Reklama

Magda Ruta: Piszę o tym, że los bywa nieubłagany

- Kiedy grasz sobie w domu to zupełnie co innego, niż wtedy gdy zapala się czerwona lampka w reżyserce i musisz powtórzyć to, co sobie już poprzednio nagrałeś. Nie chcieliśmy udawać dobrej atmosfery - mówi Magda Ruta o nagrywaniu "Nie wiem, czy będę" /Wiktor Franko /materiały prasowe

- Rzeczywiście, wielokrotnie padały pytania odnośnie mojego ewentualnego udziału w jakimś talent show. Ja nigdy do końca nie byłam przekonana, że taka droga jest dla mnie - popisywanie się głosem i znowu wykonywanie cudzych utworów. Chciałam dać się poznać jako kompletna artystka, która śpiewa swoje teksty i wymyśla piosenki. Zawsze bliżej mi było i aspirowałam do tej organicznej formy grania muzyki, czyli do koncertowania z własnym zespołem i gromadzenia swoistej publiczności - mówi Magda Ruta, która pod koniec marca wydała debiutancką płytę i o której opowiedziała Interii.

Reklama

Magda Ruta pochodzi z Włodawy i jest nową, wyrazistą postacią na warszawskiej scenie. "Muzyczna wizja bezpretensjonalnie łączy się z jej pasja do obrazu i fotografowania. Odważny wizerunek i subtelna charyzma zjednują jej grono sympatyków nie tylko wśród słuchaczy ale też w gronie czołowych postaci muzyki" - czytamy na stronie jej wytwórni. 27 marca do sprzedaży trafił jej debiutancki krążek "Nie wiem, czy będę".

Daniel Kiełbasa, Interia: Jak wyglądały początki twojej kariery?

Reklama

Magda Ruta: - W czasach szkolnych wykonywałam utwory innych artystów na wielu przeglądach, festiwalach i konkursach piosenki. Byłam związana z różnymi zespołami wokalnymi i chórami. Przed wydaniem płyty "Nie wiem, czy będę" śpiewałam chórki. Moja kariera, jako autonomicznej artystki zaczyna się tak naprawdę właśnie teraz.

Sporo osób pewnie doradziłoby ci, aby przed wydaniem płyty zgłosić się do jednego z programów talent show. Myślałaś o takim starcie?

- Rzeczywiście, wielokrotnie padały pytania odnośnie mojego ewentualnego udziału w jakimś talent show. Ja nigdy do końca nie byłam przekonana, że taka droga jest dla mnie - popisywanie się głosem i znowu wykonywanie cudzych utworów. Chciałam dać się poznać jako kompletna artystka, która śpiewa swoje teksty i wymyśla piosenki. Zawsze bliżej mi było i aspirowałam do tej organicznej formy grania muzyki, czyli do koncertowania z własnym zespołem i gromadzenia swoistej publiczności.

Z tego, co udało mi się wyczytać, nagranie debiutanckiej płyty rozciągnęło się na kilka lat. Jak więc wyglądał proces twórczy w twoim przypadku?

- Nagrania do płyty "Nie wiem, czy będę" w studio rozpoczęliśmy w sierpniu 2019 roku. Proces kompozycyjny trwał dłużej, ponieważ pierwsze teksty i kompozycje powstały pod koniec 2016 roku, czyli niecałe cztery lata temu. Początkowo razem z Tomkiem "Serkiem" Krawczykiem pracowaliśmy zdalnie, ponieważ mieszkałam wtedy w Londynie, a on w Warszawie. Gotowe teksty oraz propozycje linii melodycznych przesyłałam mu w formie nagrań na dyktafon. Tomek na bazie tego, co nagrałam, wymyślał harmonie i budował cały aranż. Tak powstała piosenka "Zamarznę". Po moim powrocie do Polski praca nad piosenkami nabrała rozpędu i komponowaliśmy już razem w mieszkaniu, inspirując siebie nawzajem. Ja w międzyczasie tworzyłam kolejne teksty piosenek.

O debiutanckich płytach mówi się, że są wypieszczone do granic możliwości. Miałaś tak samo przy tworzeniu albumu? W głowie ciągle pojawiała się chęć dopracowania materiału?

- Podczas pracy nad albumem staraliśmy się trzymać naszego wstępnego założenia, że robimy piosenki dla siebie, w domu, tu i teraz. Ponieważ na samym początku stworzyliśmy bardzo dobrej jakości demo, a nagrane instrumenty miały jakąś wyjątkowo dobrą energię postanowiliśmy, że nagrane w wersji domowej gitary czy instrumenty klawiszowe wchodzą na płytę. Te partie miały to coś, co czasem trudno odtworzyć w studiu. Luz, feeling, prawdziwe niewymuszone emocje. Kiedy grasz sobie w domu to zupełnie co innego, niż wtedy gdy zapala się czerwona lampka w reżyserce i musisz powtórzyć to, co sobie już poprzednio nagrałeś. Nie chcieliśmy udawać dobrej atmosfery, chcieliśmy ją po prostu pokazać, a taka panowała podczas nagrań demo. Potem w studiu też dało się odczuć całą masę dobrych emocji, ale baza pochodziła właśnie z nagrań demo. I w naszym odczuciu to zadziałało. Takie założenia trochę wykluczają dopieszczanie materiału, bo już na wejściu masz to, takie jakie jest bez niekończących się poprawek.

A jak u ciebie jest z pisaniem tekstów? Idziesz na żywioł, czy robisz to bardziej metodycznie, myślisz o tym, co chcesz przekazać, dokładnie dobierasz słowa?

- Są momenty, kiedy spływa na mnie ta osławiona wena i piszę tekst w pół godziny. Te momenty są często poprzedzone jakimiś wydarzeniami, czy sytuacjami, które wyzwalają we mnie duże, skrajne emocje. Wtedy jest żywioł. Najczęściej jednak chwytam pojedyncze frazy, zdania, które pojawiają się w mojej głowie i spisuję je w notatniku, czy telefonie. Kiedy przychodzi czas na pisanie wracam do nich, przyglądam się im i oceniam, które są warte rozwinięcia, a które muszą jeszcze poczekać albo w ogóle się nie nadają. Te udane frazy to jest taki zaczyn, który mnie inspiruje do napisania kolejnych zdań i na bazie którego piszę już tekst na konkretny temat, który również mi się gdzieś tam po drodze klaruje. Jest to dość złożony proces.

Twoje teksty są bardzo osobiste. Traktujesz piosenki z "Nie wiem, czy będę" jako sposób na przeanalizowanie swoich życiowych wzlotów i upadków?

- Piosenki z "Nie wiem, czy będę" traktują o moich wzlotach i upadkach, ale na poziomie relacji z drugą osobą. Większość piosenek opisuje mój stan emocjonalny spowodowany tęsknotą i rozłąką. Opowiadam o swoich lękach jak i o lękach bliskich mi osób. Piszę o niesprzyjających okolicznościach dla związku, o różnicy wieku i o tym, że los bywa nieubłagany.

O znaczeniu poszczególnych utworów pisałaś na Facebooku. Moją uwagę przykuł numer "Niebiescy", opowiadający o relacji na odległość. Utwór w ostatnich tygodniach zyskał dodatkowe znaczenie. Dostajesz od słuchaczy, którzy piszą, że twoja muzyka pomaga im przebrnąć przez trudne chwile?

- Dostaję wiadomości, że moja muzyka działa kojąco i że niektórym znane są stany emocjonalne opisane w tekstach, więc się z nimi utożsamiają. Faktycznie teraz, kiedy żyjemy w izolacji i obowiązuje dystans społeczny większość z nas wie, jakie uczucia towarzyszą byciu w relacji, o której śpiewam w utworze "Niebiescy".

Pociągnę temat "trudnego czasu". Pandemia raczej nie jest idealnym momentem na wypuszczenie swojego debiutu. Ty jednak się na to zdecydowałaś. Myślałaś o przełożeniu premiery, do czasu większej normalizacji?

- Myślałam, ale bardzo krótko. Postanowiłam jednak nie rozkminiać i nie kalkulować. Bardzo długo czekaliśmy na tę premierę - ja, Tomek oraz zespół. Włożyliśmy w ten materiał serce i ogromne pokłady energii, byliśmy w blokach startowych i chcieliśmy się wreszcie odsłonić przed światem z naszą muzyką bez względu na okoliczności. Z artystycznego punktu widzenia przekładanie premiery nie miało dla nas sensu. Promocję przenieśliśmy do internetu i do social mediów. Wywiadów udzielam zdalnie, z domu. W końcu płyta ukazała się w serwisach streamingowych do których większość z nas ma łatwy dostęp. Promocja płyty w sklepach rozpoczęła się z kolei kiedy już galerie handlowe zostały ponownie otwarte i trwa do teraz.

Wraz z "Nie wiem, czy będę" dostaliśmy trzy teledyski - każdy utrzymany w innej stylistyce. Czy praca w przeszłości nad realizacją klipów zaowocowała? Wiedziałaś konkretnie czego chcesz, lepiej mogłaś dogadać się z ekipami filmowymi?

- Zaowocowała w ten sposób, że doskonale wiedziałam jakie wyzwania czekają mnie i ekipę na planie zdjęciowym. Doświadczenie w branży fotograficznej i filmowej rzeczywiście pomogły mi w sprawnym porozumiewaniu się z ekipami podczas pracy przy teledyskach. Dzięki temu, że wiem jak pracuje się z kamerą i ze światłem, wskazówki operatora, czy reżysera były dla mnie jasne. Umiałam też bardzo dobrze wyobrazić sobie wizję reżysera. Ze swobodą dyskutowaliśmy o tym, jak mają wyglądać niektóre sceny, co się sprawdzi w obrazku, a co nie. Nie ukrywam, że lubię mieć kontrolę nad procesem powstawania klipów, jednakże cenię sobie pracę z innymi ludźmi. Ufam im. Spotkanie i zderzenie się z wrażliwością drugiej osoby - artysty nakręca mnie i inspiruje. Zawsze jestem bardzo ciekawa, jak ktoś inny opowiedziałby moją historię lub pokazałby mnie w obrazku. Jeżeli koncepcja odpowiada mojej wrażliwości i jest dla mnie interesująca to wchodzę w to.

Jakie widzisz różnice między pracą nad własnymi teledyskami, a realizowaniem ich dla kogoś innego?

- Przy pracy nad własnymi teledyskami trudniej mi o dystans do siebie. Łatwiej buduję mi się koncept, kiedy chodzi o kogoś innego. Dlatego potrzebuję odbicia się ze swoim pomysłem od osoby, z którą pracuję przy danym teledysku. Trudniej jest też, kiedy z pozycji producenta i reżysera muszę przenieść się na drugą stronę kamery i z wolną głową być bohaterem swojego teledysku, wczuć się w klimat bądź historię, którą mam opowiedzieć. Nie mam w tym dużego doświadczenia, ale już wiem, że jest to sytuacja podwójnie stresująca.

Klip do "22" wyreżyserowałaś sama. Chciałabyś pójść w przyszłości w tym kierunku?

- Klip do "22" jest to klip wizerunkowy. Powstał w moim mieszkaniu i był stosunkowo łatwy w realizacji. Świetną robotę zrobiły wizualizacje stworzone przez Rafała Fórmaniaka - VJ Majoneza oraz grafiki cudownej artystki KaPuk. Na planie był jeszcze Bart Meksuła operator i montażysta oraz Tomek "Serek" Krawczyk. Stworzyliśmy kameralną, dobrze zgraną ekipę więc realizacja tego teledysku to była świetna zabawa i czysta przyjemność. Nie myślę o sobie jako o reżyserce i nie wiem również, czy chciałabym nią być w przyszłości. Mam natomiast marzenie pracy przy teledyskach z reżyserami, od których poprzez obserwację będę mogła się cały czas uczyć czegoś nowego.

W "22" pojawia się cała paleta barw, na Facebooku natomiast pytałaś o kolory dla swoich piosenek. Widzisz muzykę w ten sposób?

- W jednym z wywiadów został poruszony wątek synestezji, czyli równoczesnego postrzegania poprzez różne zmysły. Bardzo mnie ten temat poruszył, ponieważ rzeczywiście jako osoba, której pasją jest muzyka i obraz, potrafię nadać muzyce określoną barwę, stworzyć w głowie obrazy, które kojarzą mi się z daną kompozycją. Gdy słucham Bitaminy widzę zieleń i żółć i jestem w sadzie mojej babci. Kiedy zasypiam przy Sławku Jaskułke widzę szaroniebieską wodę. Pomyślałam, że fajnie by było dowiedzieć się, czy moje piosenki pobudzają w odbiorcach jakieś dodatkowe zmysły, czy widzą coś oczami wyobraźni słuchając poszczególnych utworów, w jakie miejsca się przenoszą.

Warstwę muzyczną płyty stworzył Tomasz Krawczyk - jak się poznaliście i jak zaczęła się wasza współpraca zawodowa?

- Z Tomkiem poznaliśmy się w 2014 roku przy współpracy nad debiutancką płytą artystki o pseudonimie Zagi. Dał się wtedy poznać zawodowo jako świetny gitarzysta i ambitny producent, a prywatnie okazał się być najlepszym przyjacielem. Łączy nas pasja, lubimy podobną muzykę, a to co nas różni, w jakiś dziwny sposób napędza nas nawzajem do eksplorowania nowych rzeczy. To wszystko sprawia, że pracuje mi się z Tomkiem bardzo dobrze. Jest między nami porozumienie, inspirujemy się nawzajem i jedno stara się ciągnąć drugie do góry, motywować. Tomek będąc współautorem muzyki i producentem płyty "Nie wiem, czy będę" wykazał się dużym zaufaniem do mnie jako do artystki debiutującej, która stawia swoje pierwsze kroki jeśli chodzi o własne teksty, kompozycje i tworzenie muzyki w ogóle. Szedł za moimi pomysłami, a jeżeli wymagał ode mnie czegoś więcej, to raczej dawał wskazówki i czekał aż dojrzeję do zmian, niż wywierał blokującą presję. Dzięki jego podejściu z każdym spotkaniem odkrywałam w sobie coś więcej i dorastałam jako artystka.

Skoro już jesteśmy przy kooperacjach -  miałaś okazję zaśpiewać z Melą Koteluk specjalną wersję piosenki "Blask". Kto wyszedł z taką propozycją?

- Propozycja stworzenia specjalnej wersji piosenki "Blask" wyszła od naszego perkusisty Kacpra Majewskiego, natomiast Tomek i ja postanowiliśmy dodać tej wersji jeszcze czegoś więcej. To "więcej" z całą pewnością wniosła Mela, która od razu zgodziła się na naszą propozycję. Kiedy zaśpiewała wymyśloną przez siebie partię, wiedziałam, że to będzie wyjątkowe wykonanie. Mela ma niezwykłą zdolność to tworzenia poruszających melodii, wwiercających się w dusze i zostających tam na długo. Byłam wniebowzięta, kiedy wzbogaciła o takie właśnie dźwięki utwór "Blask".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Magda Ruta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje