Reklama

Open'er 2011

Open'er 2011: Z nosem przy pianinie

Chrisowi Martinowi z Coldplay ewidentnie się w Polsce spodobało, a Paolo Nutini okazał się największym, pozytywnym zaskoczeniem pierwszego dnia Open'era.

Wystartowała 10., a więc jubileuszowa, edycja Open'er Festival w Gdyni. Mikołaj Ziółkowski (szef Alter Artu, organizatora festiwalu), z którym spotkaliśmy się przed występem The National, zaznaczył, że jeśli chodzi o budżet jest to rekordowa impreza w Polsce. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że lwią część tego budżetu stanowi honorarium Prince'a, a i czwartkowa gwiazda - brytyjski Coldplay - również się do tego przyczyniła.

Reklama

Pierwszy dzień festiwalu okazał się wielką wtopą... meteorologów. Wszędzie zapowiadano burze, deszcze, nocny chłód i Bóg wie, jaki jeszcze armagedon, a tu, owszem, czasem zawiało, ale w ogóle nie padało! Być może kalosze i peleryny przeciwdeszczowe przydadzą się w kolejne dni. Oby nie!

Zaskakująco dobra pogoda była chętnie komentowana przez festiwalowiczów, pojawiły się nawet, wygłaszane pół-żartem, pół-serio, teorie spiskowe (jedna z nich mówiła o rozpylaniu tajemniczej substancji nad terenem festiwalu).

Menedżer na dywanik

Pierwszego dnia Open'era przyjechało do Gdyni 60 tys. uczestników, jak poinformował nas Ziółkowski. Z tego kilkanaście tysięcy przybyło specjalnie na Coldplay. Brytyjczycy po raz pierwszy wystąpili w Polsce, ale z pewnością nie ostatni. Muzycy świetnie się bawili na scenie, a po koncercie kłaniali się w pas z takim zapałem, że zapowiedź Chrisa Martina należy traktować zupełnie serio. Jaką zapowiedź? Otóż uśmiechnięty od ucha do ucha wokalista oświadczył, że w przyszłym roku Coldplay ponownie zjawi się w Polsce.

- Musimy spytać naszego menedżera, dlaczego trzymał nas tak długo z dala od was. Brzmicie zjawiskowo - komplementował publiczność frontman Coldplay po tym, jak kilkanaście tysięcy gardeł śpiewało refren "The Scientist" ("Nobody said it was easy...").

Dużą ulgą była stosunkowo dobra wokalna forma Martina (bo jak ma zły dzień, to chowaj się, kto może, zwłaszcza przy "Viva La Vida"), dużym zaskoczeniem natomiast należy uznać nieoczywisty zestaw utworów prezentowanych przez Coldplay w tym roku. Było kilka nowych piosenek, a przede wszystkim sporo nie-singlowych numerów takich jak "Politik", "God Put A Smile Upon Your Face" czy "Everything's Not Lost". Zaskakujące było też omijanie piosenek z albumu "X&Y" (poza "Fix You"). Nie było więc ani "Speed Of Sound", ani "The Hardest Part" czy naszych faworytów - "What If" i "White Shadows".

Nie wiedzieć czemu najbardziej zapadł nam w pamięć taki obrazek: Chris Martin gra na pianinie; jest pochylony tak głęboko, że prawie nosem dotyka klawiszy; jakby chciał z bliska obejrzeć, obwąchać, dotknąć każdy dźwięk. Wyglądało to niemalże mistycznie. Również fani, z którymi rozmawialiśmy, zapamiętali ten moment.

Zapamiętajcie tego faceta

Jeżeli komuś wydaje się, że Paolo Nutini - wystąpił na scenie namiotowej godzinę po rozpoczęciu koncertu Coldplay - to słodziutki lowelas wykonujący miałkie piosenki dla nastolatek, to jest w grubym błędzie.

Wokalista to charyzmatyczny frontman, który dysponuje charakterystyczną - i zarazem charakterną - barwą głosu i szorstką chrypą. Pomyślcie o takim alternatywnym i młodym Rodzie Stewarcie. Co więcej, facet znakomicie potrafi korzystać z daru natury i czyni to bardzo wyraziście, śpiewając całym ciałem. To nie jedyny atut wokalisty. Paolo świetnie odnajduje się w najróżniejszych gatunkach. W Gdyni zaprezentował kompozycje oldschoolowo rockowe, swingowe, reagge, wreszcie taneczny hicior MGMT "Time To Pretend".

Pewnie już to ktoś kiedyś napisał, ale wokalista łączy ciepło swoich włoskich korzeni z zadziornością szkockiego charakteru, bo z tego kraju pochodzi artysta. Koncert Paolo Nutiniego będzie na pewno jednym z pozytywnych zaskoczeń tegorocznego Open'era.

Amerykańska elegancja

"Whenever you're here you are alive/ Devil says you can do what you like".... Twilight Singers zaczęli tak, jak zaczyna się ich ostatnia płyta "Dynamite Steps" - od "Last Night In Town". Rozkręcali się powoli, jakby byli nie do końca rozgrzani, a dodatkowo zmagali się z nieprzystającą do ich noir-rockowego repertuaru porą. Wciąż świeciło słońce, a wiadomo że piosenek Grega Dulliego powinno słuchać się po zmroku.

Jednak lider Twilight Singers nie z takich opresji - także życiowych - wychodził obronną ręką. Bagaż niekoniecznie pozytywnych doświadczeń słychać było w styranym, acz czystym głosie wokalisty Twilight Singers. Właśnie wokal Grega był głównym bohaterem tego koncertu. A wykonanie "Too Tough To Die" było po prostu przeszywające.

Podczas koncertu usłyszeliśmy nie tylko piosenki Twilight Singers. Muzycy wpletli w autorski repertuar także "All You Need Is Love", które w wykonaniu Amerykanów zabrzmiało bardzo złowieszczo, oraz "Another Brick In The Wall 2", gdzie nauczyciela w tekście utworu zastąpił ojciec. A na koniec usłyszeliśmy jeszcze klasyk "Everlasting Love". No tak, w końcu Greg Dulli śpiewa przede wszystkim o miłości, choć niekoniecznie "wiecznie trwającej". Mroczny i gęsty klimat podkreślała wykwintna czerń ubioru muzyków. A że Dulli to elegancik świadczył fakt długotrwałego poprawiania kołnierza koszuli.

Na elegancki image - ale to w przypadku tego zespołu norma - postawili również The National. Także i tym razem okoliczności koncertu miały się nijak do muzyki formacji, ale ponownie nie stanowiło to żadnego problemu dla brodatego Matta Berningera i spółki.

W Gdyni usłyszeliśmy materiał pochodzący głównie z ostatniego albumu "High Violet". Fani nie mogli narzekać, w końcu to szczytowe osiągnięcie The National. A zespół w Polsce ma wierną grupę sympatyków, którą zdobył nie tylko znakomitymi płytami, ale też rewelacyjnymi koncertami podczas niedawnej mini trasy po naszym kraju.

Na Open'erze nie zabrakło popisowego numeru Berningera. Wokalista The National w trakcie utworu "Terrible Love" brawurowo wspiął się na metalową barierkę oddzielająca tłum, by później wskoczyć w publiczność, kupując ją tym prostym, acz skutecznym gestem. Reakcja publiczności była równie spektakularna, symbolicznie puentując kolejny udany koncert The National w Polsce.

Taneczny finał

Za sprawą Simian Mobile Disco (scena główna) i Caribou (scena namiotowa) Open'er po klimatycznym koncercie Coldplay zamienił się w taneczny klub. O ile Simian Mobilie Disco serwowali mocno dance'owe klimaty, to już występ Caribou nie należał do oczywistych propozycji na dancefloor. Choć liderem zespołu jest wokalista Daniel Snaith, to jednak uwagę przyciąga ekspresyjny i widowiskowy perkusista grupy, którego zestaw - nie bez powodu - wysunięto prawie na brzeg sceny. To właśnie on skradł show podczas hipnotyzującego występu Caribou.

A co w piątek?

Drugi dzień festiwalu to przede wszystkim występ reaktywowanej w tym roku brytyjskiej grupy Pulp, która zasygnalizowała już powrót do najwyższej, koncertowej formy. Oprócz tego zobaczymy również Monikę Brodkę, Foals, D4D, Crystal Fighters czy Youssou N'Doura. Już teraz zapraszamy do czytania (i oglądania) naszych relacji z kolejnych dni Open'era!

Z Gdyni Michał Michalak i Artur Wróblewski

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Coldplay | Open'er Festival | festiwal | Gdynia | Coldplay | Pustki | National