Reklama

Proces Macieja Maleńczuka. Trafi do więzienia?

Wróciła głośna sprawa procesu Macieja Maleńczuka. Sprawa została wytoczona przez działacza pro-life, który twierdzi, że został zaatakowany przez wokalistę.

Maciej Maleńczuk od lat budzi kontrowersje

Proces dotyczy wydarzeń z 2016 roku, kiedy na krakowskim rynku odbywało się spotkanie Partii Razem, protestującej przeciwko wypowiedzeniu przez rząd konwencji antyprzemocowej. 

Reklama

Obok zorganizowano demonstracje antyaborcyjną, w której uczestniczyło pięciu członków Fundacji Pro - Prawo do Życia. Jeden z działaczy zeznał, że został wtedy uderzony przez Maciej Maleńczuka (sprawdź!) w żuchwę. 

Sąd zaczął rozpatrywać sprawę we wrześniu 2018 roku. Na ostatniej rozprawie wygłoszono mowy końcowe. 

Jak podaje PAP, wyjaśniono m.in. kwestię wpisu na profilu prowadzonym rzekomo przez samego piosenkarza, w którym przyznał się do winy. Okazało się, że wpisu dokonano z IP komputera należącego do firmy, która zatrudniała w tamtym czasie 120 pracowników. Właściciel firmy o niczym nie wiedział i był zaskoczony wezwaniem do sądu. 

Wokalista opowiedział również, jak cała sytuacja wyglądała z jego perspektywy. Miał podejść do działaczy i spytać, co robią na rynku, za co został obsypany wulgarnymi słowami. Maleńczuk miał uderzyć w baner. W odpowiedzi działacz ruszył na niego, a piosenkarz go odepchnął. 

"Maleńczuk, nie dość, że odpowiedział już za niszczenie baneru, może teraz ponieść odpowiedzialność za to, że sam został zaatakowany i że odepchnął atak. Organizacja pro-life i pokrzywdzony żądają dla niego kary pozbawienia wolności w zawieszeniu" - komentuje prawniczka muzyka, Marta Lech.

Odniosła się również do kwestii przyłączenia do sprawy prokuratury. "W jaki sposób prokuratura broni interesu pobitych na przykład podczas marszu 11 listopada kobiet? W tych sprawach prokurator nie występuje po stronie kobiet. A tu "pilnuje interesu publicznego", czyli interesu mężczyzny, który powiedział do Macieja Maleńczuka: 's... ch...', i który okazał się osobą kompletnie niepoczytalną, która za swoje czyny nie ponosi odpowiedzialności karnej?" - pytała.

Te słowa nawiązują do umorzonej sprawy, którą Maleńczuk wytoczył działaczowi pro-life za publiczne znieważenie. Uznano, że oskarżony cierpi na chorobę, przez którą podczas zajścia nie był w stanie kontrolować swojego zachowania. 

"W mowie końcowej zwróciłem uwagę na motyw sprawcy. Oskarżony wyjaśniał, że wdał się w dyskusję z uwagi na niechęć wobec treści banerów, a uderzając pokrzywdzonego odpierał atak. Moim zdaniem zastąpił argument słowa, argumentem siły niedopuszczalnym w debacie społecznej" - skomentował z kolei adwokat działacza, Maciej Kryczka z Ordo Iuris. Dodał również, że policjanci nie widzieli momentu całego zajścia, jednak świadkami byli dwaj inni działacze. 

Wnosi o ukaranie Maleńczuka miesiącem pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz odszkodowanie dla działacza w wysokości pięciu tysięcy. 

PAP/INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Maciek Maleńczuk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje