Reklama

Tomasz "Lipa" Lipnicki (Lipali): Żyję tu i teraz

Grupa Lipali /Oskar Szramka /materiały prasowe

Mimo ogromnych chęci, mam wewnętrzny konflikt pomiędzy byciem optymistą a pesymistą. Przyszłość ma planeta, a my - nie wiem - mówi w rozmowie z Interią Tomasz "Lipa" Lipnicki, lider rockowej grupy Lipali. Dowodzony przez niego zespół pod koniec listopada wypuścił szósty album "Mosty, rzeki, ludzie".

Reklama

"Najnowszy krążek to jak wejście do nieznanego nocnego baru w porcie. Na początku czujesz zakłopotanie, niepewność. Po chwili dostajesz zastrzyk adrenaliny i pozbywasz się wszelkich obaw i zahamowań. Na końcu wylatujesz z hukiem tylnymi drzwiami, ale wiesz, że musisz tam wrócić" - można przeczytać w opisie płyty "Mosty, rzeki, ludzie".

Zespół Lipali na swoim szóstym albumie zrezygnował prawie z siarczystych riffów, rozbudował warstwę klawiszy i basu.

Reklama

W nagraniach udział wzięli Tomasz "Lipa" Lipnicki (wokal, gitara), Łukasz Jeleniewski (perkusja), Roman Bereźnicki (gitara, instrumenty klawiszowe, wokal) i Łukasz Gajowniczek (bas).

Michał Boroń, Interia: O nowej płycie mówisz, że to jak wejście do nieznanego nocnego baru w porcie. Co przynosi tym razem wiatr od morza?

Tomasz "Lipa" Lipnicki (Lipali): - Wiatr od morza przynosi to, co zwykle. Można w barze spotkać ukojenie, można znaleźć awanturę z pijanym marynarzem. I właśnie to jest na tej płycie.

Niby bar może nieznany, ale nie wyobrażam sobie, żeby fani nie poznali, kto nalewa napoje. Bo z jednej strony jest spora zmiana stylistyczna, ale nie jest to całkowita rewolucja. Zgoda?

- Nie do końca. Oczywiście, jeśli weźmiemy pod uwagę tę płytę i na przykład "Pi", to jest to zmiana dość duża. Natomiast patrząc album po albumie, jest to po prostu rozwój na przestrzeni lat, poszukiwanie własnej drogi, która kiedyś się zaczęła i która jeszcze nie ma końca.

Od "Fasad" minęły cztery lata - tylko czy aż? Co w tym czasie porabiałeś, poza wypuszczeniem "Anhedonii" z Illusion?

- Myślę, że jest to dokładnie tyle, ile potrzeba między płytami, żeby zatęsknić za czymś nowym, mając w sercu "stare". Wcześniej mogłoby być zbyt szybko po prostu, a później można byłoby z kolei zapomnieć. Moim zdaniem świetnie trafiliśmy w czas. A co robiłem? Zmagałem się ze sobą, z chorobami, z własnym smutkiem.

Na płycie debiutuje basista Łukasz Gajowniczek, który zastąpił stojącego u twojego boku od początku Adriana "Qlosa" Kulika. Bardziej słyszalny jest chyba jednak Roman Bereźnicki, który dodał przestrzeni w tle za sprawą klawiszy i drugiej gitary.

- Nie wiem, czy jest bardziej słyszalny. Roman gra na gitarze, na klawiszach i śpiewa. To samo robię ja. Nie widzimy siebie w takich kategoriach. Wszyscy mają tyle samo do powiedzenia, zarówno w studiu, jak i na scenie.

Co sprawiło, że akurat teraz dałeś szersze pole do popisu kolegom?

- Zaskoczyło mnie to pytanie, ponieważ zawsze dawałem "pole do popisu" swoim kolegom. Uważam bowiem, że zespół to zespół. Może ktoś mieć w nim oczywiście ostateczne zdanie, ale jest to przecież jakaś grupa ludzi, którzy dają z siebie bardzo wiele, grają, emocjonują się, tworzą. Nie uważam, żebym nagle zmienił swoją postawę i dawał komuś szersze pole do działania. Ono zawsze było.

Spore emocje wzbudził singel "Kim jestem?", od niechęci po zachwyty. Zwracasz jeszcze uwagę na to, jak twoją twórczość reagują odbiorcy? Jak wyważyć jakiekolwiek odnoszenie się do słów krytyki (czyli często boksowanie się z hejterami) do bycia całkowicie "ponad" (co może zostać odebranie jako gwiazdorzenie)?

- Staram się znajdować w sobie "złoty środek" - nie przejmować się hejtem, ale także nie przywiązywać się do "służalczych hołdów". Lubię argumenty. Są ludzie, którzy nie słuchają Lipali, ale słuchając muzyki w ogóle są w stanie powiedzieć, dlaczego im nasza twórczość nie pasuje, używając normalnych argumentów a nie tylko antypatii, które są niczym niepoparte.

Zawsze natomiast byłem blisko z ludźmi na inne sposoby. Jestem otwarty, spotykam się z nimi, rozmawiam i cały czas jestem dostępny. Myślę, że ta postawa niweluje zagrożenie bycia całkowicie "ponad", czyli gwiazdorzenia. Aczkolwiek na pewno znajdą się tacy, którzy powiedzą, że gwiazdorzę. Tego się nie uniknie.

Tytuł płyty to "Mosty, rzeki, ludzie". Jak go rozumieć?

- Ja go rozumiem po swojemu, ale nie chciałbym narzucać nikomu mojej narracji. Niech każdy posłucha płyty i sam stwierdzi, jaka jest relacja pomiędzy tytułem a treścią.

Mówisz, że inspiracją była nadzieja. Czym zatem jest to światełko w tunelu?

- Nie wiem, ale chcę je dostrzegać. Ale czy ono naprawdę tam świeci? Czy jest to tylko robaczek świętojański w całkowitej ciemności? Nie wiem. Pożyjemy - zobaczymy.

Wydaje mi się, że u ciebie - zarówno w Illusion, jak i w Lipali - zawsze punktem odniesienia był pojedynczy człowiek, a nie jakieś większe zbiorowości. Mam rację czy błądzę?

- Masz rację. Zawsze był to człowiek. Oczywiście ludzie są różni, ale podstawy zawsze mamy takie same. Jesteśmy jednak w końcu jednym gatunkiem. Nie mogę pisać o zbiorowościach, ponieważ nią nie jestem. Jestem człowiekiem.

Z jednej strony przekonujesz, że "Będzie dobrze" i "Ocalimy nas", a z drugiej mamy "Zapasy w błocie" i "Świat upada" (chociaż muzycznie całkiem radosny). Sumując jednak wydaje mi się, że jakąś tam przyszłość mamy?

- Jakąś na pewno. Ale patrząc na różne linie człowiekowate - trwały one krótko. Nasza trwa nawet krócej niż na przykład neandertalczyków. Dlatego wcale nie widzę tego jakoś pozytywnie. Cały czas dajemy dowody na to, że nie liczy się przyszłość, tylko tu i teraz. I nic więcej. Mimo ogromnych chęci, mam wewnętrzny konflikt pomiędzy byciem optymistą a pesymistą. Przyszłość ma planeta, a my - nie wiem.

Rok 2020 to 20-lecie Lipali. Czy szykujecie coś specjalnego z tej okazji? Czy tworząc solowy projekt po rozpadzie Illusion myślałeś, że Lipali może stać się pełnoprawnym zespołem, który będzie funkcjonował kolejne dwie dekady, mając bogatszy dorobek niż właśnie Illusion?

- Nie liczymy początku grupy Lipali od 2000 roku, ale od 2003. To moment sformowania trzonu zespołu, który nagrał płytę "Pi", czyli ja, Łukasz Jeleniewski i Adrian "Qlos" Kulik. Wcześniej to była moja solowa płyta, którą zrobiłem ponieważ miałem po prostu chęć ją nagrać. Ale nie wiedziałem, czy coś z tego wyjdzie. Szukałem składu do tego projektu.

W pewnym momencie nawet było siedmiu muzyków. To wszystko jednak pulsowało, zmieniało się. Ludzie przychodzili i odchodzili. Z niektórymi się pokłóciliśmy. To wszystko trwało do czasu aż wykrystalizował się skład grupy jako trio, czyli Qlos, ja i Łukasz. Nie myślałem, że Lipali może stać się takim zespołem, ponieważ mam niestety zgubną rzecz, która polega na tym, że rzadko myślę o przyszłości. Żyję tu i teraz.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Lipali | wywiady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje