Reklama

Reklama

Calvin Harris "Funk Wav Bounces, vol. 2": Chwile lenistwa pod palmą

Nadszedł długo oczekiwany sequel najbardziej wyczilowanej pozycji w katalogu Calvina Harrisa. I mimo niewątpliwych walorów, lenistwo udzieliło się tu gospodarzowi i gościom trochę za bardzo.

Nadszedł długo oczekiwany sequel najbardziej wyczilowanej pozycji w katalogu Calvina Harrisa. I mimo niewątpliwych walorów, lenistwo udzieliło się tu gospodarzowi i gościom trochę za bardzo.
Okładka albumu Calvina Harrisa "Funk Wav Bounces, vol. 2" /materiały prasowe

Przyznam, że nie wierzyłem w nadejście drugiej części "Funk Wav Bounces". Pierwsza, promowana przez legendarne już "Feels", wyszła w końcu 5 lat temu i była niesamowitym powiewem świeżości. W końcu Harris wypuścił płytę, która stanowiła radykalne odbicie od EDM-owych przebojów, które zapewniły mu ogromną popularność i emeryturę, a jednocześnie stanowiła duże mrugnięcie w stronę początków jego twórczości spod znaku "Ready for the Weekend" i "I Created Disco".

Wydawało się, że od czasu "Funk Wav Bounces, vol. 1" Calvin Harris skupi się wyłącznie na wypuszczaniu samodzielnych, bardzo zgrabnych singli nawiązujących stylem do wspomnianej płyty ("One Kiss", "Giant" czy "Promises"), oraz krótkich epek wypuszczanych pod aliasem Love Regenerator. A tu proszę - doczekaliśmy się. Tylko czy to pozycja godna bardzo udanego poprzednika? Niestety, tu już mam wątpliwości.

Reklama

Jasne, nie brakuje tu przebojowych momentów ubranych w odzienie z disco czy soulu. Bas funkcjonuje jak trzeba, nie oszczędzając brzdęków wynikających z funkowego slapowania i sprawdza się nawet w przypadku utworów dużo wolniejszych, które nie wymagają takiej ekspresji. Atmosfera jest wybitnie wakacyjna: nakazuje ubrać strój kąpielowy, rozstawić leżak na balkonie i popijać drinka z palemką.

Nie ma serca ten, kto nie da się porwać "Potion"Duą LipąYoung Thungiem, które rozleniwioną atmosferę wywodzi się w prostej linii z "Future Nostalgii" obecnej tu wokalistki. "Stay with Me" z Justinem Timberlake'iem, Pharrellem i Halsey ma w sobie zaraźliwość "Feels" z pierwszej części "Funk Wav Bounces". Laidbackowe "Live My Best Life" ze Snoop Doggiem i Latto podśpiewa się niemal z automatu.

Tylko to zdecydowanie nie jest pozycja równa. Nie popisał się Busta Rhymes, który boombapową energią naciera w "Ready Or Not", ale sam tekst zarapował już dekadę temu w utworze Chrisa Browna "Sweet Caroline". 21 Savage brzmi w "New Money" jakby w trakcie nagrywania wokali na mikrofonie ze Skype'a raperowi zaczęła wchodzić kodeina. "Lean On Me" brzmi jakby Swae Lee wypalił się z pomysłów i próbował stworzyć drugi "Sunflower", ale pozbawiony słonecznego blasku i zapachu kwiatów (tak, wiem, że "Sunflower" to słonecznik - chciałem zabłysnąć, zrozumcie recenzenta).

Gdzieś w tym wszystkim rodzi się refleksja, że o ile pierwsze "Funk Wav Bounces" brzmiało świeżo, tak po 5 latach przerwy, przeciętej niewątpliwym wpływem "Future Nostalgia" na brzmienie popu, druga część jest zwyczajnie odtwórcza. Tym bardziej, że gdzieś zupełnie uciekły brzmieniowe wyróżniki Calvina, obecne nawet wtedy, gdy szedł w EDM-ową papkę albo bawił się na całego w nu-disco. Co więcej, przy odsłuchach "Funk Wav Bounce vol. 2" łapię się na tym, że o ile potrafię nieźle bawić się w trakcie, tak po odsłuchu w głowie zostaje już niewiele. A tych odsłuchów było całkiem sporo, więc nie jest to najlepszy znak.  

Calvin Harris, "Funk Wav Bounce, vol. 2", Sony Music Entertainment

6/10

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL