Reklama

Reklama

​ZAZ: Głos odzwierciedla nasze wnętrze [WYWIAD]

"Głos odzwierciedla nasze wnętrze, to, jak śpiewam, wynika z tego, co dzieje się we mnie. To, w jakim jestem stanie, wpływa na to, jak oddycham. Mój wewnętrzny spokój przekłada się np. na to, że nie forsuję głosu" - mówi w rozmowie z PAP wokalistka ZAZ, czyli Isabelle Geffroy. Artystka wydała nowy album "Isa".

Zaz wydała nowy album "Isa"

Olga Łozińska, Polska Agencja Prasowa: Zatytułowała pani album swoim imieniem, dlaczego? 

ZAZ: - ZAZ zajmowała większość mojego życia i chciałam to zmienić.

Co to oznacza? 

- To znaczy, że teraz stałam się Izą i nie jestem już dłużej ZAZ. Nadszedł moment, w którym chciałam coś zmienić, nie chciałam być dłużej ZAZ, lecz Izą. Jako ZAZ byłam w pewien sposób nadaktywna, niczym osoba, która uprawia sporty ekstremalne. Moje życie miało zawrotne tempo. W końcu zatrzymałam się, zmieniłam bardzo wiele w swoim życiu, zwolniłam, zaczęłam dbać o siebie, np. o to, co jem. Wcześniej czerpałam głównie z tego, co na zewnątrz, a teraz zwróciłam się ku swemu wnętrzu. Jestem bardziej skupiona.

Reklama

Zmieniła pani też sposób śpiewania.

- Głos odzwierciedla nasze wnętrze, zmienił się dlatego, że zmieniło się moje wnętrze. Ciało, psychika i dusza to jedno, to, jak śpiewam, wynika z tego, co dzieje się we mnie. To, w jakim jestem stanie, wpływa na to, jak oddycham. Mój wewnętrzny spokój przekłada się np. na to, że nie forsuję głosu. Oczywiście jest to też kwestia czasu, tak jak ja zmieniam się jako osoba, tak mój głos zmienia się już od 40 lat wraz ze mną. Czasami wraca ta dawna ZAZ i wtedy śpiewam po staremu.

Na YouTubie można znaleźć wideodziennik nagrywania płyty; zauroczył mnie dom producenta albumu, Reyna, który mieszka w kościele w Holandii.

- Reyn zaprosił wszystkich muzyków pracujących przy tej płycie do swojego domu w kościele. To był niezwykły czas. Mieliśmy poczucie wspólnoty, co wpłynęło też na proces twórczy. A z aspektów technicznych - doceniam akustykę tego miejsca.

Na płycie śpiewasz z wokalistą Rammsteina Tillem Lindemannem, podobno skontaktowała was makijażystka?

- Tak, moja makijażystka pracowała w Niemczech z Tillem i kiedy on dowiedział się, że maluje również mnie, wyznał, że lubi moją muzykę, i to właśnie ona nas skontaktowała.

Współpracowałaś m.in. z Charles'em Aznavourem, Quincym Jonesem i z Kelly Clarkson, jednak muzyka Tilla jest totalnie różna od tego, co robisz na co dzień.

- Jest we mnie duża potrzeba eksperymentowania. To, co reprezentuje Till, bardzo mi odpowiada, może właśnie przez to, że jest różne niż to, co ja robię. Ale jego twórczość, w której jest dużo pasji i energii, zainspirowała mnie i dała bodziec do poszukiwania nowej drogi.

Wykonujecie razem piosenkę "Le jardin des larmes", do której jest też teledysk.

- Ta piosenka to inkarnacja strachów, które nosimy w sobie. Miłość bywa destrukcyjna, czasem jesteśmy odrzucani, a innym razem to my odrzucamy. Bywa, że na początku wydaje się, że wszystko jest w porządku, ale potem okazuje się, że to uczucie nas niszczy. Kiedy miałam 14 lat, sama byłam w toksycznym związku, teraz nigdy bym sobie tego nie zrobiła. Ta piosenka jest pewnego rodzaju egzorcyzmem. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama