maleńczukiem czy Wojciechem Waglewskim. Więcej informacji na www.interia.fm

Ewa Szymańska, Węgorzewo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje