Reklama

Must be the bitwa na x factor

Dobrze sprawdzająca się formuła "Must Be The Music", pominięcie tzw. kosmitów w "X Factor" i lukier wylewający się z "Bitwy na głosy" - sprawdźcie, jak nasza redakcja ocenia start trzech muzycznych programów!

"Must Be The Music. Tylko muzyka"

Reklama

Czy trzecia edycja programu może czymś zaskoczyć? Choć w zasadzie nic się nie zmieniło (to samo jury i prowadzący) formuła "Must Be The Music" jako jedyna daje szanse nie tylko wokalistom - zgłaszać się mogą również instrumentaliści czy zespoły, w dodatku jurorzy wielokrotnie podkreślają, że chcą promować wykonawców prezentujących własną twórczość.

Na własny użytek śpiewających uczestników licznych show nazwaliśmy "mistrzami karaoke". To zresztą kilkakrotnie było widać - wokaliści zachwycają publiczność znakomitym wykonaniem przeboju, a po kilku tygodniach popadają w zapomnienie.

W przypadku "Must Be The Music" często bywa odwrotnie - do programu zgłaszają się zespoły z gotowym materiałem (nawet próbują synchronizować datę premiery z terminem emisji własnego występu w telewizji), który bywa czymś dużo bardziej odkrywczym niż po raz setny poprawnie zaśpiewany "Sex On Fire" Kings Of Leon, "Hallelujah" Leonarda Cohena, "Rolling In The Deep" Adele czy "Dziwny jest ten świat" Czesława Niemena. Zwróćcie uwagę na urodzoną w Nigerii Ifi Ude, energetyczno-folkowy CzessBand czy funk-rockową petardę Mama Selita. O niektórych z nich już jest głośno, a jest szansa, że za sprawą telewizji usłyszy o nich jeszcze więcej osób.

Oczywiście nie mogło zabraknąć stałych punktów programów typu talent show: 9-letnia dziewczynka (Oliwia Wieczorek dała radę w "Szklanej pogodzie" Lombardu, ale czy to już ten etap na takie zachwyty?), prawie 70-letni pan z gitarą (Roman Gładyś ubawił jury do łez) czy "kosmici" - jeżdżące na traktorze siostry Mrotek, błaznujący DJ Plonas, który nie umiał śpiewać czy discopolowy zespół Cliver z hitem "Moje ciało zaszalało".

Jeszcze przed emisją pierwszego odcinka jurorzy mówili INTERIA.PL, że trzecia edycja będzie miała jeszcze wyższy poziom niż poprzednie. Hasła naturalnie banalne i sloganowe, ale jeśli podczas castingów ponad 60 razy cała czwórka nacisnęła przycisk na "tak", to może coś być na rzeczy.

(MB)

Dwie korekty ujawniły się w pierwszym odcinku drugiej edycji "X Factor", zobaczymy, czy to trwałe zmiany w filozofii programu; po pierwsze, niemal całkowicie zrezygnowano z pokazywania kosmitów. To co w czasach "Idola" było wisienką na torcie, stało się elementem zabierającym czas, który można przeznaczyć na występy co najmniej udane. Obyło się więc bez tradycyjnej "sklejki" uczestników kaleczących sztukę śpiewania, wokalistów niespełna rozumu czy pospolitych prowokatorów.

Po drugie, uczynienie z Wojciecha Kurowskiego gwiazdy odcinka zdaje się wytyczać nowy szlak dla muzycznych talent shows. Pan Wojciech, choć pozbawiony wokalnych predyspozycji czy ciekawej barwy zdetonował jury na poziomie emocjonalnym. Okazał się tak autentyczny w przeboju "Bo tutaj jest jak jest", że Tatiana Okupnik zalała się łzami, a Kuba Wojewódzki mówił o pokoleniowym manifeście. Czytaj więcej na temat pana Wojciecha.

Pozbycie się Mai Sablewskiej wyszło programowi na dobre, choć Okupnik miewa momenty "foremniakowe" - na szczęści bez egzaltacji, która towarzyszy wypowiedziom popularnej aktorki w "Mam talent". Wciąż natomiast człowiekiem z innej bajki wydaje się usztywniony Jarosław Kuźniar, co sprawia, że wzmaga się w nas tęsknota na niezrównanym duetem Marcin Prokop - Szymon Hołownia.

(MM)

Zobacz występ Eweliny Lisowskiej w drugiej edycji "X Factor":


"Bitwa na głosy"

Jak pokazał pierwszy odcinek drugiej edycji "Bitwy na głosy", atuty programu są wciąż jego największym przekleństwem. Godne pochwały pozytywne i wspierające nastawienia jurorów - w tej roli, obok znanej z pierwszej edycji Alicji Węgorzewskiej, zadebiutowali Sonia Bohosiewicz i Zbigniew Zamachowski - w stosunku do uczestników niestety momentami zamieniało się w strumień omdlewająco słodkiego lukru komplementów. Z tej konwencji próbowała się wyłamać Węgorzewska, z czego znana była już w poprzedniej edycji "Bitwy na głosy".

W przeciwieństwie do innych telewizyjnych konkursów talentów wokalnych, w "Bitwie na głosy" niestety dochodzi do rozmycia wybijających się uczestników w tłumie chóru. Kto dziś pamięta wokalistów z pierwszej edycji programu? Wiadomo, że wygrał zespół Piotra Kupichy i tyle... Z tego powodu wydaje się, że nie jesteśmy świadkami tytułowych pojedynków na wokale a konkurencji na popularność nauczycieli chórów.

Producenci programu próbują temu zaradzić, podpisując imieniem i nazwiskiem wyróżniających się solistów. Jurorzy natomiast wyciągają z tłumu co ciekawszych wokalistów (tym razem... dwie nastoletnie dziewczyny). Tak czy inaczej, to trenerzy drużyn są pierwszoplanowymi postaciami show. Czy nie gryzie się to z ideą promowania młodych talentów w "Bitwie na głosy"?

Powyższą tezę potwierdza również zwycięstwo w pierwszym odcinku Edyty Górniak. I jej drużyny. Artystka jest - obiektywnie oceniając - zdecydowanie najpopularniejszą gwiazdą programu, z liczną rzeszą wiernych fanów, co na pewno miało wpływ na wyniki sms-owego głosowania. Zresztą pani Edyta wiedziała również, jak zdobyć serca tych niezdecydowanych, a to za sprawą odrobinę ckliwych zdjęć z castingów, tudzież uduchowionego i egzaltowanego zachowania podczas dyrygowania chórem swoich podopiecznych. Jak widać, bardzo to skuteczny zabieg.

(AW)

Drużyna Edyty Górniak w akcji:


Twórz z nami nowy serwis z tekstami piosenek - Teksciory.pl!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje