Reklama

Dawid Podsiadło "Lata dwudzieste": głos pokolenia [RECENZJA]

Dawid Podsiadło wydał album "Lata dwudzieste". Udany? /Daniel Jaroszek /materiały prasowe

Z ostatnim albumem Dawida Podsiadło "Małomiasteczkowy" na początku nie za bardzo się polubiłem. Po miesiącu od premiery to była jedna z moich ulubionych płyt, do której dziś często wracam. Czy z "Latami dwudziestymi" będzie podobnie?

Dawid Podsiadło przed premierą krążka zapowiadał, że z racji, że zbliża się do trzydziestki, to "Lata dwudzieste" są dla niego niczym "zderzenie z nastoletnim wyobrażeniem o tym, kim wtedy będzie". I gdy czytam o parę lat młodszym Macie, nazywanym "głosem pokolenia", to wiem, że chętniej bym na jego miejscu postawił właśnie Podsiadłę. Świadczy o tym najlepiej nowa płyta, w której wyśpiewuje to, co kołacze się w głowach też jego rówieśników. I nie chodzi tu o górnolotne, zmieniające bieg rzeki koncepcje, tylko to, co wielu przeżywa w zaciszach swoich domów.

Reklama

Pierwszy rzut oka na okładkę - zajadący uszko Podsiadło jest nadal (jak w "Trofeach") obiektem westchnień całej Polski. Okładkowy kolaż ma z pewnością wiele znaczeń, które będziemy odkrywać jeszcze długo po premierze albumu. Do tej całej nieoczywistej opowieści, jaką są "Lata dwudzieste" bardzo pasuje inspirowane "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" nagromadzenie dosłownie wszystkiego. I pole do interpretacji, które uruchamia się, gdy muzykę łączymy z obrazkiem.

Potem - pierwszy dźwięk. Myślałem, że przypadkowo włączyłem "Everybody" Backstreet Boys  - to jednak "WiRUS" (posłuchaj!), czyli początek kolejnej szalonej podróży w wykonaniu jednego z najpopularniejszych polskich artystów. Taneczny numer - jak sugeruje tytuł - dosłownie zaraża pląsami. "TAZOSy" (sprawdź!) to mrugnięcie okiem do wszystkich urodzonych w latach 90., którzy uwielbiali kolekcjonować dodawane do chipsów krążki. Poza tym spora dawka nostalgii wobec tych dziecięcych, po prostu łatwiejszych czasów. 

"HALO" już po pierwszym refrenie wyrósł na mojego faworyta. Dawid Podsiadło ma niespotykaną zdolność do opisywania w prosty sposób zwykłych, ludzkich spraw. Szczególnie bliskich osobom w jego wieku. Syntezatorowe, wwiercające się w ucho wstawki świetnie kontrastują z dość pesymistycznym tekstem (sprawdź!). 

Album wyprodukował sam artysta na spółkę z Jakubem Galińskim. Część piosenek brzmi jak podkłady żywcem wyjęte z konsoli Nintendo. I nie jest to zarzut, a celowy zabieg, który w każdym dwudziesto- czy trzydziestokilkulatku rozbudzi skryte wspomnienia z dzieciństwa. Z drugiej strony - słuchając i jednocześnie rozumiejąc teksty poszczególnych utworów czuję, że "Lata dwudzieste" momentami są niczym "Małomiasteczkowy 2". Tyle, że bardziej taneczne.

Dawid Podsiadło "Lata dwudzieste": recenzja płyty

Na nowym krążku, podobnie jak "Małomiasteczkowym", jest bardzo dużo przede wszystkim o relacjach i tym, co dzieje się, gdy się skończą. Ale jest też o naszej polskiej rzeczywistości, a między wierszami dostaje się każdemu, kto widzi źdźbło w cudzym oku, a belki w swoim nie zauważa - mowa o "POŚCIE" (posłuchaj!), pierwszym singlu z albumu. 

I tu trzeba Dawidowi oddać, że nawet jeśli piosenka wydaje mi się brzmieniowo być czymś, co mam wrażenie już znam, to historie zawarte w tekstach są aktualne i bliskie, a czasem odkrywają coś nowego. Płytę można podzielić na dwie części - bardziej przebojową, acz nostalgiczną, a także tę balladową, która jest najwidoczniej małym ukłonem w stronę fanów krążka Podsiadły "Annoyance and Disappointment"

Serce szczególnie kradną jeszcze dwa świetne numery - "millenium" (posłuchaj!) oraz "mori" (posłuchaj!), czyli opowieść o odejściu. Śmierci, która nie jest tak silna, jak miłość - śmierci, która zawsze przychodzi za wcześnie. To chyba najpoważniejsza kompozycja na krążku. "A miejsce będzie zawsze obok mnie/ Czekać aż i Ty dołączysz tu".

Dawid zaprosił na album dwie cenione artystki - w "O czym śnisz?" (posłuchaj!) słyszymy sanah, a "ajweniak" to duet z Nosowską (sprawdź!). Pierwszy z numerów to ich szczera opowieść o początkach na scenie - tym bardziej przejmująca patrząc na to, jak duży sukces odnieśli zaczynając kariery w talent show i że ta droga nie zawsze była dla nich taka prosta. 

Dobrze, że znalazły się tu "Kolce i Róże", bo w takim repertuarze kupuję Dawida najbardziej. Od początku jego kariery wiemy, że potrafi malować głosem, a najbardziej zyskuje w nieprzekombinowanych aranżacjach. Szkoda, że ostatnia piosenka jest tak krótka, ale mam nadzieję, że to wprowadzenie do nowej drogi, jaką chce kroczyć, a w której częściej swoje stopy postawi na bardziej naturalnej muzycznie ścieżce.

"Lata dwudzieste" nie są wielkim krokiem milowym w katalogu Dawida Podsiadło, ale kolejnym dobrym krążkiem naszpikowanym odniesieniami do teraźniejszości, a zarazem zanurzonym w przeszłości - nie tylko jego, jako artysty, ale także wszystkich słuchaczy, których w momencie przekroczenia "magicznej trzydziestki" czeka pierwszy w życiu bilans swojej ziemskiej wędrówki.

Dawid Podsiadło "Lata dwudzieste", Sony 2022

7/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy