Reklama

Reklama

Afera po "Sprawie dla reportera". Zespół Masters komentuje kontrowersje

Menedżer zespołu Masters zabrał głos po mocno krytykowanym odcinku "Sprawy dla reportera". Widzowie nie kryli oburzenia tym, co pokazano w TVP.

Paweł Jasionowski (Masters) wystąpił w "Sprawie dla reportera" i wywołał burzę

Przypomnijmy, że w ostatnim odcinku "Sprawy dla reportera" Elżbiety Jaworowicz, bohaterką była pani Maryna z Ukrainy.  Kobieta, która sama wychowuje syna, walczy z mężem Polakiem o prawa do opieki nad pozostałą dwójką dziećmi. 

Już sama promocja odcinka w spocie telewizyjnym była niefortunna. Użyty w nim został krótki fragment wypowiedzi kobiety, w której zrelacjonowała co dostała od męża na dzień kobiet. "Dostałam słoik śledzi. Bo stwierdził: 'Róże zwiędną, a śledzie zjesz'" - wyjaśniła kobieta. 

Widzowie nie kryli oburzenia sposobem przedstawienia problemów poszkodowanej kobiety. Sporo kontrowersji wzbudziła również końcówka programu.

Reklama

Oprócz tego, że w odcinku pani Maryna nie otrzymała żadnej konkretnej pomocy, na koniec musiała znieść występ Pawła Jasionowskiego z grupy Masters, który zaśpiewał z playbacku przebój... "Żono moja". Pani Maryna nie wiedziała jak się zachować, w pewnym momencie z jej oczu popłynęły łzy.

"To jest cyrk a nie poważny program. Kompletny brak wyczucia, empatii", "Z tak dobrego i pożytecznego programu zrobiono kabaret", "'Sprawa dla reportera' sięga dna" - czytamy na Facebooku TVP.

Zespół Masters komentuje aferę po "Sprawie dla reportera"

Głos zabrał menedżer zespołu, Marek Kłosiński. W rozmowie z Plejadą wziął w obronę swoich podopiecznych i dodał, że nikt nie miał zamiaru komuś sprawić przykrości.

"Jeśli chodzi o ten konkretny przypadek, to nie można tak podejść do sprawy, że ta piosenka się tylko źle kojarzy. Bo jeżeli ta pani przez tyle lat żyła ze swoim partnerem, to znaczy, że były też między nimi dobre chwile, to nie była tragedia cały czas. Paweł zaproponował jej do posłuchania ten utwór właśnie po to, by pomyślała o tych dobrych chwilach" - mówił Plejadzie Kłosiński.

Kłosiński zaznaczył, że piosenka "Żono moja" wielokrotnie podnosiła na duchu ludzi na koncertach, a nawet zdarzało się, że godziła pokłóconych małżonków.

"Zamysł produkcji był taki, by zakończyć tę sytuację jakimś miłym akcentem, a nie, żeby ‘dokopać’. Trzeba powiedzieć jasno: my jesteśmy od tego, by dawać ludziom szczęście i radość. Nie jesteśmy kabaretem, który naśmiewa się z kogokolwiek. Zajmujemy się tworzeniem muzyki do tańca, przy której ludzie mają się cieszyć. Nie może to być odbierane inaczej!" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje