Reklama

"Polacy przypominają Latynosów"

Tanita Tikaram przyszła na świat w Niemczech, w rodzinie brytyjskiego oficera pochodzącego z Fidżi, a jej mama urodziła się w Malezji. Jako nastolatka z całą rodziną przeniosła się do Wielkiej Brytanii. W wieku 19 lat wydała debiutancką płytę "Ancient Heart" (1988), z której pochodziły takie przeboje, jak "Twist In My Sobriety" i "Good Tradition". Jej charakterystyczny, chropawy głos pokochali fani na całym świecie, kupując 4 miliony egzemplarzy debiutu. Przez kolejną dekadę regularnie nagrywała płyty, po czym po wydaniu "The Capuccino Songs" zniknęła za sceny i zamieszkała we Włoszech. Powróciła w 2005 roku, kiedy pod koniec kwietnia do sklepów trafił jej siódmy studyjny album, zatytułowany "Sentimental". Z tej okazji Tanita Tikaram odwiedziła Warszawę, gdzie spotkała się z Pawłem Amarowiczem, by opowiedzieć, co porabiała w ostatnich latach, o swoim powrocie.

Nie słyszeliśmy o tobie od końca lat 90. Co porabiałaś przez ten czas?

Reklama

Wiesz, przez te lata nie siedziałam i nie zastanawiałam się: O kurcze, nic nie robię przez ten czas ze swoją karierą.. Robiłam sporo rzeczy dla siebie. Przez ostatnie trzy lata uczyłam się grać na fortepianie, realizowałam swoje prywatne pasje, które pomagały mi w pisaniu tekstów.

W 1988 roku, kiedy byłaś nastolatką, nagrałaś swój debiutancki album "Ancient Heart", który sprzedał się w ilości 4 milionów egzemplarzy na całym świecie. Jak teraz wspominasz tamte lata?

Pamiętam ciężką pracę, oczywiście to było wspaniałe i sprawiało mi radość, ale była to naprawdę ciężka praca.

Jak teraz reagujesz, kiedy usłyszysz utwór "Good Tradition" w radiu?

To świetny kawałek! (śmiech) I bardzo stary...

Nie sądzisz, że ten sukces przyszedł zbyt wcześnie?

Nie, absolutnie nie. Teraz średnia wieku gwiazdy pop wypada chyba w okolicach 2 lat (śmiech). Myślę, że byłam i tak dość stara. Cieszę się, że to mi się przydarzyło właśnie w tym wieku.

W 1998 dwukrotnie odwiedziłaś Polskę, m.in. w sierpniu zagrałaś na festiwalu w Sopocie. Pamiętasz ten koncert?

Tak, pamiętam bardzo dobrze festiwal w Sopocie. Śmieszna rzecz związana z Polską - mieszkam teraz w Londynie w dzielnicy, w której - z jakichś powodów - mieszka także wielu Polaków, więc czasami mam wrażenie, że w ogóle z Polski nie wyjechałam (śmiech).

W ogóle wydaje mi się, że Polacy przypominają trochę Latynosów.

Przez pewien czas żyłaś we Włoszech, a nową płytę nagrywałaś w Bolonii i Londynie. Gdzie teraz mieszkasz?

Przeniosłam się do Londynu, ale tak naprawdę nie wiem, gdzie teraz mieszkam (śmiech). Londyn to wspaniałe miejsce, bardzo multikulturowe.

Płyta "Sentimental", jak to sugeruje tytuł, jest bardzo łagodna, spokojna. Jak myślisz, skąd się wziął akurat taki klimat?

Nie, nie wydaje mi się, że ten album jest łagodny i subtelny. Powiedziałabym raczej, że jest pełen pasji. Na albumie jest cały mój świat z ostatnich lat, moje przemyślenia i reakcje na to, co się działo wokół mnie. Płyta jest dość intymna i raczej dla ludzi, którzy cenią sobie takie klimaty.

Myślę, że ludzie to docenią i będą zadowoleni, bo piosenki są bardzo silne.

Nie boisz się, że ludzie określą płytę mianem nudnej?

Nie, wcale. To wspaniały album, a jeśli ktoś tak myśli, to chyba nie ma uszu.

Do kogo adresujesz swoją nową płytę?

Nie zastanawiam się nad tym. Nie robię muzyki dla konkretnych grup odbiorców. Gdy pracuję nad albumem nie myślę, jak i przez kogo będzie to odebrane, koncentruję się raczej na tym, co dzieje się we mnie, co chcę przekazać...

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: świat | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje