Reklama

"Szalony i niekontrolowany proces"

Rozmawialiśmy już z Derrickiem Greenem, była rozmowa z Andreasem Kisserem, dlatego w czerwcu 2003 r., podczas kolejnego pobytu Sepultury w Polsce, przyszła kolej na któregoś z członków sekcji rytmicznej. Igor Cavalera, młodszy brat Maxa, obecnie lidera Soulfly, był chętny do rozmowy o nowej płycie "Roorback", która ukazała się w Polsce pod koniec maja, a także o czasach przeszłych i o tym, co może przynieść zespołowi przyszłość. Trudno jednoznacznie powiedzieć, jakie stosunki panują między Igorem i Maxem, ale jedno można powiedzieć z pewnością - perkusista Sepultury jest równie miłym rozmówcą, jak jego starszy brat. Na kilka godzin przed koncertem w warszawskim klubie Proxima, miał okazję się o tym przekonać Lesław Dutkowski.

"Roorback" to wasza najlepsza płyta spośród wszystkich nagranych z Derrickiem. Czy też masz takie odczucie?

Reklama

Nie. (śmiech) Ja lubię wszystkie nasze płyty jednakowo. To na pewno nie jest nasza najlepsza płyta, tylko kolejny krok w naszej karierze. "Roorback" podoba mi się tak samo, jak "Against" czy "Nation".

Tym razem nie zaprosiliście żadnych gości do studia. Dlaczego? Chcieliście być w po prostu sami?

Czy ja wiem? Nie było to świadome posunięcie. Tak się jakoś naturalnie stało. Goście, którzy wcześniej się pojawiali, to po prostu nasi przyjaciele, którym wysyłaliśmy zaproszenie do wspólnych nagrań. W przypadku "Roorback" pracowaliśmy intensywnie sami, szło nam świetnie i uznaliśmy, że nie ma sensu, aby jeszcze kogoś innego zapraszać.

Czyli to, że na płycie pojawia się tyle melodyjnych partii, szczególnie jeśli chodzi o wokale Derricka, również nie było planowane?

Nie było. Zwykle jest tak, że jesteśmy bardzo otwarci na to, co mamy robić. Jeśli uważamy, że coś jest fajne, nagrywamy to. W Sepulturze coś jest albo dobre, albo złe. Nieważne, czy chodzi o krzyki, czy o coś innego. Skoro coś jest w naszym odczuciu dobre, to znajduje się to na albumie. W taki sposób pracujemy nad wieloma różnymi rzeczami.

Kto wpadł na pomysł tego zabawnego kawałka, który pojawia się po outro?

To jest nagranie z próby. Ćwiczyliśmy sobie nowe kawałki przed wejściem do studia na nagrania i coś takiego się pojawiło. Nie planowaliśmy niczego takiego. Tak po prostu nam wyszło. (śmiech) Zdecydowaliśmy, że zamieścimy to na płycie. Tak dla zabawy.

A jak jest w waszym przypadku z tworzeniem nowych kawałków? Czy któryś z was, na przykład ty albo Andreas, coś wymyślacie, a potem wspólnie pracujecie nad przekształceniem tego w utwór, czy wygląda to jeszcze inaczej?

U nas to jest bardzo szalony i niekontrolowany proces. Wszystko może się na przykład zacząć od tego, że Andreas coś tam wymyśli, albo razem zaczniemy coś tam sobie podgrywać, żeby dojść do jakichś nowych rzeczy. Czasem wszystko zaczyna się od tego, że ja wymyślę jakiś fajny rytm na bębnach. Nie ma żadnej sprawdzonej formuły. Wchodzimy do studia, a potem okazuje się, że coś jest OK, a coś innego jest do niczego. (śmiech)

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: zabawy | studia | rzeczy | brat | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje