Reklama

Reklama

"Romantyczne klimaty"

Ive Mendes przez wielu jest nazywa "brazylijską Sade". Sama wokalistka nie obraża się na to porównanie, a jej debiutancka płyta "Ive Mendes" zdobyła sobie wielu sympatyków. Ciepłe brzmienia, rodem z krainy samby, cieszyły się także sporym uznaniem w naszym kraju. Ive odwdzięcza się częstymi wizytami nad Wisłą. Po raz kolejny seksowna wokalistka przyjedzie do naszego kraju w dniach 19-23 lutego. Tym razem da pięć koncertów w Katowicach, Warszawie, Bydgoszczy, Toruniu i Gdańsku. Z Ive Mendes spotkał się Paweł Amarowicz, by porozmawiać o jej planach i przygotowaniach do nagrań drugiej płyty, a także o negatywnych stronach sławy.

Po raz kolejny przyjeżdżasz do Polski - co cię sprowadza tak często do naszego kraju, gdzie masz naprawdę wielu fanów?

Jestem bardzo szczęśliwa i zadowolona, że mogę znów być w Polsce. Każda wizyta jest trochę inna, ale zawsze czuję się tu świetnie, ludzie są bardzo przyjaźni i życzliwi.

Jak wspominasz swój maraton koncertowy w Warszawie, gdy dałaś aż trzy koncerty w ciągu jednego wieczoru?

Drugi koncert był lepszy od pierwszego, a trzeci od drugiego... (śmiech). To było rzeczywiście trudne, ale dzięki wspaniałej publiczności wydaje mi się, że każdy był inny.

Reklama

To właśnie jest niesamowite podczas koncertów. Im więcej i dłużej śpiewam, tym bardziej czuję się zrelaksowana.

Oczywiście staram się nie przesadzić, ale wtedy było naprawdę super, byłam bardzo"natural high".

Niektórzy krytycy i fani porównują cię do Sade, nazywając brazylijską Sade. Jak reagujesz na tego typu porównania?

Nie mam z tym problemów. Nawet trochę mi to schlebia, jeśli ludzie porównują mnie z tą artystką. Myślę, że z Sade - poza producentem - mamy wiele wspólnego, ale nie znam aż tak dobrze jej twórczości.

Możesz mi wierzyć lub nie, ale mam tylko jedną płytę Sade. Ale bardzo ją lubiłam, gdy byłam młodsza.

A jak doszło do współpracy z jej producentem, Robinem Millerem?

To był przypadek, przeznaczenie. Ktoś kiedyś, w odpowiednim momencie dał mi jego numer.

Jak zmieniło się twoje życie, odkąd stałaś się gwiazdą?

To trochę zabawne, gdy ludzie rozpoznają cię na ulicy. Nie było łatwo się do tego przyzwyczaić.

A zmiany? Na pewno stałam się bardziej pewna tego, co robię, że wybrałam właściwą drogę, moja intuicja mnie nie zawiodła. Stałam się bardziej dojrzała. I nie zamierzam się zmieniać.

Ale są też i ciemne strony. Nocne telefony, ludzie którzy mają obsesję na twoim punkcie. Staram się to ignorować, choć nie zawsze jest łatwo. Czujesz się jak ktoś wyjątkowy, ale także czujesz związaną z tym presję.

Jakie są twoje muzyczne inspiracje?

Uwielbiam Massive Attack, Everything But The Girl, Marvina Gaye'a, Milesa Davisa, ale tylko niektóre utwory.. I wiele innych rzeczy - bossanovy, różne brazylijskie rytmy..

Lubię rzeczy piękne. Kiedy byłam młodsza, uwielbiałam Pink Floyd i Genesis, bo widziałam w tej muzyce piękno. Jeżdżę po świecie i staram się słuchać różnych rzeczy, poznawać coś nowego.

Sama tworzysz muzykę i piszesz słowa swoich piosenek?

Tak, w większości są to moje własne kompozycje. Jeśli z kimś współpracuję i tak piszę słowa i wybieram melodię. Po prostu, gdy coś nie jest moje, czuję wewnętrzny opór przed zaśpiewaniem takiej piosenki. Jest to dla mnie trudne, bo to nie jest "moje".

Podobnie było w przypadku "If You Leave Me Now" [kompozycja z repertuaru amerykańskiej grupy Chicago - przyp. red.]. Ale kiedy zaśpiewałam to kilka razy po swojemu, uznałam, że OK, uda mi się przełamać.

Czy możesz powiedzieć, o czym są piosenki śpiewane przez ciebie po portugalsku?

Piszę o kobiecych związkach z facetami, miłości, uczuciach, naturze... Staram się opowiadać o uczuciach między ludźmi, często w tle występuje księżyc, niebo, ocean, noc, plaża.. Takie romantyczne klimaty.

Ten klimat przenosisz na scenę, wspaniale tańcząc i występując boso.

Tak, muszę czuć związek z miejscem, gdzie jestem, czuć się jego częścią.

Czy jesteś zajęta jakimś nowym projektem? na przykład kolejną płytą?

Pracuję nad nowym albumem. Robin Miller także jest w to zaangażowany i wiele innych osób. Większość utworów zaśpiewana jest po angielsku, kilka po portugalsku. Szczerze mówiąc udało mi się napisać już całkiem sporo utworów, tak dużo, że nawet w studio żartowali, że materiału wystarczy na trzecią płytę.

Ale jedna rzecz ostatnio mnie zdenerwowała i zasmuciła. W sklepie muzycznym w Hiszpanii, na wystawie, wypatrzyłam "mój" album-składankę, na której znalazły się różne piosenki, dema, które wcześniej nagrywałam w kilku studiach. Nazywa się to "Ive Mendes Remixed" i jest to coś o czym nie miałam pojęcia. Wynajęłam nawet prawnika, żeby wyjaśnić tę sprawę.

Najgorsze, że to wyszło przed ukazaniem się mojego drugiego albumu, a poza tym, jeśli wydam swój prawdziwy album z remiksami, to na pewno znajdą się na nim świetni artyści.

Czy Ive Mendes jest internautką?

Tak, bardzo lubię internet, chociaż wiem, że wytwórnie płytowe mają prawdziwy ból głowy związany z nielegalną wymianą plików mp3. A niedługo pojawi się moja nowa strona, przez którą będziecie mogli się ze mną skontaktować i przeczytać co u mnie słychać.

Dziękuję za rozmowę.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | piosenki | rzeczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje