Reklama

Reklama

Ile na odmrożonych koncertach zarabiają gwiazdy disco polo? Ujawniono stawki

"Super Express" postanowił sprawdzić, jak po pandemii wyglądają koncertowe zarobki gwiazd disco polo. Oto, co udało im się ustalić.

Zenek Martynuk na jednym z pierwszych koncertów po pandemii

Pandemia koronawirusa dotknęła całą branżę muzyczną. Brak koncertów i niemal całkowity spadek zarobków dotknął również gwiazd disco polo.

"Pamiętam pierwszy zanik koncertów, przyjechałem, zacząłem częściej przebywać w domu, nie wiedziałem, że mam takie piękny ogród, nie wiedziałem, że mam tyle pilotów, nie wiedziałem, który jest do czego, musiałem też powoli się wszystkiego uczyć" - wspominał Marcin Miller w rozmowie z dziennikarzami "Raportu" .

Gwiazdy disco polo z ulgą przyjęty nowe przepisy, które odmroziły branżę koncertową i pozwoliły ponownie występować przed większą publiką (obecnie na koncertach mogą przebywać osoby zaszczepione i 250 osób niezaszczepionych).

Reklama

"Super Express" zdecydował się przyjrzeć, jakie stawki koncertowe po ostatniej fali pandemii przyjęły największe gwiazdy disco polo.

"Wielu organizatorów próbuje wykorzystać pandemię, żeby zaoszczędzić na zespole, ale ja nie będę schodził ze stawek. 30 tys. to kwota wyjściowa, ale nie będę grał za 5 tysięcy. Wiadomo, że koncerty w plenerze, koncerty w klubach i telewizyjne są inaczej liczone" - powiedział "Super Expressowi" Marcin Miller z Boys.

"Czasem ktoś się targuje, ale nie schodzimy z ceny. Koncerty odbywają się normalnie, więc staramy się nie obniżać zbytnio stawek za występy. Cena za nasz koncert zawiera podatki. Ze stawki musimy opłacić innych muzyków, zatankować busa, wynająć nocleg" - stwierdził Mariusz Brodzik z zespołu Mejk.

Według tabloidu stałe stawki mają też Zenek Martyniuk i MiłyPan. Nieco bardziej elastyczny jest Sławomir Świerzyński.

Wokalista przyznaje, że woli grać za mniejsze stawki niż siedzieć w domu. Dodał też, że obecnie występów jest mniej, a sama sytuacja nie jest idealna. "Jestem realistą. Przetrwałem już różne rzeczy i wiem, że napinanie się i trzymanie się sztywnych stawek za wszelka cenę nic nie daje" - przyznał.

Świerzyński dodał też, że większość pieniędzy z koncertów idzie do zespołu, ale nie ma z tym problemu, bo on sam zarabia m.in. z tantiem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama