Reklama

"The Voice Of Poland": Słodkie jest życie faworytów (jurorów)

"Jesteś przedłużeniem mojego penisa w tym programie" - w ten sposób Nergal pochwalił "swojego zawodnika" Damiana Ukeje, nie starając się nawet ukryć, kto jest jego ulubieńcem z zespołu. Swoich wyraźnych faworytów, którzy zawsze mogą liczyć na wsparcie i pomoc jurorów, mają również Kayah i Ania Dąbrowska. Czy to jest fair wobec pozostałych uczestników "The Voice Of Poland" i idei programu w ogóle?

Za nami czwarty pokazywany na żywo odcinek "The Voice Of Poland". Coraz wyraźniej i jaskrawiej widać, jak rozkładają się sympatie jurorów programu: Kayah, Ani Dąbrowskiej, Nergala i w mniejszym stopniu Andrzeja Piasecznego, któremu jako jedynemu z oceniających udało się uniknąć ewidentnego wskazania swojego faworyta z zespołu.

Czyj jest Mateusz? Kayah

Reklama

Najszybciej ze swoimi zdradziła się Kayah, która artystycznym afektem obdarzyła znanego sobie już wcześniej Mateusza Krautwursta (sprawdź profil zespołu wokalisty The Positive w Muzzo.pl), z którym miała okazję współpracować i o którym już na wczesnym etapie "The Voice Of Poland" mówiła, że jest "artystą kompletnym". Niedawno Kayah zmieniła ton wypowiedzi i o uczestniku show wyraziła się słowami... "mój Mateusz".

Przypomnijmy, że gdy Krautwurst nieelegancko i niegrzecznie odezwał się do Ani Dąbrowskiej, Kayah stanęła w obronie swojego podopiecznego. I choć prowadzący Hubert Urbański szybko przywołał uczestnika do porządku ("Zachowajmy hierarchię. To są trenerzy, a ty - i pozostali uczestnicy - aspirujecie"), artystka cieszyła się z odmiennych opinii i wychwalała wykonanie utworu "Ostatni" Edyty Bartosiewicz. "Urodą tego świata jest to, że jesteśmy bardzo różni i różnie odbieramy. Jeżeli ktoś ma ogromny wachlarz środków wyrazu, musi używać ich wszystkich. Nigdy nie nazwałabym tego nadinterpretacją [w ten sposób Ania Dąbrowska oceniła występ Mateusza - przyp. red.]. (...) Mnie rozwaliłeś na połówki i to trzy" - słodziła Kayah.

Piosenkarka, już po programie, w którym doszło do ostrej wymiany zdań, apelowała do fanów i telewidzów za pośrednictwem Facebooka, by nie kamienowali Mateusza. "Starajcie się być powściągliwi w ocenach, spróbujcie się wczuć w sytuację tych, którzy walczą o swoje muzyczne istnienie i potem czytają wasze komentarze" - napisała artystka.

Mateusz Krautwurst i spięcie z Anią Dąbrowską:


Przelot, który kręci Anię

O tym, że Piotr Niesłuchowski, a przede wszystkim Karolina Charko mogą liczyć na więcej niż życzliwość Ani Dąbrowskiej, najboleśniej przekonała się w ostatnim programie Ewa Szlachcic (sprawdź profil wokalistki i zespołu Way No Way w serwisie Muzzo.pl!), która decyzją jurorki pożegnał się z "The Voice Of Poland". Czy w dogrywce liryczny występ Karoliny był lepszy od rozrywkowego show Ewy? To już kwestia gustu i sympatii, bo - jak stwierdziła zresztą Ania Dąbrowska podczas rozmowy ze swoimi doradcami - "nie można technicznie porównywać" obu wokalistek.

Odsiana z programu rudowłosa Ewa Szlachcic od początku odcinka miała ze swoją opiekunką "pod górkę". Po wykonaniu własnej, odważnej interpretacji "No One" Alicii Keys nie usłyszała słów pochwały. "Ta piosenka to był wybór Ewy, ale ona taka jest i chce zabawiać widzów. Mam nadzieję, że Ewa nie znajdzie się w dogrywce" - oceniła Ani Dąbrowska, jakby wieszcząc podopiecznej najgorsze.

"Karolina to jest taki przelot, który bardzo mnie kręci. Można by powiedzieć, że ja jestem taka smutna i dlatego kręci mnie taka smutna dziewczyna. Muszę pozostać sobą i dlatego muszę wybrać smutną dziewczynę - Karolinę" - w ten mocno subiektywny sposób piosenkarka tłumaczyła swój wybór, z którym wielu fanów programu nie mogło się pogodzić, czemu dali wyraz w komentarzach w internecie. Również odrzucona Ewa Szlachcic nie miała wątpliwości, że Ania Dąbrowska postawi na Karolinę Charko.

"Chciałabym Ani podziękować za to, co razem stworzyłyśmy i że motywowała mnie do działania. (...) Gratuluję jej tego, że konsekwentnie dąży do celu. My od początku wiedzieliśmy, jak wyglądają faworyci w tej grupie... Mam nadzieję, że twój faworyt dobrnie do finału" - powiedziała Ewa, na co Ania Dąbrowska zareagowała grymasem zaskoczenia i zdziwienia.

Ostatni występ Ewy Szlachcic z "The Voice". Niestety, bez podziękowań dla Ani Dąbrowskiej:


Przedłużenie penisa Nergala

W grupie Nergala hierarchia jest już ustalona od dawna, a na osobistej liście faworytów jurora niezagrożenie pierwsze miejsce zajmuje Damian Ukeje (Sprawdź profil wokalisty i zespołu Fat Belly Family w serwisie Muzzo.pl!). Najdobitniejszy wyraz swoich sympatii juror dał podczas ostatniego odcinka "The Voice Of Poland".

"Co robią faceci, którzy chcą podratować swoją męskość? Kupują sobie auto. Ja nie potrzebuję nowego auta, bo się tutaj realizuję dzięki tobie. Damian, jesteś w tym programie przedłużeniem mojego penisa" - stwierdził Nergal, wzbudzając aplauz na widowni, śmiech jurorów, ale też i pewnie nieprzyjemne uczucia pozostałych członków zespołu lidera Behemoth. I o ile kapitalnie śpiewająca Monika Urlik może czuć się bezpiecznie, bo może być pewna głosów telewidzów, to już Ewelina Kordy w przypadku ewentualnej dogrywki z Damianem Ukeje stoi raczej na straconej pozycji.

Z drugiej strony Nergal raz już zaskoczył, wybierając kosztem pokrewnego stylistycznie Filipa Sałapy, "prywatnie" wokalisty metalowego zespołu The Sixpounder, zjawiskowego i reggae'owego Aresa Chadzinikolau. Ale czy rockman jest w stanie poświęcić "przedłużenie swojego penisa"? Dowiemy się już wkrótce.

Nergal w swoim stylu chwali podopiecznego:


Najlepszy czy ulubiony?

Najbardziej obiektywnym i starającym się bezstronnie oceniać swoich podopiecznych jest Andrzej Piaseczny, któremu naprawdę trudno zarzucić forowanie swoich ulubieńców. Z prostej przyczyny - wokalista takowych nie ma, co harmonijnie koresponduje z rolą jurora wybierającego "najlepszy głos w Polsce".

Popularny Piasek wyrasta na najbardziej surowego z nauczycieli i jednocześnie osobę, dla której zwycięzcą "The Voice Of Poland" ma zostać właśnie najlepszy, a nie ulubiony głos jurora.

Tak czy inaczej, o ostatecznych wynikach programu zadecydują telewidzowie. Telewidzowie, którzy pewnie w kilku dogrywkach postawiliby - w demokratyczny sposób, bo głosami - na innych uczestników niż mający prawo subiektywnej i autorytatywnej selekcji jurorzy. Trzeba jednak postawić pytanie - jak daleko bardzo można przekroczyć granicę obiektywizmu w ocenie uczestników?

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje