Reklama

Amerykański "Idol" zaczyna pikować?

Mimo rekordowej liczby głosów oddanych podczas ostatniego odcinka 11. edycji (132 mln) oglądalność finału była najniższa w historii "American Idol".

Przed telewizorem zasiadło 20,7 mln Amerykanów. To wciąż znakomity wynik, ale wyraźnie zaznacza się tendencja spadkowa. W porównaniu z poprzednią edycją widownia finału skurczyła się aż o 32 proc.

Reklama

Oglądalność całej 11. edycji spadła o 23 proc. w stosunku do poprzedniej.

Takie dane niepokoją szefów stacji Fox, tym bardziej, że "The X Factor" - mimo ogromnego budżetu i wielkiej promocji - nie wypalił tak, jak tego oczekiwano (średnio 12,5 mln widzów).

"Publiczności, owszem, zaczynają się już nudzić konkursy wokalne. Jeśli nie pokażemy ludziom wyjątkowych talentów, w przyszłym roku również stracimy" - powiedział Nigel Lythgoe, producent wykonawczy "Idola".

"Jesteśmy na topie już od 11 lat. Albo się na nim spróbujemy utrzymać, albo zaliczymy upadek" - dodał Lythgoe.

Z kolei analityk "USA Today" przekonuje, że emitowany jesienią "The X Factor" sprawił, iż widownia "nie była na głodzie", nie przebierała nogami w oczekiwaniu na kolejną edycję "Idola". Ponadto winą za spadające słupki obarczył również jurorów, zwłaszcza Stevena Tylera i Jennifer Lopez, którzy unikali krytyki i jedynie słodzili uczestnikom.

Dodajmy, że 11. edycję "American Idol" wygrał 21-letni Phillip Phillips - czytaj więcej na ten temat.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: pikowanie | idole | edycji | Idol (tv) | telewizja | oglądalność

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje