Reklama

Przemruczeć lato

Macy Gray "The Sellout", Universal

Nowy album Macy Gray zbiera na Zachodzie cięgi. Niesłusznie. O niczym przełomowym nie może być mowy, ale wolne od napięć, naturalne "The Sellout" broni się w sezonie ogórkowym.

Reklama

Artystka chciała podobno nagrać płytę tak popową, jak to tylko możliwe. Zadziałał mechanizm autoimmunologiczny i nie wyszło. Powstał za to spójny, niespieszne przemruczany album, utrzymany w bezpiecznej odległości od najmodniejszych producentów, electro i trance'owych brzmień. Dobrze się stało. Bo to nie tak, że mamy do czynienia z pulpą, która niczym się nie wyróżnia. Elektryczny funk w stworzonym wespół z Australijczykiem z Kazem Jamesem "Lately" buja jak trzeba. Glamrockowy "Kissed It" (gościnnie Velvet Revolver) nawet lekko intryguje. Muzyczne aluzje sięgają od doo-wop'u, przez surf rock, po lata 80. i akustyczny folk pop, choć dawkowane są raczej lękliwie, ręką kucharki-stażystki, która chce, żeby wszystkim smakowało.

Nie chcę kłamać, że obyło się bez zapychaczy. Dodam jednak, że najwięcej obowiązków producenckich spadło na barki Jareda Lee Gosselina. Facet pochodzi z Detroit, miasta słynnej wytwórni Motown. Tam zadbali o wykształcenie żółtodzioba, który siedział już w studiu z Indią.Arie i Corinne Bailey Rae. O fuszerce nie może być zatem mowy. Rutyniarzom pokroju Rodneya Jerkinsa i Hit-Boy'a wielkie single zdecydowanie się nie udały, acz przynajmniej nie drażnią.

Czemu w takim razie Gray zawdzięcza negatywne recenzje? Temu, że nagrała płytę, której źle słucha się fragmentami. Nie przystaje do nerwicy czasów formatu mp3, gdzie przerzucając tony nagrań wyłapujemy strzępki kawałków i idziemy dalej. Gdy podchodzić do niej w ten sposób rzeczywiście będzie nudna, niezdolna do zatrzymania dłużej naszej uwagi. Dopiero kiedy puścimy ją sobie w tle, najlepiej zapętloną, zdamy sobie sprawę z tego, jaka to sympatyczna, nieinwazyjna, bardzo przyzwoicie zrobiona muzyka. O ile nie będziemy wsłuchiwać się w teksty, bo te Macy chwały absolutnie nie przynoszą.

A że mogło być ambitniej? Ano mogło. Piosenkarka zupełnie niepotrzebnie obiecuje w otwierającym numerze podjęcie ryzyka, którego nie podejmuje. Ale naprawdę nie każda dziewczyna parająca się r'n'b musi być od razu Eryką Badu czy Janelle Monae. Mamy lato, sporo gorących, leniwych dni, zakończonych długimi ciepłymi wieczorami - gwarantuję, że "The Sellout" jest w stanie ten czas uprzyjemnić.

6/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Macy Gray | lato | Natalie McIntyre | The Sellout

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje