Reklama

Garou kontra PKP

Polskie Koleje Państwowe pokazały goszczącemu w Polsce Garou nieznane mu dotąd oblicze kraju nad Wisłą. Po ubiegłotygodniowych koncertach w Warszawie i Katowicach kanadyjski wokalista zapragnął pociągiem pojechać do Pragi, co okazało się dużym błędem.

Garou wraz ze swym menedżerem i ochroniarzem chcieli zająć miejsca w wagonie sypialnym. Konduktor oświadczył im, że muszą wykupić... osiem biletów.

Reklama

"Stwierdził, że on zna takich artystów i tacy artyści to będą kładli bagaż na pościeli czystej, i on nie będzie chodził po przedziałach i sprawdzał" - opowiada Andrzej Korczak z Agencji Koncertowej Krab, który odprowadzał piosenkarza na dworzec.

Prawdopodobnie jednak głównym problemem okazał się fakt, że zagraniczni goście mieli przy sobie euro, a nie korony (wymagane przy wyjeździe do Czech) i nadgorliwy konduktor odmówił im miejsca w pociągu. Tak czy inaczej kłopotliwi pasażerowie zostali usunięci z pociągu, a Garou zdecydował się pojechać do Czech wynajętym samochodem.

"To duży wstyd dla nas. Mogę tylko ze swej strony przeprosić muzyków i wszystkich tych, którzy w całym zajściu uczestniczyli" - powiedziała Anna Rosiek, rzecznik InterCity.

Z kolei rzecznik Warsu, którego pracownikiem jest sprawca całego zamieszania, zapowiedział, że konduktor najprawdopodobniej straci pracę. Bezpośrednim powodem jego zwolnienia ma być jednak nie obcesowe potraktowanie znanego piosenkarza, lecz niezastosowanie się do polecenia kierownika pociągu.

INTERIA/RMF

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: polskie koleje | konduktor | PKP | Garou

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje