Reklama

Jak powstają przeboje?

Skąd się biorą melodie? Czym jest i jak wymyślić chwytliwy riff? Co takiego magicznego jest w procesie komponowania? Czołowi autorzy muzyki specjalnie dla INTERIA.PL zdradzają kulisy tworzenia.

Wymyślanie muzyki to jedna z bardziej metafizycznych czynności, jakie można sobie wyobrazić. Porównywać kompozytorów z egzorcystami czy jasnowidzami byłoby oczywiście sporym nadużyciem, jednak każdy z naszych rozmówców podkreśla tajemnicę, której nie sposób rozgryźć.

Reklama

Otóż melodie po prostu wpadają do głowy. Bez uprzedzenia, niespodziewanie, momentalnie - pojawiają się w całej okazałości. Jest to swego rodzaju iluminacja. Nie mówimy o trzech, czterech, pięciu dźwiękach, ale całej konstrukcji. Pojawiającym się znikąd nutom towarzyszy cały zamysł, cały bagaż emocjonalny utworu.

Przebój w dziesięć minut

- Czasem budzę się rano i jakąś melodię mam w głowie - od której nie mogę się uwolnić. Czasem siadam przy fortepianie, włączam dyktafon - i coś improwizując, nagle zaczynam grać "konkretną" melodię - opowiada Wojtek Olszak, autor jednego z największych przebojów Edyty Górniak - "Jestem kobietą".

- Jedno jest pewne - nie da się na siłę czegoś wymyślić, grać na instrumencie z zamiarem napisania na przykład trzech utworów w trzy godziny - dodaje popularny producent.

Piotr Rubik opowiada, że nie jest w stanie stworzyć utworu nuta po nucie. Albo melodia "zstąpi na niego" jako pewna całość, albo musi czekać na ten "błysk" weny.

- Pomysł piosenki "Psalm dla Ciebie" powstał właściwie w ciągu dziesięciu minut. Przyszedł nagle, na dodatek w pociągu. Nad innymi utworami siedziałem dłużej. Zdarzało się, że miałem tekst i kompletnie brakowało mi pomysłu na melodię. Po czym ona pojawiała się nagle, znikąd. To jest kompletnie metafizyczne. Jest to coś z pogranicza olśnienia i zaskoczenia - definiuje Rubik.

Dyktafon w toalecie

Zbigniew Hołdys już się nauczył, że momentu przypływu weny nie da się przewidzieć. Dlatego trzyma dyktafony porozrzucane w miejscach, w których przebywa. Przede wszystkim w toalecie i w samochodzie - tam o pomysły ponoć najłatwiej. Kiedy idea w głowie zakiełkuje, Hołdys zaczyna ją nucić. Gdy zdaje sobie sprawę, że melodia ma potencjał, włącza dyktafon i nuci raz jeszcze.

- Z tym że większość skomponowanych przeze mnie melodii to, szczerze mówiąc, chłam. Aczkolwiek, gdybym to nagrał, pewnie nie byłoby większego wstydu - śmieje się były lider Perfectu, autor takich przebojów jak "Nie płacz Ewka" czy "Autobiografia".

Owemu olśnieniu, o którym opowiadają twórcy muzyki, pomaga towarzystwo instrumentu. Najczęściej gitary czy pianina.

- Z gitarą jest mi lżej tworzyć. Z reguły, gdy tylko wezmę ją do ręki, natychmiast coś się zaczyna dziać - przyznaje Hołdys.

Riff Beethovena

Bez gitary zresztą nie sposób wymyślić dobrego riffu, a riffy to przecież istota muzyki rockowej. Dlatego komponowanie mocnej, gitarowej piosenki zaczyna się nie od melodii ani tekstu, ale od tzw. zagrywki. Jest to przeważnie powtarzająca się seria kilku akordów.

- Później pozostaje wymyślić do tej zagrywki melodię śpiewaną, która zacznie żyć w symbiozie z tym monotonnym gitarowym "drajwem". To nie jest proste, choć wielu ludzi sądzi, że jest. Trudno jest wymyślić odkrywczy riff, do tego trzeba daru Bożego - uważa Zbigniew Hołdys.

Największe riffy w historii - czytaj dalej!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Rubik | utwór | dyktafon | melodia | zbigniew | piosenki | muzyka | przeboje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje