Reklama

Howard Grimes nie żyje. Miał 80 lat

Smutne wieści przybyły z Memphis, USA. Ceniony perkusista sesyjny, nazywany ostoją soulowej sceny lokalnej, Howard Grimes, zmarł w wieku 80 lat. Przyczyną jego zgonu była niewydolność nerek.

Smutne wieści przybyły z Memphis, USA. Ceniony perkusista sesyjny, nazywany ostoją soulowej sceny lokalnej, Howard Grimes, zmarł w wieku 80 lat. Przyczyną jego zgonu była niewydolność nerek.
Howard Grimes występował m.in. z Alem Green'em / Amanda Edwards/Getty Images /Getty Images

Howard Grimes zmarł w Saint Francis Hospital w Memphis. Miał 80 lat. Jego śmierć potwierdził Scott BomarThe Bo-Keys, zespołu, w którym razem grali. Grimes był perkusistą sesyjnym w "Hi Records" w latach 70-tych i blisko współpracował z wieloma ówczesnymi gwiazdami, jak Al Green, Ann Peebles i Otis Clay. 

Perkusyjny kunszt Grimesa możemy słyszeć m.in. w wielkich przebojach - "Let's Stay Together" Ala Greena i "I Can't Stand the Rain" Ann Peebles. Powstałe w latach 70. utwory stały się kluczowym fundamentem brzmienia nazywanego czasem przez miłośników soulu "brzmieniem Memphis". Wśród muzyków Howard Grimes miał przezwisko "Bulldog" ze względu na niezwykłą stabilność rytmiczną. Pierwotnie nazwał go tak założyciel "Hi Records", Willie Mitchell. "Willie Mitchell powiedział mi: 'Wiesz, Howard, kiedy grasz, słyszę, że nadchodzisz'" - mówił Grimes w rozmowie z "Memphis Flyer" w 2021 roku.

Reklama

Muzyk dorastał w domu pełnym muzyki, a jego rodzice głównie cenili Duke'a Ellingtona i Cannonballa Adderleya. Zdecydował, że zostanie perkusistą po obejrzeniu w telewizji biografii perkusisty big bandu, Gene'a Krupy. Przed dołączeniem do Hi Rhythm Section, Grimes był regularnym wykonawcą w klubach Memphis i perkusistą na kilku wczesnych wydawnictwach Stax Records w latach 60-tych. Teraz w miejscu, gdzie istniało studio, znajduje się Muzeum Amerykańskiego Soulu. Perkusista został upamiętniony na tablicy przy wejściu do dawnego studia.

Wytwórnia "Hi Records" dla której pracował przez lata, została sprzedane w 1977 roku, co doprowadziło perkusistę na skraj biedny. Stał się bezdomny. "Umierałem i czułem to coś, jakbym był już poza swoim ciałem" - opowiadał o przeszłości muzyk. "Wstałem i byłem w ciemnej jaskini i widziałem światło przez ten tunel. Usłyszałem głos, który mówił: 'Podejdź do światła', [głos] powiedział: 'Dobrze, że mnie posłuchałeś. Odsyłam cię z powrotem" - wspominał.

W późniejszych latach Grimes występował jako członek zespołu The Bo-Keys, a w 2021 roku wydał autobiografię "Timekeeper: My Life in Rhythm", w której opisywał swoje artystyczne życie. Z pewnością jego twórczość pozostawiła niezatarty ślad na kulturze muzyki z Memphis. "Mój beat jest kręgosłupem brzmienia Memphis" - napisał w autobiografii. "Rytm tego miasta biegnie przez moje serce (...) Jestem związany z muzyką tego miasta. Starzy mistrzowie, z którymi grałem, pod których skrzydłami się wychowałem, powiedzieli mi, żebym ich słuchał, opowiadał, co się wydarzyło i pamiętał. Powiedzieli mi, żebym przekazywał dla nich tę prawdę, gdy już odejdą. Oni już prawie wszyscy odeszli" - brzmiał fragment jego książki.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: nie żyje
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy