Reklama

Coraz mniej osób ogląda "Bitwę na głosy"

Zabiegi producentów "Bitwy na głosy" na niewiele się zdały. Program z edycji na edycją - właśnie zakończyła się trzecia - traci widzów.

Jeszcze przed rozpoczęciem trzeciego sezonu "Bitwy na głosy" zastanawialiśmy się, jak lifting programu (np. zwiększenie liczby jurorów, zwanych dumnie "ekspertami") wpłynie na podniesienie atrakcyjności show. Już teraz wiemy, że nie wpłynął pozytywnie...

Reklama

Trzecia edycja "Bitwy na głosy" miała jeszcze niższą oglądalność, niż katastrofalnie słaba druga edycja. Katastrofalnie, bo przecież w porównaniu z pierwszym sezonem popularność programu spadła o milion telewidzów (z 3,6 mln do 2,6 mln).

Teraz było jeszcze gorzej. Niewiele brakowało, by "Bitwa na głosy" nie przekroczyła progu oglądalności 2 mln telewidzów. Wyemitowany 15 września drugi odcinek show obejrzało zaledwie 2071435 osób. Trzeci sezon oglądało średnio o około 400 tysięcy mniej widzów, niż poprzednią edycję.

Nie trzeba dodawać, że w starciu z konkurencyjnymi weekendowymi konkursami talentów (tvn-owskim "Mam talent" i polsatowskim "Must Be The Music. Tylko muzyka"), "Bitwa na głosy" konsekwentnie była na ostatnim miejscu tabelki oglądalności.

Obrazu porażki dopełnia fakt, że cieszące się najwyższą oglądalnością ostatniej "Bitwy na głosy" odcinki (ponad 2,4 mln telewidzów) nie dociągnęły nawet do średniej drugiego sezonu show! Jedynie sobotni (10 listopada) finał osiągnął poziom 2,6 mln.

Dlaczego tak się stało? "Bitwa na głosy" to w rzeczywistości pojedynek na popularność gwiazd prowadzących drużyny, a nie uczestników, którzy przeszli castingi. Ci, ze względu na "chóralną" formułę show zostali zdegradowani do roli głosów w tłumie, którym dowodzi muzyczny celebryta/celebrytka. Wydaje się, że telewidzów mniej interesują gwiazdy, a bardziej ekscytują zmagania osób wziętych prosto z ulicy.

Którego uczestnika na pewno zapamiętamy z tej edycji "Bitwy na głosy"? Chyba tylko Monikę Urlik, i to dlatego, że utalentowana wokalistka wcześniej zdobyła popularność w "The Voice Of Poland".

Ostatni sezon show był również pozbawiony emocji związanych ze współzawodnictwem gwiazd o głosy telewidzów. Aż w sześciu odcinkach wygrywał Andrzej Piaseczny i jego drużyna, szybko stawiając się w roli zdecydowanego faworyta do zwycięstwa. W finale niespodzianki nie było i popularny Piasek ograł na sms-y telewidzów Ewę Farną i jej zespół.

Odświeżony osobowo i powiększony liczebnie zestaw "ekspertów" również nie był magnesem dla widzów. Tym razem mniej było lukrowania, co w pierwszym i drugim sezonie było "programowo nakazane". Ostrzej mogli się wypowiedzieć Alicja Węgorzewska i Wojciech Jagielski, a zaskakująco stonowane oceny padały z ust szykowanego na "czarny charakter" Tomasza 'Titusa' Pukackiego. Natomiast debiutująca na pełen etat w show Katarzyna Zielińska (w pierwszej edycji sporadycznie zastępowała Grażynę Szapołowską) dodała to tego zestawu mądrości w sam raz dla gospodyń domowych czy innych wielbicielek telewizji śniadaniowej.

Pomimo gimnastyki producentów, "Bitwa na głosy" traci widzów z roku na rok (tym razem średnia 2,2 mln widzów). Tym razem spadek nie był tak drastyczny, bo po prostu nie mógł być. Złośliwy mógłby stwierdzić, że program pod względem oglądalności sięgnął dna. A dla ewentualnej czwartej edycji ostał się jeszcze metr mułu.

By jednak nie kończyć gorzko dodajmy, że bez wątpienia wygranymi "Bitwy na głosy" jest Ośrodek Opieki Społecznej w Mnichowie, który dzięki zwycięstwu zespołu Andrzeja Piasecznego otrzyma 100 tysięcy złotych. Tym samym rysujący się obraz programu łagodnieje gdy pomyślimy, że dzięki show szczęśliwi będą naprawdę potrzebujący.

Artur Wróblewski

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: program | głos | edycji | bitwa | głosy | Bitwa na Głosy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje