Reklama

"Żadnych kompromisów"

"Left Hand Path", pierwszy album szwedzkiego zespołu Entombed, to dziś - obok wydawnictw Death, Morbid Angel czy Deicide - jeden z klasyków deathmetalowych. Od wydania tej płyty minęło jednak 13 lat i Entombed z czasem ewoluował stylistycznie w kierunku bardziej rockowym. Zresztą sami członkowie zespołu określają to, co dziś grają, jako death'n'roll, a to chyba o czymś świadczy. Nie znaczy to jednak, że muzycy wyzbyli się zamiłowania do ostrego grania. Udowodnili to także na swoim kolejnym albumie o bardzo deathmetalowym tytule "Inferno". Płyta w Polsce ukazała się 14 sierpnia. Z tej okazji Lesław Dutkowski uciął sobie krótką pogawędkę z Jörgenem Sandströmem, basistą Entombed, który w czasie rozmowy spacerował sobie przed swoim domem, wsłuchując się w śpiew ptaków.

Wasz poprzedni album "Morning Star" został nagrany w studiu Polar w Sztokholmie, a nowa płyta "Inferno" w Atlantis. Skąd ta zmiana?

Reklama

Stało się tak dzięki Pellemu Gunnerfeldtowi, który wcześniej korzystał już z Atlantis Studio i polecił je nam. Doskonale wiedział, jakie tam są możliwości. Poza tym my sami chcieliśmy zmienić studio i sprawdzić, co inne miejsce ma nam do zaoferowania. To bardzo fajne studio, wygląda jak stare kino. Jest w nim wiele bardzo wyjątkowego sprzętu, nawet z lat 60. i 70. Było wspaniale i miejsce jest super.

Jak pracowało się w nowym miejscu z Pellem?

Znamy się z nim od wielu lat. On zresztą też jest muzykiem i gra w zespole Fireside. Graliśmy z nimi trasę koncertową, chyba w 1996 roku. Nasza znajomość trwa więc już jakiś czas. Często z nim rozmawialiśmy na temat wspólnej pracy. Tym razem my mieliśmy czas, on również, i nasza współpraca była możliwa. Wszystko poszło bardzo fajnie. Zaraz po tym, jak pojawiliśmy się w studiu, powiedzieliśmy sobie: Może powinniśmy spróbować nagrać to na żywo? i tak też zrobiliśmy. Dopiero po raz pierwszy udało nam się coś takiego zrobić.

Czyli było jak podczas jam session?

Tak. Wszystko oczywiście było już przygotowane, ale całość została zarejestrowana na żywo. Poza wokalami.

To sesja nagraniowa musiała być bardzo krótka?

Zajęło nam to w sumie jakieś osiem dni.

Każdy fan Entombed wie, że członkowie zespołu są wielkimi miłośnikami muzyki filmowej, czego mamy dowody na "Inferno", w postaci choćby "Intermission", czy fragmentu w ostatnim kawałku "Night For Day". Marzycie o tym, aby napisać taką ścieżkę dźwiękową z prawdziwego zdarzenia?

Do tej pory jeszcze nikt nam tego nie zaproponował, ale gdyby to zrobił, na pewno rozważylibyśmy taką możliwość. Napisanie czegoś klimatycznego byłoby naprawdę wielkim wyzwaniem. Myślę także, iż byłoby nam bardzo trudno coś takiego zrobić. (śmiech) I być może właśnie dlatego byśmy spróbowali.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: studio | koncerty | Inferno | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje