Reklama

Eddie Van Halen walczy z rakiem. Niepokojące informacje o stanie zdrowia gitarzysty Van Halen

"Ed nie czuje się dobrze" - zdradził David Lee Roth, wokalista grupy Van Halen. Przypomnijmy, że według nieoficjalnych wciąż informacji jego kolega z zespołu, niespełna 65-letni wirtuoz gitary Eddie Van Halen od dłuższego czasu walczy z rakiem.

David Lee Roth i Eddie Van Halen podczas koncertu Van Halen - wrzesień 2015 r.

Na początku XXI wieku u Eddiego Van Halena zdiagnozowano raka języka - część tego organu została mu usunięta po diagnozie.

Reklama

Rockman wierzy w to, że na rozwój choroby mógł mieć wpływ fakt, że przez lata wkładał metalowe części gitar do ust.

Według serwisu TMZ przez ostatnie pięć lat gitarzysta hardrockowej grupy Van Halen (sprawdź!) latał pomiędzy USA a Niemcami na leczenie w postaci radioterapii.

Nieoficjalnie podawano, że komórki nowotworowe rozsiały się na gardło. W listopadzie 2019 r. muzyk miał trafić do szpitala.

Pod koniec września ub. r. wokalista David Lee Roth powiedział, że jego zdaniem "Van Halen jest skończony". Teraz w najnowszym wywiadzie Lee Roth przyznał, że jego kolega "nie radzi sobie dobrze".

W związku z niejasną sytuacją macierzystej grupy (ostatnie doniesienia na temat zespołu sięgają 2015 r., kiedy to Eddie Van Halen wstępnie mówił o szykowaniu nowego albumu, następcy "A Different Kind of Truth" z 2012 r.) wokalista rozpoczął rezydenturę w Las Vegas.

Dodajmy, że Lee Roth będzie także poprzedzał grupę Kiss w Ameryce Północnej podczas ich pożegnalnej trasy.

Kwartet Van Halen w latach 80. był jednym z najpopularniejszych zespołów na świecie, a miejsce na szczycie zawdzięcza płycie "1984" (z przebojami "Jump" i "Panama" na czele - posłuchaj!), która tylko w samych Stanach Zjednoczonych sprzedała się w ponad 12-mln nakładzie.

Ostatni skład grupy tworzyli David Lee Roth, Eddie Van Halen, grający na basie jego syn - Wolfgang Van Halen oraz brat Eddiego - perkusista Alex Van Halen.

Poza swoją macierzystą formacją Eddie zabłysnął w 1982 roku, kiedy do współpracy zaprosił go Quincy Jones, producent i współtwórca przełomowej płyty "Thriller" Michaela Jacksona. Początkowo gitarzysta myślał, że ktoś sobie robi z niego telefoniczne żarty. Kiedy w końcu uwierzył, że to naprawdę Quincy Jones, od razu zdecydował się przyjąć propozycję.

Eddie zagrał improwizowane solo w piosence "Beat It", w dodatku zrobił to za darmo. "Zdaniem wszystkich naokoło byłem kompletnym głupkiem, ale ja wiedziałem, co robię" - wspominał po latach. Główne partie gitary w "Beat It" należą do Steve'a Lukathera, lidera grupy Toto. Eddie nie pojawia się też w teledysku.

Eddie Van Halen ma w swoim domu ponad 650 gitar, wiele z nich sygnowanych jest jego nazwiskiem. Do gitarzysty należy też kilka patentów związanych z osprzętem.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Eddie Van Halen | Van Halen | David Lee Roth

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje