Reklama

Czego brakuje Nataszy Urbańskiej?

Natasza Urbańska budzi skrajne emocje - od zachwytu po irytację. Wiosną wokalistka pojawi się w kolejnym programie telewizyjnym "Bitwa na głosy". Czy uda jej się zdobyć sympatię publiczności?

Obiegowa opinia na jej temat wygląda mniej więcej tak: przeciętnie utalentowana gwiazdka, na siłę lansowana przez telewizję i męża Janusza Józefowicza, która - mimo usilnych starań - niczego wielkiego nie osiągnęła.

Reklama

Aktorka teatru Studio Buffo, którego dyrektorem artystycznym jest właśnie Józefowicz, istotnie od kilku lat próbuje wejść w muzyczny show-biznes i idzie jej jak po grudzie. A ma już 33 lata.

W Buffo jest niekwestionowaną gwiazdą - obsadzana w głównych rolach, występuje (lub występowała) m.in. w takich musicalach, jak "Metro", "Romeo i Julia", "Panna Tutli Putli", "Karuzela marzeń". Poza Buffo wiedzie jej się już gorzej, choć z telewizora właściwie nie wychodzi.

Wiecznie druga

Trudno zliczyć programy, w jakich się pojawiła. Była główną bohaterką "Przebojowej nocy" i "Złotej soboty" w TVP 1 (autorem obu tych formatów był Janusz Józefowicz). Najgłośniejsze okazały się jednak jej występy w "Jak oni śpiewają" Polsatu i "Tańcu z gwiazdami" TVN-u. Zarówno w śpiewaniu, jak i w tańczeniu, jako zawodowiec, dystansowała konkurentów o kilka długości, jednak za każdym razem zajmowała ostatecznie 2. miejsce. Jeżeli dołożymy do tego 2. miejsce w preselekcjach do festiwalu Eurowizji w 2008 roku, będziemy wiedzieli, dlaczego do wokalistki przylgnęła łatka "wiecznie drugiej".

Jak przypuszczam, telewizyjna aktywność miała być trampoliną do solowej działalności muzycznej. Co kilka miesięcy słyszymy, że Natasza wyjechała za granicę, że pracuje tam nad debiutanckim albumem pod okiem wymarzonych, renomowanych producentów. Po czym następuje cisza. Dwukrotny udział w krajowym finale Eurowizji nie przyniósł pod tym względem żadnego przełomu.

W 2009 i 2010 roku dużo mówiło się o projekcie "Poland... Why Not?" - Natasza miała być jego najważniejszą gwiazdą. W skrócie - amerykańscy producenci zaprosili do współpracy polskich wokalistów i nagrali z nimi płytę. Urbańska wybrała się nawet do Los Angeles, by na miejscu zarejestrować swe partie wokalne, a także zdobyć cenne kontakty menedżersko-producenckie. Premiery "Poland... Why Not?", póki co, nie widać, a i zainteresowanie odbiorców okazało się chyba mniejsze niż oczekiwano.

Natasza szukała szczęścia również w Indiach, gdzie nagrała piosenkę z tamtejszym gwiazdorem pop - Sonu Niigaamem. Choć od jej wyjazdu minęło wiele miesięcy, utwór do dziś nie ujrzał światła dziennego. Ponadto wokalistka spotkała się z czołowymi twórcami kina Bollywood, a plotkarska prasa zaczęła spekulować o możliwości zrobienia przez Urbańską filmowej kariery w Indiach - jednak żadne konkrety, jak na razie, nie pojawiły się.

"Duża, duża, duża klasa"

O Nataszę zagadnąłem Rocha Fortina, reżysera "Bitwy na głosy" - programu, który w marcu zadebiutuje na antenie TVP 2 (Amerykanin realizuje także "You Can Dance"). Był nią oczarowany. Mówił o jej wielkim profesjonalizmie, o tym, że kamera ją lubi, że się świetnie przygotowała do nagrań.

Jeżeli macie Nataszę za kolorową wydmuszkę, która uparła się, że chce zrobić karierę, zapoznajcie się z kolejnymi zachwytami na jej temat.

"To, że ona jest piękną kobietą, wspaniale tańczy i śpiewa - to wszystko oczywiste. Ale okazała się też fantastyczną aktorką, niesłychanie wrażliwą, do tego profesjonalistką dużej, dużej, dużej klasy, której wróżę prawdziwie wielką karierę" - powiedział Jerzy Hoffman, który dał jej rolę w filmie "Bitwa Warszawska 1920".

Operator Sławomir Idziak dla "Rzeczpospolitej": "Olbrzymim odkryciem jest Natasza Urbańska. Nigdy nie wierzyłem w osoby wszechstronne, a Natasza, oprócz talentów wokalnych i tanecznych, okazała się wspaniałą, charyzmatyczną aktorką. Jest właśnie wszechstronna i absolutnie przykuwa uwagę".

Jim Beanz, amerykański producent muzyczny: "Ta dziewczyna to prawdziwa gwiazda, sama przyjemność z nią pracować".

Syndrom Magdy Mołek

Wydawałoby się, że mając takie wsparcie, Natasza Urbańska już dawno powinna być wizytówką, ba, chlubą naszego show-biznesu. Potrafi śpiewać i tańczyć, podobno wspaniale, dysponuje również aktorskim talentem, a do tego ma na koncie tytuł najpiękniejszej Polki (wygrała plebiscyt "Vivy" w 2008 roku), no i nieustannie można ją oglądać w telewizji.

Do pełnego sukcesu brakuje już tylko jednego składnika - powszechnej sympatii publiczności. Natasza, podobnie jak na przykład Magda Mołek, wciąż nie potrafi wyjść z wizerunku kobiety zimnej i niedostępnej. Jeżeli w "Bitwie na głosy" nie uda jej się tego zmienić, to... jest jeszcze jedna opcja.

Być może wojaże po Ameryce, którymi dość obszernie się chwaliła, faktycznie przyniosły Nataszy liczne kontakty do uznanych producentów i ich obietnice współpracy. Być może Natasza wejdzie do studia i nagra w końcu piosenki tak dobre, a w teledysku zatańczy tak oszałamiająco, że nie da nam wyjścia i będziemy musieli przyznać rację Jerzemu Hoffmanowi?

Michał Michalak

Czytaj blog "Język Elit" Michała Michalaka

"Bitwa na głosy" - zobacz nasz raport specjalny

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama