Reklama

Doda: Ludzie są złaknieni przełamywania tematów tabu

25 stycznia do sprzedaży trafi nowa płyta Dody zatytułowana "Dorota". Wokalistka opowiedziała Interii m.in. o pracy nad albumem, nadchodzącej trasie koncertowej oraz o tym, dlaczego jej piosenki nie są puszczane w radiostacjach.

Doda chce, aby jej singel grano w radiach w całej Polsce

Płyta "Dorota" ukaże się 25 stycznia 2019 roku i znajdą się na niej piosenki nagrane z orkiestrą pod batutą Wojciecha Zielińskiego. Wokalistka zdradziła, skąd wziął się pomysł na wydanie takiego albumu.

Reklama

- Dwa lata temu zaśpiewałam w Opolu piosenkę "Niech żyje bal" z orkiestrą, która po dwóch dniach miała dwa miliony wyświetleń w sieci. Ludzie byli totalnie zaskoczeni nową wersja mnie. Moja babcia, gdy to usłyszała, powiedziała, że muszę nagrać taką płytę: "Doronia, muszą cię usłyszeć z tej strony, z której ja cię znam". Wzięłam sobie to do serca, zadzwoniłam do Wojtka (Zielińskiego - przyp. red.) i zrobiliśmy wspólnie płytę - opowiada Interii Doda.

Nowa płyta Doroty Rabczewskiej zadedykowana będzie zmarłej w czerwcu tego roku babci gwiazdy, Pelagii. Prace nad albumem z utalentowanymi muzykami wokalistka potraktowała jako swoistą terapię po stracie bliskiej osoby. - To super oczyszczające - dodała.

- Tworzenie tej płyty było przygodą, bo dotyka ona różnych etapów mojego życia. Wybrałam na nią m.in. piosenkę, która kojarzy mi się z musicalem "Metro", w którym zaczynałam. Przypomniałam sobie młodość i to, jak marzyłam, aby zostać gwiazdą - wspomina Doda.

Doda płytę postanowiła nazwać "Dorota", chociaż początkowo proponowano jej zupełnie inne tytuły. Dlaczego więc padło na jej imię?  

- Doda to mój pseudonim od 20 lat na scenie, a nikt tak naprawdę nie zna Doroty - twierdzi.

Płytę promuje singel "Nie wolno płakać". Wokalistka wykonała piosenkę m.in. w programie "The Voice of Poland". Mimo sporej popularności (klip zdobył milion wyświetleń w pięć dni), Doda nie może przebić się z singlem do ogólnopolskich radiostacji.

- Działam od 20 lat, wydałam ponad 30 singli i zaledwie trzy z nich trafiły do większych radiostacji i to też na zasadzie jakiegoś dogadywania się. Tak to nigdy nie dostałam szansy lub nawet propozycji przedstawienia własnych utworów. Wiem, ze z takimi problemami borykają się też inni artyści działający od wielu lat i  są spychani do poczekalni. Muszą prosić się o coś, co powinno być obowiązkiem radiostacji, czyli o puszczanie słuchaczom muzyki, której się domagają. To jest przykre, ale z drugiej strony nigdy nie narzekałam. Jednak na "Nie wolno płakać" mi zależy, bo jest dla mnie ważna i chciałabym, aby usłyszało ją jak najwięcej ludzi. Dostałam spory odzew, aby się tym nie przejmować, bo nie żyjemy już w czasach radia. Jestem jednak staroświecka i miło by było usłyszeć się w radiu - podsumowuje wokalistka.

Krótko po premierze singla wokalistka postanowiła zwrócić uwagę na osoby starsze i samotne. Dlatego też wzięła udział w promocji kalendarza "Obecność" Stowarzyszenia "mali bracia Ubogich".

- Premiera skupiła uwagę na tej fundacji. Wiem, że dzięki temu wzrosło zainteresowanie tymi ludźmi i fundusze stowarzyszenia - przyznaje.

W 2019 roku Doda ruszy w trasę koncertową obejmującą największe miasta w Polsce. Wokalistka nie może doczekać się koncertów.

- Udało nam się zorganizować trasę w największych halach w Polsce z ogromną orkiestrą, dwoma scenami, pirotechniką i wizualizacjami. To dla mnie fajne doświadczenie, bo lubię zaskakiwać słuchaczy - opowiada.

Oprócz muzyki Doda nadal będzie spełniać się jako producentka filmowa. W 2019 roku ukazać ma się kontrowersyjny film "Dziewczyny z Dubaju" oparty na książce Piotra Krysiaka o tym samym tytule. Wokalistka liczy, że film wywoła równie spore zainteresowanie jak "Kler" Wojtka Smarzowskiego .

- Popularność "Kleru" pokazuje, że ludzie są złaknieni przełamywania tematów tabu, które w Polsce są i każdy boi się ich podjąć, szczególnie w kraju, w którym władzę trzyma Kościół. Pewnie dlatego wzbudził takie zainteresowanie - komentuje.

- Chciałabym, a by mój film też miał wartość edukacyjną, bo dla mnie jako kinomanki jest to bardzo ważne i takie produkcje chciałabym robić. Żeby nie była to pusta maszynka od zarabiania hajsu - mówi.

Przy okazji Doda przypomniała, jak w przeszłości serwisy plotkarskie starały się zniszczyć jej życie.

- Pamiętam rok 2009, przeczytajcie sobie wiadomości z tamtego okresu na pewnym portalu na mój temat, gdzie nie brano jeńców. Byłam wielki workiem na g**no i pojawiały się artykuły totalnie mnie obrażające i nikt na to nie reagował. Dopiero 10 lat później, kiedy takie działania odbiły się każdemu artyście czkawką, a hejt wymknął się spod kontroli. Teraz jest go coraz mniej. Ale ja musiałam się z tym zmierzyć, gdy byłam młodą dziewczyną. Dla mnie była to zawsze ujma na honorze, ale w końcu zrozumiałam, że nie jestem w stanie z tym nic zrobić - dodaje. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Doda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje