Reklama

Nina Terentiew o Krzysztofie Krawczyku. "Często przypominał mi tę rozmowę"

Krzysztof Krawczyk zmarł 5 kwietnia. Nina Terentiew, dyrektor programowa Polsatu, wspomniała wielkiego artystę.

Nina Terentiew i Krzysztof Krawczyk w 2014 roku

Andrzej Kosmala w rozmowie z Polsat News powiedział, że Krzysztof Krawczyk zasłabł w domu w poniedziałek (5 kwietnia) i trafił do jednego ze szpitali w Łodzi. W rozmowie z Onetem żona piosenkarza Ewa Krawczyk zaprzeczyła, że przyczyną śmierci był COVID-19.

Reklama

Chcąc uczcić pamięć zmarłego, Telewizja Polsat wyemitowała niezwykły koncert pt. "Życie jak wino".

Krzysztof Krawczyk świętował niezwykły jubileusz 45-lecia swojej pracy artystycznej. Koncert odbył się w Sopocie w 2008 roku. 

Na scenie Opery Leśnej towarzyszyli mu wówczas zaproszeni specjalnie z tej okazji, goście m.in.: TrubadurzyEdyta BartosiewiczNorbi, a akompaniowała orkiestra pod batutą Adama Sztaby.

Podczas koncertu można było usłyszeć takie przeboje, jak: "Bo jesteś Ty""Chciałem być", "Mój Przyjacielu""Parostatek""Trudno tak" czy "My Cyganie".

Na stronie telewizji pojawiły się również wspomnienia Niny Terentiew. "Nie znam ludzi, którzy nie lubili Krzysztofa Krawczyka jako człowieka. Ponieważ Krzyś był niezwykle otwarty, ciepły, serdeczny, nawet do świeżo spotkanych ludzi. W jego towarzystwie każdemu wydawało się, że jest kimś wyjątkowym, kogo zechciał obdarzyć swoją przyjaźnią i uwagą prawdziwy artysta" - mówiła. 

Opowiedziała również, jak rozpoczęła się jej przyjaźń z artystą. "Nasza przyjaźń zaczęła się właściwie od jednego mojego telefonu do Ameryki, kiedy dowiedziałam się od wspólnych znajomych, że ciężko mu już było wytrzymać na obczyźnie i nie wiedział, co ma dalej robić. Moja rada była bardzo prosta: Wracaj i śpiewaj tutaj! Krzyś bardzo często przypominał mi tę rozmowę, mówiąc, że zadecydowała ona o zmianie jego drogi" - wspomniała.

"Pamiętam pierwszy koncert Krzysztofa po powrocie do Polski w 1994 roku, kiedy w typowo amerykańskim kostiumie stanął na deskach Opery Leśnej i właściwie był pełen wątpliwości, jak po latach przyjmie go publiczność. Oczywiście po pierwszych chwilach zaskoczenia, że to on, polski Elvis wrócił do kraju, publiczność zgotowała mu niewyobrażalną owację. Krzyś, oszalały ze szczęścia wbiegł po słynnych schodach Opery Leśnej na samą górę, ściskając dłonie, przytulając rozentuzjazmowanych fanów, w końcu podbiegł do mnie i powiedział: 'Wreszcie czuję, że naprawdę wróciłem do domu!'" - dodała również. 

"Potem spotykaliśmy się wiele razy, nie tylko na sylwestrach, festiwalach i koncertach Polsatu, ale także w życiu prywatnym. Krzyś często mówił mi, że jego tata, śpiewak operowy, tam w niebie jest chyba z niego dumny... Myślę, że są już razem i śpiewają Najwyższemu najpiękniej" - podsumowała dyrektor programowa Polsatu. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama