Reklama

Reklama

Kto odziedziczy fortunę Prince’a?

Krótko po śmierci legendarnego artysty rozpoczęła się dyskusja, kto otrzyma ogromny spadek po muzyku. Według najnowszych informacji Prince nie zostawił testamentu, wszystko wskazuje więc na to, że jego majątek zostanie podzielony.

Prince nie zostawił testamentu?

Jedną z pierwszych plotek na temat spadku Prince'a opublikował brukowiec "The Sun". Dziennikarze gazety twierdzili, że artysta w testamencie 300 milionów dolarów przepisał na rzecz świadków Jehowy.

Teraz jednak na jaw wychodzą kolejne wiadomości. Według TMZ.com Prince wcale nie spisał swojej ostatniej woli, mimo iż był namawiany do stworzenia testamentu. Artysta nigdy nie był tym zainteresowany.

W przypadku braku spisanej ostatniej woli zmarłego prawo stanu Minnesota nakazuje podział majątku pomiędzy najbliższych krewnych. Fortuna Prince’a zostanie więc najprawdopodobniej podzielona między jego rodzeństwo. Muzyk oprócz siostry Tyki Nelson posiadał siódemkę przyrodniego rodzeństwa. Dwójka z nich, brat przyrodni Duane i siostra przyrodnia Lorna, zmarli odpowiednio w 2013 i 2006 roku. Muzyk był dwukrotnie żonaty, jednak każde małżeństwo kończyło się rozwodem. Jego jedyny syn zmarł wkrótce po narodzinach.

Reklama

Według źródeł TMZ.com Prince w ostatnim czasie zmagał się z pewnymi problemami finansowymi. Informator serwisu twierdzi, że artysta wydawał więcej, niż zarabiał. Nie chciał również sprzedać praw do swojej muzyki.

Przypomnijmy, że Prince zmarł 21 kwietnia w wieku 57 lat. Ciało muzyka zostało znalezione w windzie jego posiadłości, gdzie mieściło się również studio nagraniowe. 23 kwietnia odbyła się prywatna ceremonia pogrzebowa, na której ciało "Księcia" zostało skremowane. Dzień wcześniej podano informacje, że przeprowadzono sekcję zwłok, a na wyniki będzie trzeba poczekać do kilku tygodni.  

Jedną z hipotez dot. śmierci Prince’a, jest przedawkowanie przez niego silnych leków przeciwbólowych. Pojawiła się również teoria, według której brak snu (muzyk miał nie spać przez 6 dni) mógł przyczynić się do śmierci artysty.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje